Chwałą Boga człowiek żyjący pełnią
św. Ireneusz
Doświadczenie śpiewu w wielkim chórze gospel to przeżycie eschatologiczne. Stojąc na scenie wraz z kilkuset osobami, tworząc cztero- lub nawet czasem sześciogłos, wraz z solistą i modlącymi się swoimi improwizującymi instrumentami muzykami dotyka się tajemnicy wspólnotowości. Bycie tam to niezwykłe kazanie na temat jedności w różnorodności, na temat Kościoła walczącego, modlącego się i wspierającego się. Chór staje się żyjącym organizmem tworzącym coś niezwykłego na chwałę Bożą, a jest to niewinna i czysta chęć. Odnajdujemy potrzebę wezwania i bycia wezwanym, potrzebę głoszenia i współtworzenia na cześć Boga. Śpiew daje poczucie jedności i potęgi grupy, a wspólne doświadczenia płynące z takiego typu uwielbienia pokonuje wyobcowanie, zbyt częste w dużych Kościołach historycznych.
Pod koniec października na scenie w kościele św. Katarzyny w Krakowie stanęło znów ponad 450 osób zakochanych w muzyce gospel. Były to 10. jubileuszowe warsztaty gospel. W tym samym miejscu odbyły się historyczne pierwsze, które pokazały Polakom, że muzykę gospel może śpiewać każdy. Od tego czasu datuje się niezwykły muzyczny i duchowy ruch, dzięki któremu dziesiątki tysięcy ludzi usłyszało te muzykę, tysiące zaczęło ją śpiewać, a co najważniejsze rozumieć.
Dla osób, które już wcześniej miały kontakt z duchowością charyzmatyczną, żywiołowość koncertów czy nabożeństw gospel nie jest aż tak zaskakująca. Trzeba pamiętać, że pentakostalne przebudzenie na Azusa Street z 1906 roku, które dało początek odnowie charyzmatycznej rozpoczęło się właśnie w Czarnym Kościele[1]. Gdyby ten najpotężniejszy i najbardziej wpływowy duchowy ruch XX wieku zaczął się w innej, nie afro-amerykańskiej denominacji kościelnej[2], prawdopodobnie wykształciłby się odmienny model zachowań i uwielbienia zielonoświątkowego. A tak wspólnoty i Kościoły zdążyły sobie nieświadomie przyswoić sporo z form uwielbienia typowych dla czarnej społeczności. Głośne modlitwy, powtarzane po wielokroć refreny, spontaniczne świadectwa, emocjonalność i rozmodlenie wyrażane uniesionymi rękami czy tańcem, zawołania i odpowiedzi – to wszystko jest przeszczepiane na grunt innych tradycji chrześcijańskich wraz z doświadczeniem Pięćdziesiątnicy.
Gospel z czarnej Ameryki
Amerykańskiego dyrygenta gospel prowadzącego warsztaty w Kopenhadze zdziwił napis na ścianie – „Black Gospel”. „Nie ma czarnego gospel – mówi – jest po prostu gospel”. Muzyka ta, chociaż zapoczątkowana w USA, mocno rozwija się obecnie w karaibskich i afrykańskich Kościołach Wielkiej Brytanii, w Skandynawii czy w krajach Ameryki Łacińskiej. Niezwykłym fenomenem jest gospel z kontynentu afrykańskiego, który daje ponowny impuls i odświeżenie tej muzyce. Dla wielu muzyka gospel nadal jest wyrazem tożsamości afro-amerykańskiej.
W Polsce nie ma ona prawie żadnych konotacji z Czarnym Kościołem i ten styl pobożności pozostaje nieznany. Model, który proponują czarni instruktorzy, może być przyjmowany w świeży sposób, bez większych wstępnych założeń czy uprzedzeń. Kościół afro-amerykański wnosi coś naprawdę unikalnego do duchowego dziedzictwa chrześcijaństwa. Bez sieci historyczno-rasowo-społecznych zależności tu w Polsce jesteśmy w stanie usłyszeć przesłanie radosnej Ewangelii inaczej niż biali chrześcijanie w Wielkiej Brytanii czy USA.
Mówiąc o Kościele zachodnioeuropejskim często (choć nie wyłącznie) używa się wyrażeń: wspólnota wyznawców czy wspólnota wiary. Mieszczą one w sobie pojęcie bycia razem (choć raczej statycznego) w słowach i w skupieniu, często ograniczonego do wymiaru społecznej roli religii. Natomiast Kościół w kontekście czarnej społeczności widziany jest głównie jako ‘worshipping community’ – wspólnota chwaląca Boga, uwielbiająca.
Jak tłumaczy James H. Cone:
Czarny Kościół nie działa aktywnie w sferze systematycznej refleksji teologicznej. Nasza teologia wyrażana jest w postaci kazań, pieśni, modlitw, świadectw, opowiadanych historii niewolnictwa i ucisku (…) śpiewamy i nauczamy naszej teologii w czasie uwielbienia i w innych świętych kontekstach. Centralne przesłanie zawarte w tych pozaracjonalnych środkach wyrazu znajduje się zarazem w formie jak i treści, i oznacza wolność i nadzieję.(…) Ludzie wierzą, że wolność nadchodzi, ponieważ jej przedsmak jest już dany w samym wydarzeniu wygłaszania kazania[3].
Pierwotnie wyraża swoją refleksję nad światem i wiarę opowieścią śpiewaną i tańczoną. Teologia wynika z głoszenia, ujmuje sposób patrzenia i interpretowania oraz stara się uchwycić doświadczenia afro-amerykańskie. Taniec jest krzykiem radości, ostateczną ekspresją wolności. Częste na koncertach gospel apele do chóru i publiczności: „zatupcie na chwałę Bożą!”,które tak niezręcznie brzmią w języku polskim i czasem nas żenują, wzywają do akompaniowania rytmem melodii i słowom naszych ust. Jest to całościowe wyznanie wiary.
Elementy spontaniczne, improwizujące, a nawet ekstatyczne przyszły do USA na statkach niewolniczych z Afryki. Powszechnie znane afrykańskie powiedzenie jeszcze sprzed chrześcijaństwa głosi „Bogowie nie zstąpią bez pieśni”[4]. To jest część czarnego dziedzictwa. „My śpiewamy i wykonujemy muzykę gospel biciem w tradycyjne afrykańskie bębny i tańcem” – mówi David Mulovhedzi, dyrektor muzyczny słynnego południowoafrykańskiego Soweto Gospel Choir. Bębny wzywają i witają Bożą obecność, tłumaczą nieprzetłumaczalne westchnienia i uczucia, zanim przyjdzie zwerbalizowana modlitwa. „Jednym z najbogatszych darów, jakie w obfitości Afryka dała światu, jest rytm. (…) Religia z rytmem” [5].
Modele kontemplacji
Wydarzenie spotkania, przełamania granic tu i teraz, wyznaczają trzy etapy: wejście, przeżywanie i efekt. Inna jednak jest jego dynamika w Kościołach o rodowodzie afrykańskim. Przyzwyczailiśmy się utożsamiać przeżycie mistyczne i kontemplację z ciszą, odosobnieniem i zagłębieniem się w siebie[6]. Duchowe łączy się z procesem intelektualnym i introspekcją, do czego potrzebne jest skupienie. Kontakt z Bogiem bywa wtedy prywatny i jest do pewnego stopnia indywidualnym osiągnięciem. To jednak podejście eurocentryczne, które zakłada współczesny luksus wyboru – jak i kiedy chcemy rozmawiać z Bogiem. Tymczasem wedle Czarnej Teologii[7] wyłączność i wyizolowanie własnego przeżywania wiary jest pogwałceniem istoty Kościoła. Dwight N. Hopkins twierdzi, że „Pozostawanie w ciszy (tzn. zatrzymanie myśli i radości dla siebie) przed Bogiem odzwierciedla typ indywidualizmu, który stoi w rażącej sprzeczności ze wspólnotowym przeżywaniem radości”.
Chwile skupienia, tańca czy improwizacji muzycznych mają poprowadzić całą kongregację do wspólnego słuchania Boga i autentycznego przeżycia Obecności – Boga przymierza. A Jego przymierze jest zawiązywane tak z całymi grupami, jak i z jednostkami. Zrozumienie tego jest naturalne u ludów Bliskiego Wschodu czy Afryki; na nim opiera się zarówno teologia Starego, jak i Nowego Testamentu. Natomiast Kościół Zachodni chyba je utracił i aż dotąd płaci haracz w postaci poczucia potępienia i neurotycznego wyobcowania.
Afro-amerykanie przekształcili mistyczną „podróż do wewnątrz” w wydarzenie wspólnotowe. Na koncercie gospel słyszeć można tyle zawołań i wezwań do odpowiedzi. Brak kulturowych odpowiedników wymaga od tłumacza prawdziwej ekwilibrystyki. „C’mon guys, help me, let’s make church here!” – woła czarny solista w kościele oo. Pijarów. Polskie tłumaczenie – „zróbmy tu Kościół” nie ma sensu, kościół tu stoi już od setek lat. Radzę sobie poprzez: „zróbmy tu prawdziwie czarne nabożeństwo!”Kościół nie jest Kościołem, o ile nie ma prawdziwego wspólnego głośnego uwielbienia. „Mówcie do mnie, bo się czuję nieswojo. Jakieś Amen?” – prosi kaznodzieja i solista Mark Beswick. W muzycznych improwizacjach sięga zaraz po kazanie, świadectwo, wyznanie i zachętę.
Całe zgromadzenie 1500 osób słucha z zapartym tchem jej śpiewnej skargi »O…o…o…Jezu…« To są jedyne słowa tej pieśni. Jeśli nie siedzisz w zasięgu jej głosu, nie możesz wyobrazić sobie, jak pieśń złożona z dwóch słów może być krzykiem bólu, balsamem i świętowaniem. Z każdą wzbijającą się nutą jesteśmy uczestnikami niewyrażalnego spektrum ludzkiego zmagania. W tym świecie będziecie mieć troski, ale – »O…o…o…Jezu…« (…) Ziemski opór w stosunku do transcendencji, który wkładamy na siebie, nawet idąc do świątyni, rozdarł się na dwie połowy i moment kontemplacji niesie nas w kierunku samego źródła naszego istnienia[8].
„To moan” można tłumaczyć jako jęk, westchnienie czy krzyk. Jest środkiem typowym dla śpiewu gospel (rodzaj wokalizy), lecz używanym także przez czarnych kaznodziejów. Tak więc nie tylko śpiew stapia się z głoszeniem, głoszący również używa typowych dla śpiewu środków wyrazu.
Pieśni, którymi uczymy
Trudno mówić o Czarnym Kościele i jego teologii w oderwaniu od historii tego ludu w obu Amerykach. Jak pisał Ken Curtis: „Te pieśni spirituals ofiarowywały niewolnikom tożsamość, której okoliczności zewnętrzne zdawały się urągać: że są ludem wybranym przez Pana. (…) A jeśliby nie mieli zostać wyzwoleni, żyjąc na tym świecie, zawsze pozostawała wolność w Kanaanie niebieskim”. Można zamknąć cierpienie w milczeniu, ale wtedy całe Ciało będzie cierpieć. Ci, których usta były zamykane, tym bardziej chcą wyrazić swą modlitwę; jest ona wolnością, świadectwem i dzieleniem się brzemieniem.
Stare pieśni Negro Spirituals zawsze przemawiają do Polaków na warsztatach. Zdumiewa głębia refleksji teologicznej ich autorów o bardzo małej wiedzy biblijnej. To potężne świadectwa ludu wiary w trudnych okolicznościach. Te pieśni sięgają jakichś trudnych rejonów w naszej duszy. Być może właśnie dlatego, że są one tak odmienne od analogicznych utworów dominujących w polskiej hymnologii – błagalnej modlitwy i lamentu. W tradycji afro-amerykańskiej właściwą postawą jest niezachwiana ufność, iż Bóg przyjdzie i zadziała, że wszystko będzie dobrze. Historie ze Starego Testamentu, ukochane od czasów niewolnictwa, dawały pewność, że Bóg stoi po stronie uciśnionych i pewnego dnia wyzwoli swój lud.
Przymierze Boga z jego ludem zawsze przekłada się na konkretne kwestie życiowe. Pieśni, wybór interpretowanych motywów biblijnych czy tematów kazań mają dotykać głębokich ran duszy i ducha ludzi w konkretnych uwarunkowaniach.
„W czasie uwielbienia śpiewamy teraz mniej pieśni typu How I Got Over czy I’m Gonna Wait on the Lord. Wolimy pieśni będące uwielbieniem Boga za jego dobroć czy mówiące o zwycięstwie w Jezusie. Nawet nasz wybór utworów na te warsztaty wskazuje na tę tendencję” – mówi Amerykanin…