Słynny biskup Dublina, przedstawiciel brytyjskiego empiryzmu George Berkeley w Manuscript Introduction z 1708 roku proponuje wyobrazić sobie człowieka wychowanego w samotności, bez możliwości stworzenia uniwersalnych znaków dla idei spostrzeganych przez siebie rzeczy. Wszystko to, co przepływa przez jego umysł – doznania wzrokowe, słuchowe, smakowe, dotykowe – ma swą podstawę w jednostkowych przedmiotach i nie podlega językowej kategoryzacji. Jednym z postulatów Berkeleya – dziś rzadko przywoływanym ze względu na jego radykalny utopizm – było przeprowadzenie rozumowań bez użycia języka[1]. „Po usunięciu zasłony słów mogę spodziewać się wyraźniejszego obrazu idei, które jestem w stanie pojąć” – przekonuje biskup Dublina we wspomnianej rozprawie. W tym samym fragmencie zapewnia, że pojęcia ubrane w słowa to niepotrzebne ozdobniki, które odrywają nas od idei, zwodzą złudnym powabem, a mglistością zacierają zdolność osądu. Dyskusja w obrębie zwodniczych, w błąd wprowadzających słów może ciągnąć się w nieskończoność, jednak zysk poznawczy z niej niewielki poza znajomością konsekwencji danych twierdzeń.
Za krytyką abstrakcyjnych pojęć i języka kryło się marzenie Berkeleya o wypracowaniu filozofii pozbawionej form językowych. Choć przekonanie o chorobie języka było znane w filozofii XX wieku (formułował je choćby Ludwig Wittgenstein), to chyba Berkeley w historii filozofii po raz pierwszy tak radykalnie zauważył, że z patologii trapiącej język należy wyjść, kierując się w stronę eksperymentalnej czy psychologicznej filozofii. Może dlatego po zwrocie lingwistycznym, który nastąpił w filozofii na początku XX wieku, tak wielką popularnością cieszy się kognitywistyka, a teksty klasycznych filozofów czasem można odczytywać jako historię rozczarowań kolejno wykorzystywanymi metodami filozoficznymi?
Niezależnie od postulatów Berkeleya zainteresowanie filozofów językiem jest nadal ogromne, choć można zastanawiać się nad tym, czy nie można już mówić o zjawisku wyczerpywania się tematyki i odchodzenia w kierunku filozofii bardziej praktycznej, zorientowanej na zagadnienia partykularne. Deformacje dostrzegalne w niektórych odmianach analitycznej filozofii języka nie przysparzają jej zwolenników. Niemniej jednak, i tym bardziej, przewodnik po labiryntach filozofii języka wydaje się potrzebny, a wydanie przez krakowskie wydawnictwo WAM Wprowadzenia do filozofii języka autorstwa niemieckiego filozofa Petera Prechtla godne odnotowania. Już na samym wstępie należy zauważyć, że to „podręcznik” w asymilacji treści niełatwy. Podkreślam: „podręcznik”, ponieważ jeśli książka miałaby służyć jako pomoc dla studentów filozofii w przygotowaniu się do egzaminu, bez należytego wprowadzenia, prawdopodobnie nie uprościłaby i nie skróciłaby tego przygotowania. Choć stanowi ona solidny, precyzyjny i wyczerpujący ładunek wiedzy, język, którym jest napisana, to „hardcore”dla profesjonalistów raczej, a nie dla „przyswajaczy” podręczników. Brakuje w niej choćby słownika wybranej terminologii. Autor wydaje się zakładać, że czytelnik, sięgając do niej, ma już należycie ugruntowaną wiedzę, tymczasem to student być może szukający rozpaczliwie przed egzaminem w bałaganie notatek ostatniej deski ratunku. Zamiast więc rzeczonego „wprowadzenia” czytelnik zostaje już na starcie rzucony na głęboką wodę filozofii języka, która oceanem jest zaiste i brak umiejętności grozi błyskawicznym utonięciem. Wydaje się również, że samodzielne laika żeglowanie po tym oceanie, do czego redakcja zachęca w krótkiej notce rekomendującej serię Myśl Filozoficzna, napotykać będzie nieuchronne przeszkody. Choćby w postaci braku apendyksu o podpowiedzi nawigacji.
Wracając jednak do treści książki Prechtla, trzeba przyznać, że zysk poznawczy po jej przeczytaniu jest nie do przecenienia. I to nie tylko w solidnej, historycznej prezentacji stanowisk i nurtów filozofii języka, w których gąszczu nietrudno przecież o zagubienie. Nie tylko w tym, że Prechtl prezentuje filozofię języka z punktu widzenia tzw. tradycji kontynentalnej oraz z perspektywy analitycznej filozofii języka. W opracowaniach anglosaskich dotyczących filozofii języka zwykle zawęża się ją do analitycznego sposobu jej uprawiania. Tymczasem w pracy Prechtla surowość terminologii i rozróżnień stosowanych w analitycznej filozofii języka zdaje się łagodzić jego refleksja na temat antropologicznych aspektów języka i umieszczenie problematyki języka w szerszym, kulturowo-historycznym kontekście.
Jednak zysk poznawczy, który chciałabym w tym tekście podkreślić, sprowadza się do odkrywczego banału. Bez języka nie byłoby nie tylko filozofii, ale także ludzkiej kultury. Z drugiej strony język to struktura znaków, która bez sensu nadanego mu przez człowieka byłaby tylko pozbawionym znaczeń „gardłowaniem”, tymczasem dzięki temu, że jest wehikułem sensu, jest również narzędziem komunikacji społecznej. Z tego więc choćby powodu warto go brać pod lupę. A pod lupą filozofia języka – jak zauważa Prechtl – okazuje się niejednolitym tworem teoretycznym. Nie cechuje jej również jednomyślność w stawianiu pytań. Tym, co jednak występuje jako stały motyw filozofowania na temat języka, jest problem relacji: język – myślenie – świat. To zainteresowanie człowiekiem jako istotą mówiącą, zatem rozumną, oraz relacja języka do rzeczywistości. Kiedy wchodzi się w bardziej techniczne zagadnienia filozofii języka, okazuje się, że głównym problemem jest znaczenie języka dla człowieka. Prechtl rozumie je na dwa sposoby: znaczenie jako sensowne odniesienie człowieka (tworzone za pomocą języka) do tego, co przedstawia dla niego świat; oraz znaczenie jako możliwość poprawnego ujmowania rzeczywistości. Jak zauważa Prechtl, za takim zdefiniowaniem znaczenia kryje się wiele problemów: jaka jest rzeczywistość odniesienia (przedmiotowa, społeczna)?, czy rzeczywistość przedmiotowa wyprzedza język czy też jest dopiero konstytuowana za jego pośrednictwem?, jaka jest rola doświadczenia w odnoszeniu się językowym do rzeczywistości?, czy treść myślenia i spostrzegania jest zależna od języka czy też język należałoby rozumieć jako formę doświadczenia? Skoro świat jest dany niezależnie od języka, to jak pokazać, że go nie zniekształca i nie fałszuje? Jeśli natomiast rzeczywistość jest dana tylko za pomocą języka, to jak odróżnić język poprawny od błędnego? Krótko rzecz ujmując, problem języka to przede wszystkim problem poznania świata. Mówiąc żartobliwie, filozof języka w swych dążeniach przypomina nieco bohatera filmu Wernera Herzoga Zagadka Kaspara Hausera, ponieważ zdaje się nie akceptować oczywistości dostępnych w konstruktach kulturowych wytworzonych przez społeczeństwo. Czy jednak zawieszenie potocznych wyobrażeń i treści przyswojonych nam przez kulturę nie przypomina postulatów Berkeleya oddzielenia poznania idei od języka? Prechtl uważa, że to raczej problem odróżnienia opinii od uzasadnionej wiedzy, ponieważ zarówno poznanie filozoficzne, jak i naukowe wyprowadzają ponad potoczne wyobrażenia, które przyjmują język jako „skończony twór, o którego poznanie człowiek musi zabiegać”. Jednak…