Twórczość Jacka Kaczmarskiego zwyczajowo postrzegana jest – w dużej mierze za sprawą okoliczności historyczno-politycznych, które sprawiły, że młody pieśniarz okrzyknięty został „bardem Solidarności” – przez pryzmat kilku zaledwie piosenek, takich jak inspirowana balladą rosyjskiego barda Włodzimierza Wysockiego Obława, Mury (odbierane zresztą często wbrew intencjom autora – bez uwzględnienia puenty) czy Zbroja. Zdecydowanie mniej znane pozostają utwory o wymowie nie politycznej, lecz egzystencjalnej, ogólnoludzkiej, zwłaszcza te odwołujące się do tekstów kultury, do literatury i sztuk plastycznych. Stosunkowo dużą grupę pośród nich stanowią piosenki oparte na motywach zaczerpniętych z Biblii – trzeba jednak pamiętać, że istnienie Boga to dla pieśniarza, który wychowany został w duchu ateizmu, kwestia konwencji literackiej czy kulturowej:
Bóg istnieje dla mnie jako kategoria kulturowa, jako figura stylistyczna. Można Go nie nazywać Bogiem, a Koniecznością, Absolutem, Przeznaczeniem. Nie praktykuję żadnej religii i nie tam szukam pocieszeń. Religia jest dla mnie właśnie jednym z tych zbiorowych mechanizmów samopocieszania, z którym na moim etapie życia źle bym się czuł[1], zaś same nawiązania do tradycji biblijnej to przede wszystkim gra jej motywami.
Zabieg ten stanowi podstawę Raju, pierwszego z programów w całości opartych na wątkach zaczerpniętych z Biblii, będącego kolejnym – po Murach – wspólnym przedsięwzięciem tria Kaczmarski-Gintrowski-Łapiński. Powstały w latach 1978–1980 cykl w zamyśle miał być widowiskiem słowno-muzyczno-wizualnym (zrealizowanym przy współpracy z Leszkiem Mądzikiem, założycielem sceny plastycznej KUL), ale z przyczyn organizacyjnych doczekał się jedynie kilkakrotnego wykonania w pełnej formie[2]; trzeci element był najczęściej pomijany w realizacjach scenicznych. Raj prezentowany był zresztą o wiele rzadziej niż pozostałe programy tria (w sumie około trzydziestu razy, podczas gdy Mury – dla porównania – wykonane zostały na blisko pięciuset koncertach). Premiera Raju przypadła na rok 1980 (choć jeszcze przed „karnawałem Solidarności”), kiedy publiczność żądała treści jednoznacznie politycznych, zaś biblijna metaforyka wyżej stawiała słuchaczowi poprzeczkę – wymagała większego skupienia i zrozumienia pewnych aluzji literackich. Oczekiwanego zrozumienia jednak brakowało, czego przyczyny wskazywał sam poeta:
Kiedy napisaliśmy z Przemkiem Gintrowskim Raj, (…) okazało się, że w społeczeństwie, o którym mówi się, że jest w 90 procentach katolickie, nikt nie czytał Biblii i trzeba było tłumaczyć, kto to był Jakub czy Hiob[3].
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych Kaczmarski utrzymywał, iż cykl ten był w zamyśle apolityczny, jednak w wywiadzie z przełomu roku 2001 i 2002 pada stwierdzenie całkiem przeciwne:
To był program zdecydowanie polityczny, chociaż w momencie gdy się człowiek opiera na Piśmie Świętym, zwłaszcza na Starym Testamencie, który jest początkiem historii ludzkości, to choćby mówił o polityce, zawsze sięgnie do pokładów metafizyki w sobie[4].
Na cykl Raj składa się siedemnaście utworów (w tym trzy będące muzycznymi adaptacjami wierszy Zbigniewa Herberta: Sprawozdanie z raju, Przesłuchanie anioła oraz U wrót doliny), opartych na motywach zaczerpniętych ze Starego i Nowego Testamentu. Ułożone zostały w ciąg wydarzeń: począwszy od aktu stworzenia, poprzez wypędzenie nieposłusznych oraz ich zmagania z Bogiem i niedoskonałością czy prozaicznością świata, na Apokalipsie kończąc. Podejmowane wątki biblijne, poddane reinterpretacji lub transpozycji, zyskują w Raju wymiar uniwersalny, stają się – jak pisze Stanisław Stabro – „symbolami ludzkiego doświadczenia”[5].
Apokryficzny program przynosi dosyć spójny wizerunek Boga jako władcy. Jego panowanie jest jednak – wbrew nauce Kościoła – ukazane w świetle zdecydowanie negatywnym, gdyż Kaczmarski konsekwentnie obnaża despotyzm Boskich rządów. Demitologizacja osoby Stwórcy oparta jest na oskarżeniu Go o działanie mające na celu wyłącznie przysporzenie sobie pozornej – bo osiąganej przez eliminowanie niepokornych i budowanie atmosfery strachu – czci. Celowo używam tu określeń mogących kojarzyć się raczej z władzą „doczesną” (i to w jej totalitarnym wariancie) – wiele bowiem jej cech otrzymał panujący nad Rajem Bóg.
Boskie rządy rozpoczynają się aktem pankreacji relacjonowanym zresztą przez Niego samego w zachowującym formę monologu utworze Stworzenie świata. Kolejne strofy, rekonstruujące znany ze Starego Testamentu porządek powoływania do istnienia elementów świata, rozpoczynane są sentencjonalnie brzmiącymi wersami, którymi Bóg zdaje się wyjaśniać sens swoich poczynań. Warto zauważyć, że zdania rozpoczynające trzy pierwsze zwrotki odnoszą się jeszcze do działań twórczych:
Stworzenie świata nie przychodzi łatwo (…)
W działaniu trzeba poznać kolej rzeczy (…)
W tworzeniu szkodzi marzeń niecierpliwość (Stworzenie świata),
natomiast pierwsze frazy trzech następnych dotyczą już wyłącznie sprawowania władzy, skupionej w dodatku na potęgowaniu czci, jaką obdarzany jest Stwórca, i respektu stworzenia przed Nim:
Panować światu to sekrety mnożyć (…)
Przepych określa panowania zasięg (…)
I nie ma władzy bez czci i pokory (Stworzenie świata).
Bóg od początku jest przekonany o doskonałości swego dzieła – każdy etap pracy podsumowuje słowami:
Po czym uznałem dzieło swe za mądre (Stworzenie świata)
– ale z czasem budzi się w Nim żądza władzy. Stworzywszy istoty, które mają pokornie poddać się Jego panowaniu, może uznać świat za doskonale uporządkowany i pogrążyć się w podziwie dla swego wytworu.
Podobieństwo między boskim ładem a sposobem urządzenia państwa totalitarnego, o którym wspomina Krzysztof Gajda[6], każe i dziś postrzegać niektóre przynajmniej utwory cyklu Raj w kontekście polskiej rzeczywistości przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dotyczy to zwłaszcza utworu Bal u Pana Boga wzbudzającego dość jednoznaczne skojarzenia z dygnitarskim rautem. Bóg obdarza swe sługi zdrojem łask, ale istnieje warunek trwania tego stanu rzeczy: „wierzyć w to, co powiedzą nam oczy”(Bal u Pana Boga) – i na tym poprzestawać. Brak refleksji i zadowalanie się pozorami zapewniają spokój i szczęście, lecz Kaczmarski przywołuje także skutki rodzących się wątpliwości, nieprzewidzianych w boskim planie.
Myśl się wysnuwa
I żąda słów (Bal u Pana Boga)
– a to już zbyt wiele: pośród uczestników balu pojawia się nieufność i atmosfera wzajemnych podejrzeń. Miejsce dotychczasowego stanu, nazywanego w ostatniej strofie mianem snu, zajmuje „zamęt głów, chaos słów, paranoja i strach” (Bal u Pana Boga ). Właśnie strach będzie odtąd towarzyszył zarówno stworzeniu – jako obawa przed Bożym gniewem – jak i Stwórcy, który nie wyzbędzie się już lęku przed nielojalnością i buntem pozornie wiernych Mu istot.
Nieposłuszeństwo godzące w pełnię Boskiej władzy nie może oczywiście pozostać bez konsekwencji. Wykonywana przez trio po Balu u Pana Boga muzyczna adaptacja wiersza Zbigniewa Herberta Przesłuchanie anioła tworzy z sąsiadującymi utworami cykl następujących po sobie wydarzeń: sprzeciw wobec ustalonego przez Boga porządku, proces i wykonanie wyroku, bo jego właśnie obraz przynosi Strącanie aniołów. Egzekucja sprawia wrażenie pokazu zorganizowanego ku przestrodze ewentualnych śmiałków chcących wyrazić swą niezgodę na boski ład – odbywa się przy śpiewie chóru, zaś aniołowie strącani są z „umownej krawędzi przepaści” (podkr. – E.S.). Kontrastem z anielskimi pieniami jest milczenie Boga, „który powinien wszystko wyjaśnić” (Strącanie aniołów), ale nie wyjaśnia. Tak może postępować wyłącznie ktoś, kto nie tylko jest przekonany o swej nieomylności, ale także dysponuje wystarczająco silną władzą, by nie tłumaczyć się nikomu ze swych poczynań – lub przynajmniej zdołał przekonać poddanych sobie o nieograniczoności własnych rządów. „Przykładne ukaranie” buntowników przynosi oczekiwany skutek – zostaje po nich „głos stłumiony”; nie dość, że nikt już nie podważy doskonałości Boga swymi wątpliwościami, to jeszcze tak spektakularny czyn przyniesie Mu niezrównany splendor. Zaspokojenie próżności Stwórcy, niemogącego pogodzić się z „niejednomyślnością” wśród istot, które dopuścił najbliżej siebie, zostało jednak osiągnięte olbrzymim kosztem, teraz bowiem
Anioł szatanem nazwie brata
Na chwałę Pana (…)
I wieczną rozpacz świata (Strącanie aniołów).
Nie mogąc znieść nieposłuszeństwa, Bóg doprowadził do trwałego rozdarcia świata między dobrem a złem, zaś przeciwnik, którego tym samym sobie stworzył, będzie dawał Mu odtąd możliwość prezentowania swej potęgi w walce – i to właśnie oskarżenie wysuwane jest pod adresem nieposkromionego w swej pysze Boga[7].
Konsekwencje pojawienia się w świecie przeciwstawnych sił i ich rywalizacji będzie ponosił odtąd człowiek, począwszy od wypędzonych z raju pramałżonków. Pozbawiony będzie jednak wiedzy, iż jest tylko obiektem rozgrywki dwóch potęg – w dialogu pierwszych ludzi, bo taką formę nadał Kaczmarski utworowi Wygnanie z raju, wspomniany jest Bóg, władca żądający bezwzględnej uległości, oraz Archanioł, Jego namiestnik i wykonawca wyroku, nie pojawia się natomiast szatan. Kobieta uznaje więc spotykające ją i Mężczyznę cierpienie za efekt świadomie podjętej przez nią decyzji:
A ja nie mogłam bezczynnością żyć upojną
I zrobiłam to, czego nie wolno (Wygnanie z raju).
Podobnie rozumuje Mężczyzna, obarczając winą swą towarzyszkę niedoli:
– Zrobiłaś – to się daje odczuć
Kaleczę sobie palce na kamieniach
A plecy jeszcze czują Archanioła miecz (Wygnanie z raju).
Ludzie stają jednak ostatecznie ponad działaniem kosmicznych sił i – choć są ich nieświadomi – nie dają się im poróżnić. Jedyną drogą podołania trudom ziemskiej tułaczki okazuje się zgoda, zaś jedynym oparciem, na jakie człowiek może w niej liczyć – drugi człowiek. Stąd też – kończące utwór – pojednanie Kobiety i Mężczyzny, towarzyszące smutnej konstatacji o bezpowrotnej utracie raju.
Potęga tkwiąca w ludzkiej zgodzie i płynące z niej zagrożenie dla Boga w pełni przejawia się dopiero podczas budowy wieży Babel. Oparta na tym biblijnym motywie piosenka to dialog między Stwórcą i archaniołem Gabrielem (a raczej dialog pozorny, gdyż ten ostatni uczestniczy w nim wyłącznie swą obecnością), zawierający smutną refleksję o naturze ludzkiej:
Człowiek zagładę nosi w duszy
Wystarczy go przerazić (Wieża Babel).
Bóg zamierza wykorzystać tę „właściwość” do poskromienia krnąbrnych budowniczych – wprowadzając między nich nieporozumienie, sprawi, iż zaczną spiskować przeciwko sobie i obawiać się siebie nawzajem. Nieufność do innych ludzi spowoduje zaś, że jedynym źródłem oparcia stanie się dla nich Bóg. Paradoksalnie zatem to On, tradycyjnie kojarzony ze wszystkim, co dobre i piękne, zasieje między ludźmi niezgodę, w pełni świadomy brzydoty spowodowanej tą przemianą. Co więcej – uczyni to dla osiągnięcia z góry zamierzonego celu: zwiększenia swego autorytetu wśród stworzenia, którego najwyraźniej się obawia. Zapewnia wprawdzie Gabriela, iż bez trudu jest w stanie zniweczyć ludzkie dzieło (czy nawet unicestwić jego twórców), jednak w finale utworu Kaczmarski każe Mu wypowiedzieć słowa, podające tę pewność siebie w wątpliwość:
Spójrz znów
Już czysto
Tak tak blisko (Wieża Babel) [8]
Szaleńcze tłumienie wszelkich działań – świadomych czy będących tylko efektem walki dobra i zła – mogących stanowić zagrożenie dla majestatu Stwórcy, pociąga za sobą konsekwencje nie tylko dla karanych, ale także dla Niego. Problemy, z którymi odtąd będą musieli borykać się ludzie i które wyznaczać będą ich codzienne życie, stanowią kontrast z pogrążonym w marazmie i nudzie opuszczonym rajem. Rzeczywistym władcą stał się tam czas, z którego nadmiarem Bóg najwyraźniej nie może sobie poradzić: jedynym Jego zajęciem – prócz spacerów – jest podtrzymywanie istnienia ustanowionych przez siebie praw, nie ma ich już bowiem kto przestrzegać. Z dużą dozą ironii przedstawia Kaczmarski skutki Bożych dążeń do bezwzględnej jednomyślności. Ostatni wierny sługa, jaki pozostał Bogu w Pustym raju, archanioł Gabriel, pozbawiony jest możliwości zabawiania Go błyskotliwymi wypowiedziami, gdyż rozumuje dokładnie tak jak jego Pan. Cecha, która – jak można sądzić – zapewniała mu dotąd wszelkie łaski i sympatię Stwórcy, okazuje się nagle wadą. Rację bytu stracił ognisty miecz archanioła, podobny los spotkał też najważniejszy z „rajskich atrybutów”:
Z drzewa wiedzy dobrego i złego
Lecą jabłka w wysokie pokrzywy (Pusty raj). Okazuje się zatem, iż sens jego istnienia wyznaczała właśnie możliwość zerwania z niego owocu – choć zgodnie z tradycją biblijną był to czyn zabroniony. Kolejne fragmenty idealnego w zamysłach i opartego na mądrym urządzeniu świata okazują się niepotrzebne. Na drodze do nadania mu optymalnego kształtu stanęła Bogu, jak się wydaje, nie tyle niepokorna natura stworzonych istot (z którą przecież ostatecznie mógłby się pogodzić), ile Jego własna pycha i niepohamowane pragnienie bezwzględnego posłuszeństwa. Próby pozbycia się „nieprawomyślnych” doprowadziły – wbrew Bożym intencjom – do powstania świata wybrakowanego, wrogiego zarówno ludziom, jak…