Subskrybuj

Platońskie rozłogi pamięci

Klasykiem i mentorem wielowiekowej tradycji europejskiego „duszoznawstwa” wciąż pozostaje Platon. Platońska „psychognoza” stanowi paradygmat – choć wielokrotnie kwestionowany, to prawda, lecz  nie dający się wykreślić z dziedzictwa myśli filozoficznej, sięgającej poza dziedzinę tego, co zmysłowo dane, postrzegalne, empirycznie oczywiste.

Nie zdołało go przezwyciężyć  równie odwieczne przywiązanie do eksploracji wyłącznie tego, co „faktyczne”, ani zdekonstruować nowożytne zafascynowanie tym, co „historyczne”. Mityczny obraz rozpędzonego, jak na wyścigach olimpijskich, uskrzydlonego rydwanu,  zaprzężonego w dwa narowiste konie i podążającego pod przewodem odważnego woźnicy do „nadniebnego miejsca” – z Fajdrosa – nadal urzeka poetyckim rozmachem i niezwykłą wnikliwością meta-fizycznej wyobraźni.

W tropieniu śladów duchowej „istotności” doniosłą rolę pełnią u Platona „rozłogi pamięci” – tego intrygującego organu duchowego o złożonej strukturze i wielorakiej funkcji.   Pamięć – mityczna Mnemosyne, tytanida, córka Uranosa i Gai, która w wyniku morgantycznego związku z Zeusem  stała się matką Muz – uosabia jedną z kluczowych idei Platońskiej filozofii. Ogołocone przez dialektykę z mitycznej personifikacji, pojęcie to  w dialogach występuje w trojakiej, już abstrakcyjnej postaci: rzeczownika mnéme (łac. memoria – pamięć) oraz w rzeczownikowej formie odsłownej: anamnésis (łac. recordatio – odpomnienie, przywołanie na pamięć) i hypomnésis (łac. reminiscentia – przypomnienie, wspomnienie). Wprawdzie te rozróżnienia nie mają charakteru systemowego ani technicznego – Platon podąża po prostu za tradycją użycia owych słów w języku greckim – jednakże wsparte subtelnym wyczuciem leksykalnym i wzbogacone nowym wymiarem semantycznym, nabierają u niego szczególnej, spekulatywnej doniosłości. Zagadnienie pamięci,  przypominania sobie i przywoływania na  pamięć pojawia się zawsze w kontekście szerszej problematyki dotyczącej zarówno poznania, jak i bytu, co wymaga uwzględnienia różnych perspektyw i płaszczyzn filozoficznej analizy. Trzeba zatem mieć na uwadze, że  chodzi o różnice nie tylko na poziomie werbalnym, lecz także o trzy zasadniczo różne, chociaż – zgodnie z Platońskim sposobem pojmowania filozofii – dialektycznie dopełniające się koncepcje pamięci: (1) jako „przechowalni” nabytej wiedzy; (2) jako „poszukiwania” i „uczenia się”; (3) jako samopoznania duszy.

Pamięć jako „przechowalnia” wiedzy czerpanej z doświadczenia. 

Znany i często przytaczany fragment  Teajteta opisuje pamięć, niezbędny organ poznania wychodzącego od spostrzeżeń zmysłowych,  przy pomocy sugestywnego, unaoczniającego porównania, z którego skwapliwie skorzysta późniejsza tradycja filozoficzna: „SOKRATES: Przyjmij, dla naszych rozważań, że w naszych duszach jest tabliczka woskowa. U jednego większa, u drugiego mniejsza. U jednego z czystego wosku, u drugiego z brudniejszego i twardszego, u niektórych z miększego, a bywa, że z takiego w sam raz. TEAJTET: Przyjmuję. SOKRATES: Powiedzmy, że jest to dar matki Muz, Mnemozyny. Jeżeli z tego, co widzimy albo słyszymy, albo pomyślimy, chcemy coś zapamiętać, podkładamy tę tabliczkę pod spostrzeżenia i myśli, aby się w niej odbijały tak jak wyciski pieczęci (týpos). To, co się w nich odbije, pamiętamy i wiemy, jak długo trwa jego ślad (eidôlon) w materiale. Jeżeli się ten ślad zatrze albo nie sposób go wypieczętować, zapominamy (epilelêsthai) i nie wiemy.” (191d, tłum. W. Witwicki). Pamięć w tym elementarnym, psychologicznym znaczeniu, służy zatem do utrwalania i przechowywania, inaczej mówiąc: mentalnej interioryzacji i kumulacji wiedzy zaczerpniętej z doświadczenia  rzeczywistości zewnętrznej, lub pomyślanej czy też wyobrażonej w postaci pojęć bądź obrazów.

Metafora woskowej tabliczki  sugeruje ponadto, że taka pamięć ma zasadniczo charakter bierny, receptywny, można by rzec: „archiwistyczny”, a odciśnięte w niej ślady i wyobrażenia (eidola, phantásmata) są mniej lub bardziej wiernymi „odbitkami” doznań (páthema) zmysłowych,  których źródłem jest bezpośrednie postrzeganie, lub fantazji produkowanych przez wyobraźnię. Funkcja pamięciowych „odbitek” (mimémata) polega więc na pośrednim, znakowym (prós ton semeiôn) utrwalaniu i wtórnym, rzec można: „reaktywnym” uobecnianiu tego, co aktualnie nieobecne  lub / i wprost niedostępne. To uobecnianie nie zawsze jest odpowiednie (orthôs) w stosunku do percepcyjnych pierwowzorów i bezbłędne (alethés), zwłaszcza, gdy wkrada się doń zapomnienie (léthe).

Psychologiczna koncepcja pamięci jako biernego organu-narzędzia poznania, podlegającego „z natury” (katà phýsin) impulsom zewnętrznych doznań zmysłowych i wewnętrznych mechanizmów skojarzeniowych, nastręcza problemy dotyczące wiarygodności uzyskiwanej tą drogą wiedzy. Jest to bowiem wiedza niepewna, podatna na kwestionowanie, niedoskonała i omylna, tak, jak omylne są zmysły, które tej wiedzy dostarczają, pamięć, która ją „zapisuje” i wyobraźnia, która porządkuje i łączy, ale także przekształca i deformuje pod wpływem różnych bodźców owe „odbitki” w postaci różnorakich znaków-odwzorowań.  Jest to zatem wiedza zależna od okazjonalnych i zmiennych, zewnętrznych i wewnętrznych warunków możliwości jej potwierdzania; zależna, jak byśmy dziś powiedzieli, od „metod weryfikacji”, nie pretendujących, z natury rzeczy, do apodyktycznej pewności i ścisłości, a tylko prawdo-podobieństwa; wiedza określana przez Platona mianem „wierzenia” (pistis) oraz „mniemania”, obiegowej „opinii” (dóksa).

Taką pamięć – „przechowalnię” wiedzy – wcześniej pewien anonimowy tekst przypisywany przedsokratycznej sofistyce nazywa „wielkim i pięknym wynalazkiem”, użytecznym „tak w nauce jak i w życiu”[1]. Sprawność owego „użytecznego wynalazku” zależy i od jakości „materiału” – owej psychicznej „tabliczki woskowej”, i od trwałości oraz dokładności „zapisu”, i wreszcie – od sprawnego operowania procesami przypominania i kojarzenia, które można przecież doskonalić, ale także  zręcznie nimi manipulować. Celowali w tej sztuce, zwanej „techniką pamięci” (mnemonikè téchne), i szczycili się biegłością w niej właśnie sofiści. Platoński Sokrates wiele razy wyśmiewa sofistyczną „pozorną wiedzę”, retoryczną demagogię i dbałość o „dobrą opinię” (philodóksa) u publiczności – czyli populizm w wersji antycznej. W dialogu Hippiasz Mniejszy czyni ironiczną aluzję do sofistycznych ćwiczeń, których celem jest szybkie i pobieżne zapamiętywanie w drodze mechanicznego powtarzania i porównywania rozmaitych nowych informacji z tym, co już znane, ale bez pogłębionej wiedzy o przedmiocie. Szydzi z retorycznych popisów swego rozmówcy, mianując go  „najmądrzejszym ze wszystkich ludzi”, „osobliwym znawcą”, „mistrzem najświetniejszym w sztuce pamiętania”, który nota bene uprawia autopropagandę i sam siebie zaleca: „jak to ja ciebie raz słyszałem, jakeś się chwalił i z takim uwielbieniem dla siebie samego opowiadałeś o swej nieprzebranej mądrości na rynku, koło straganów” (268b, tłum. W. Witwicki). W Hippiaszu Większym charakteryzuje z kolei sofistę jako „bajarza“, biegłego w snuciu opowieści i sztuce pamiętania imion i nazw –  takiego, co to dużo wie i taki z niego pożytek, jaki mają dzieci ze starych babek, które im różne bajki opowiadają(por. 285e, tłum. W. Witwicki). W Fajrosie nie oszczędza również łasych na „sławę u potomnych“ polityków: „[…] najbardziej ambitni politycy najwięcej lubią pisać swoje myśli i zostawiać pisma po sobie. A jak który pisze mowę, to tak kocha swoich chwalców, że na samym początku wypisuje tych, co go pochwalili” (257e, tłum. W. Witwicki).

Nie tylko zresztą ze względu na schlebianie próżności tak surowo obchodzi się Platon z owym „użytecznym wynalazkiem” mającym służyć jako niezawodne lekarstwo na słabą pamięć i niedojrzałą mądrość, a mianowicie – z pismem, którego wynalazcą, wedle podania, miał być egipski bóg Theuth. „Ten wynalazek – powiada Sokrates w Fajdrosie ustami swego porte parole, króla Thamusa – niepamięć (léthe) w duszach ludzkich posieje, bo człowiek, który się tego wyuczy, przestanie ćwiczyć pamięć (mnéme); zaufa pismu i będzie sobie przypominał (anamimnéskein) wszystko z zewnątrz, ze znaków obcych jego istocie, a nie z własnego wnętrza, z siebie samego. Więc to nie jest lekarstwo na pamięć, tylko środek na przypominanie sobie (hypomnésis). Uczniom swoim dasz tylko pozór mądrości, a nie mądrość prawdziwą. Posiędą bowiem wielkie oczytanie bez nauki i będzie im się zdawało, że wiele umieją, a po większej części nie będą umieli nic i tylko obcować z nimi będzie trudno; to będą mędrcy z pozoru (dóksa), a nie ludzie mądrzy naprawdę.”(tamże, 275a-b). [2]

Sokrates – porte parole  Platona – rozumie „ćwiczenie pamięci” całkowicie odmiennie niż biegli w mnemotechnice, erystyce i retoryce sofiści, miłośnicy słowa pisanego. Swoją krytykę pisma w Fajdrosie wypowiada po wielkiej,  natchnionej przemowie w hołdzie dla tej Pamięci, która nie polega na biernym przyjmowaniu i przechowywania doznań; nie jest „mrocznym narzędziem” nabywania i krzewienia niedoskonałej „wiedzy z domniemania”, ale siłą (dýnamis) i mądrością (phrónesis) wyższej rangi i szlachetniejszej natury.

Pamięć jako uczenie się i poszukiwanie.

W dialogach Menon i Fedon Platon, używając niemal identycznych sformułowań, utożsamia aktywną postać pamięci z procesem poszukiwania i samodzielnego zdobywania wiedzy: „Szukanie bowiem i uczenie się (zétesis kai máthesis) jest w ogóle przypominaniem sobie” (Menon 81d, tłum. P. Siwek); „[…] nasze uczenie się to nic innego jak przypominanie” (Fedon 72e, tłum. R. Legutko).

Należy podkreślić, że mamy tu do czynienia nie z „odbitkowym” przypominaniem sobie (hypomnésis), czyli uobecnianiem wiedzy nabytej, „podpowiedzianej z zewnątrz” i „magazynowanej” w pamięci na sposób „reaktywny”, czysto erudycyjny, encyklopedyczny, ale z aktywnym, można by powiedzieć: świadomie ukierunkowanym przywoływaniem na pamięć (anamnésis) wiedzy wrodzonej – już posiadanej, lecz jeszcze nieuświadomionej, „nieodnalezionej”, niejako „uśpionej”. Tę dynamiczną definicję pamięci rozwija fragment z Menona„Dobrze zaś kierują tylko te dwie rzeczy: prawdziwe mniemanie (orthè dóksa) i wiedza (epistéme); posiadając je człowiek kieruje dobrze. To, co powstaje z przypadku, nie powstaje dzięki ludzkiemu kierownictwu; co do tego, dzięki czemu człowiek kieruje ku dobru, są to dwie rzeczy: prawdziwe mniemanie i wiedza.” (tamże, 99a). Należy zauważyć, że „prawdziwe mniemanie jest czymś innym niż wiedza” (tamże,  98b) i jakkolwiek ta ostatnia wydaje się cenniejsza, to i ono  „nie jest od wiedzy […]  mniej pożyteczne w działaniu” (tamże, 98c), tyle że nie zasadza się  – jak wiedza – na prawdziwych rozumowaniach (logismoi aletheîs), lecz na utwierdzonych poprzez wielokrotne przywoływanie na pamięć, wiadomościach.Tak się rzeczy mają, na przykład, z pojęciami i prawami geometrii, których nawet nieznający jej zasad,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Spór o Jezusa. Tajemnica ukryta w historii