Subskrybuj
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...

***

Staszka Grabska, zmarła w późnym wieku córka zasłużonej rodziny, może być nazwana Marią Skłodowską polskiego uprawiania teologii, bo w podobnym stopniu była pionierką przełamującą bariery.

Staszka Grabska

Gdy umiera ktoś, kto pisał, jego napisane słowa zaczynają nowe życie. Jeśli przynoszą błogosławieństwo żyjącym, to zarazem pomnażają zasługi zmarłego przed Panem. Wynikałoby z tego, że odczytywanie tekstów Staszki jest formą modlitwy za nią i z nią jeszcze razem. Na początek wspomnienia o Staszce wybieram – prawie przypadkiem – rozważanie „na godzinę jedenastą wieczór”, słowa przywodzące na myśl sposób, w jaki się z nią żegnamy, na razie, tymczasem.

…Co to znaczy „w imię”? W Piśmie Świętym zwrot ten znaczy bardzo wiele – znaczy, iż wszystko, co się dzieje, dzieje się przez tego, czyje imię wzywamy, jego mocą, że wezwany jest obecny. Imię w Piśmie Świętym to obecność, władza, działanie, objęcie w posiadanie tego, co jest naznaczone imieniem. W imię Trójcy to znaczy przez Trójcę, w Trójcy, dla Trójcy. Gdy wymawiamy słowa w imię Trójcy, czyniąc znak krzyża, to sam krzyż Chrystusowy widzimy w ścisłej łączności z Ojcem i Duchem i całe dzieło Chrystusa Pana sytuujemy wewnątrz działania Trójcy – a zarazem wyznajemy, że to przez krzyż Chrystusowy cały świat „w imię Ojca, Syna i Ducha” stał się uświęcony i włączony w orbitę działania i życia własnego Trójcy Świętej…

(Stanisława Grabska, Świat w orbicie Ojca, Syna i Ducha Świętego, „Znak”, nr 277–278 [lipiec–sierpień 1977])

*

Polska zawsze miała swoje wielkie kobiety.

Staszka Grabska, zmarła w późnym wieku córka zasłużonej rodziny, może być nazwana Marią Skłodowską polskiego uprawiania teologii, bo w podobnym stopniu była pionierką przełamującą bariery.

Inna wielka polska biblistka, siostra Emilia Ehrlich, biblijne pióro Jana Pawła II, była jednak zakonnicą, osobą do głębi klasztorną, choć wielkiego wolnego ducha. Czemu napisałam „choć”? To nie było w jej przypadku „pomimo”, lecz właśnie „dlatego” – dzięki wspólnocie, która ją chroniła i uskrzydlała.

Nie mogę nazwać Staszki osobą samotną. Była bardzo rodzinna, a nadto współtworzyła różne kręgi przyjaciół. I miała też pojedynczych przyjaciół, z którymi łączyły ją szczególne, niepowtarzalne związki duchowe, zawsze dla obu stron bardzo ważne.

Żyła długo – było to utrzymujące się cudem ukryte błogosławieństwo i pomoc dla wielu. Ale przez to długie życie musiała też wielokrotnie cierpieć z powodu utraty ludzi na różne sposoby najbliższych. Nie oszczędzała emocji, jak oszczędzają je ci, co nie chcą intensywnie kochać, aby nie utracić. Ciężko jej też  było tracić niektóre możliwości tak zawsze ofiarnego i intensywnego służenia innym. Już pod koniec bardzo skarżyła mi się na to, że za mało ma szans mówienia i pisania, to znaczy publikowania – swoich myśli, które przecież nie przestały być potrzebne. Nie chciała być oszczędzana, choć wyraźnie brakowało jej sił i zdrowia. Dusza z coraz większym trudem ożywiała wiekowe ciało. Ciało należące do takiej duszy samo staje się dostojne. Z wysiłkiem się dźwiga, ale to nie hamuje duszy, która już biegnie tam, gdzie potrzebne jej świadectwo.

Takie piszę epitafium Staszki. Łączę je z apelem, by ktoś z młodych na serio podjął zadanie rekapitulacji jej myśli teologicznej na tle epok, w których żyła, i wydarzeń, których była uczestniczką, komentatorką, wybitną współtwórczynią recepcji zmian w Kościele, skupioną na tym, co istotne.

Na moją odpowiedzialność niech ten przyszły badacz poszuka, czy Staszka gdzieś napisała to, co dla mnie zawsze będzie jej świadectwem: że Bóg bywa w swoim miłosierdziu tak bezradny wobec człowieka, jakby Jego wszechmoc nie istniała… jakby była zawieszona czy zablokowana poszanowaniem wolności człowieka.

Teraz Staszka już wie, jak się to wszystko godzi. Może milczeć, jak milczy teolog z ikony, z palcem na ustach. Ona się zza tego palca uśmiecha.

 

PoradaCo Ci poradzić? Stoisz na jakimś swoim kolejnym rozstaju. Masz poczucie, że bardzo jest ważne, co wybierzesz. Tak jest, gdy każdy rok jest bardzo znaczącą cząstką całego życia – bo lat upłynęło może -naście czy niewiele więcej. Dwie pokusy, wobec których stoisz, dwa trendy realizujące się wśród Twoich rówieśników: – zdobyć się na koncentrację, na rzeczywiste skupienie, odcinając wszystko, co rozprasza, rezygnując z kuszących zaproszeń… Nie, nie myślę o imprezowaniu, lecz o szansach wejścia w jakieś zaangażowanie, w nową domenę, gdzie jest coś do zdziałania, jakiś krąg współpracy, który się dla Ciebie otwiera, udostępnia nieoczekiwane możliwości – jeżeli chcesz… Z wahaniem, ale jednak mówisz „nie” w imię skupienia się na tym, co już podjęłaś, na wybranym projekcie. I to się powtarza. Jest tak wiosną, potem latem. I nadal jesienią, chociaż jesienią miałaś być wolniejsza… Gdy ktoś wytrwale próbuje Cię do czegoś wciągnąć, zastanawiasz się – jak zwykle – nie nad tym, czego chcesz, lecz raczej pytasz: czy powinnaś? To Twoje „życie powinnością” przypomina mi A. M., która oddała przyjaciołom ukochanego psa, bo za bardzo ją rozpraszał. – A teraz o przeciwnym wariancie: żółkną kartki, na których notowałaś projekty Twojej pracy – magisterskiej czy doktorskiej, nieważne. Może zresztą nie ma takich kartek, są pliki w laptopie, dawno nieprzywoływane na ekran. Nie tylko tę pracę odkładasz na bok. Masz więcej odłożonych na później zarastających ścieżek, niedoczytanych książek, zarzuconych zajęć, zamarłych zainteresowań. Nie potrafisz odłożyć na później tego, co się pojawia i odpycha w cień to, co było dotąd. Nowe niesie w…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Czy mamy jeszcze duszę?