Subskrybuj

Opuszczona kurtyna. Czterdzieści lat po śmierci Jerzego Zawieyskiego

Zawieyski czuł się przede wszystkim – jak to wielokrotnie podkreślał w <i>Dzienniku</i> – artystą, człowiekiem pióra najpełniej realizującym się jako dramatopisarz. Jego życiową fascynacją był teatr.

Rankiem 18 czerwca 1969 pod oknami rządowej kliniki przy ul. Emilii Plater w Warszawie znaleziono roztrzaskane o bruk ciało Jerzego Zawieyskiego. Niespełna dwa miesiące wcześniej pisarz doznał wylewu krwi do mózgu, a z racji pełnionych wcześniej godności – posła na Sejm PRL i członka Rady Państwa – poddany został leczeniu w szpitalu przeznaczonym dla elit ówczesnych władz państwowych i partyjnych. Dzięki pomocy lekarzy wkrótce odzyskał przytomność, ale częściowy paraliż ograniczył jego zdolność poruszania się i zniekształcił mowę. Ostatni raz widziano go żywego w przeddzień upadku na czwartym piętrze kliniki. Nie zgłosił się żaden świadek śmierci pierwszego prezesa warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (KIK), a niewyjaśnione okoliczności tego zdarzenia wzbudziły kontrowersje, które trwają do dziś[1]. Bez dotarcia do nowych, przekonujących dowodów odpowiedź na pytanie o przyczynę tego zgonu może być wszakże tylko hipotezą. W sferze faktów pozostają życiowe dokonania pisarza. Co z nich przetrwało w pamięci pokoleń? Jak przewartościował je upływający czas?

Zawieyski czuł się przede wszystkim – jak to wielokrotnie podkreślał w Dzienniku – artystą, człowiekiem pióra najpełniej realizującym się jako dramatopisarz. Urodzony w 1902 roku syn Jana Nowickiego i Marianny z Kicińskich, rychło odrzucił metrykalne nazwisko i chrzestne imię Henryk, by w sztuce szukać zapomnienia o problemach biednego, półsierocego dzieciństwa i wykreować siebie w nowej postaci. Jego życiową fascynacją był teatr. Po ukończeniu w 1922 roku szkoły dramatycznej, prowadzonej przez Mariana Szyjkowskiego przy Instytucie Muzycznym w Krakowie, próbował sił w aktorstwie. Występami na scenach rodzinnej Łodzi zdobył sobie uznanie Juliusza Osterwy i w 1926 roku został przyjęty do zespołu Reduty. Młody aktor miał już wtedy za sobą debiut literacki (tom poezji pt. Strzępy,ogłoszony w 1921 roku pod pseudonimem Konar-Nowicki) i nadawał ostatnie szlify pierwszemu dramatowi Rycerze świętego Graala.

Dopiero jednak trzecia ze sztuk Jerzego Zawieyskiego – jak podpisywał się od 1924 roku – zatytułowana Człowiek jest niepotrzebny doczekała się w 1934 premiery (w Teatrze Kameralnym w Częstochowie). W tym samym roku jej autor ostatecznie zrezygnował ze scenicznej kariery i skoncentrował się na twórczości literackiej. Do wybuchu II wojny światowej decyzja ta zaowocowała czterema nowymi dramatami, granymi na deskach renomowanych teatrów w Warszawie i Poznaniu, a także prezentowanymi na antenie radiowej (Achilles Chróścik). Szczególny rozgłos zyskał Powrót Przełęckiego, pomyślany jako kontynuacja utworu Stefana Żeromskiego Uciekła mi przepióreczka. Inscenizacja przygotowana w roku 1937 w Teatrze Narodowym otoczona była aurą skandalu, jako że tuż przed premierą sprzeciwiła się jej Monika Żeromska.

Zawieyski sięgnął również do form epickich i w latach 1932–1934 ogłosił dwie powieści (Gdzie jesteś przyjacielu?… oraz Daleko do rana). Ponownie wrócił do tego gatunku w okresie okupacji niemieckiej (Droga do domu oraz Noc Huberta,oba tomy wydane w 1946), już po doświadczeniach natury religijno-filozoficznej, które wyznaczyły wyraźną cezurę w jego życiu i twórczości. W 1942 roku, po z górą dwudziestu latach dystansowania się od katolicyzmu wpajanego mu w rodzinnym domu, po okresie ideowych poszukiwań i sympatyzowania z lewicowymi ugrupowaniami społeczno-politycznymi, pisarz odnalazł sens życia w Ewangelii. Odzyskaną wiarę pragnął odtąd dzielić się z innymi, katolickimi treściami wypełniał także swoje utwory. Przyjęcie nauk Chrystusa nie oznaczało wszakże dla artysty przekreślenia laickiej przeszłości i ludzi, z którymi niegdyś był związany. Przeciwnie, pomny na niedawne doznania, unikał wystawiania ocen opartych wyłącznie na kryterium światopoglądu.

Tematyka biblijna zdominowała dramaturgię Zawieyskiego aż do początku lat pięćdziesiątych. Napisany w 1944 Dzień sądu, w ośmiu obrazach relacjonujący kaźń Chrystusa, otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie Tajnej Rady Teatralnej oraz Biura Informacji i Propagandy Delegatury Rządu. Mąż doskonały, grany w Krakowie wiosną 1945, wzruszał widzów alegorycznym przedstawieniem losów Hioba, nieodparcie kojarzącym się ówczesnym Polakom z hekatombą warszawskich powstańców. W zestawieniu Najczęściej grywani autorzy, opublikowanym w 1949 roku przez Stanisława Marczaka-Oborskiego na łamach „Teatru” (nr 9), Zawieyski lokował się na piątej pozycji w kraju, mając w swym dorobku z lat 1945–1949 (podobnie jak Anna Świrszczyńska) trzynaście wystawień. Popularność ta na ogół szła w parze z uznaniem krytyki i – jak można wnosić na podstawie piastowanego w latach 1947–1949 stanowiska wiceprezesa Związku Zawodowego Literatów Polskich (od 1949 Związku Literatów Polskich) – łączyła się też ze środowiskowym autorytetem.

Twórczość dramatyczną Zawieyskiego docenili również polscy biskupi, honorując ją w roku 1949 nagrodą Episkopatu. Oprócz pochwały dla artysty był w tym wyróżnieniu podziw dla człowieka i katolika. Autor Męża doskonałego płacił bowiem już w tym czasie wysoką cenę za to, że na szczecińskim zjeździe pisarzy w styczniu 1949 roku – jako jeden z nielicznych – opowiedział się przeciwko niepodzielnemu dyktatowi socrealizmu. Zaliczony przez władze do grona ideowych przeciwników, miał być odtąd skazany na zapomnienie jako literat, w sensie metaforycznym – wręcz „skreślony z listy żyjących”[2]. Ograniczenia w prawie do publikacji utworów, brak dostępu do teatralnego afisza, a co za tym idzie, pisanie „do szuflady” i poważne, materialne kłopoty nie zdołały jednak zmusić Zawieyskiego do zmiany przekonań. Przeciwnie, to przedstawiciele najwyższych władz państwowych wyciągnęli do niego rękę w 1956 roku i zaoferowali mu miejsce nie tylko na okładkach książek, ale także w polityce.

Literat wybrany w październiku 1956 roku na stanowisko prezesa warszawskiego KIK-u, a potem ponownie obdarzony godnością wiceprezesa ZLP, został w roku 1957 także posłem na Sejm PRL i członkiem Rady Państwa. Nie zaprzestał jednak traktować pióra jako podstawowego narzędzia swojej pracy. W okresie przymusowego milczenia rozszerzył repertuar tematyczny swojej dramaturgii głównie o wątki antyczne, później inspiracje czerpał przede wszystkim ze współczesności i coraz chętniej sięgał po nowatorskie formy. Chociaż głosy krytyki nie zawsze były Zawieyskiemu przychylne, w zestawieniu najpopularniejszych polskich autorów dramatycznych obejmującym lata 1956–1958 autora Miłości Anny, Wysokiej ściany i Masek Marii Dominiki ponownie sklasyfikowano na piątym miejscu[3].

Lata sześćdziesiąte ugruntowały literacką pozycję Zawieyskiego. Ceniony jako dramatopisarz, miał w swoim dorobku także między innymi tomy opowiadań (Pokój głębi, wyd. 1956, i Romans z ojczyzną,wyd. 1963), napisany prozą poetycką Notatnik liryczny z 1956 roku, zbiór esejów (Próby ognia i czasu z 1958), scenariusze filmowe (Prawdziwy koniec wielkiej wojny ukończony w 1956, Odwiedziny prezydenta z 1960), kolejne powieści zakrojone jako panoramiczny obraz polskiej historii i teatru (Wawrzyny i cyprysy oraz Konrad nie chce zejść ze sceny, wyd. 1966) oraz wyimkowe publikacje z Dziennika (Brzegiem cienia, wyd.1960, W alei bezpożytecznych rozmyślań, wyd. 1965). Uznaniu widzów i czytelników coraz częściej towarzyszyły jednak kłopoty z państwową cenzurą.

Batalia Zawieyskiego o dopuszczenie własnej sztuki na afisz osiągnęła apogeum w roku 1967, podczas prób do wystawienia w Teatrze Narodowym dramatu Gdy płoną lasy… Spektakl przygotowywany przez Kazimierza Dejmka przez ponad rok poddawany był ocenom najwyższych ministerialnych urzędników i partyjnych propagandzistów. Nie podobał im się kontrowersyjny temat kampanii wrześniowej, wymuszali formalne poprawki, przesuwali termin premiery, by w końcu – po zamieszaniu wokół pamiętnej inscenizacji Mickiewiczowskich Dziadów –całkowicie wykreślić dzieło Zawieyskiego z repertuaru teatru. Podpis katolickiego dramatopisarza pod interpelacją wystosowaną przez Koło Poselskie „Znak” w marcu 1968, a potem mowa wygłoszona 10 kwietnia 1968 roku na forum parlamentu nasiliły czujność państwowych cenzorów. Tom esejów Korzenie, oddany do składania 9 listopada 1968 roku, podpisany został do druku 20 czerwca 1968, tj. dwa dni po zgonie autora.

Innych pośmiertnych wydań spuścizny Zawieyskiego było zaledwie kilka. Poza trzema wznowionymi tytułami opowiadań i powieści w latach siedemdziesiątych ukazały się tylko cztery inne książki, zawierające eseje i szkice oraz opowiadania. W następnej dekadzie przygotowana została przez wydawnictwo Pax pięciotomowa edycja Dzieł, w której obok dramatów ogłoszono wybór z dziennika pisarza. W latach 2000 i 2002 opublikowano w formie książkowej korespondencję pisarza, kolejno z Zofią Nałkowską i Zbigniewem Herbertem.

Sztuki Zawieyskiego również nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Po roku 1969 odnotowano tylko dwie komediowe prapremiery (Bartleby wTeatrze Dramatycznym w Warszawie w 1973 roku oraz Ziemia nie jest jedyna w Teatrze Polskim we Wrocławiu w 1981). Ponownie zaś trafiły na teatralny afisz dwa kolejne utwory (Wysoka ściana we Wrocławskim Teatrze Współczesnym im. Edmunda Wiercińskiego w 1980 i Powrót Przełęckiego w Teatrze Ochoty w Warszawie w 1995). Scena Teatru Telewizji, na której w 1967 roku wystawiono Krzyk w próżni świata (powtórzenie w 1989), pokazała później jeszcze trzy spektakle tego samego twórcy: Ocalenie Jakuba (premiera w 1976), Gdy płoną lasy… (premiera w 1983, powtórzenie w 1984) oraz Miecz obosieczny (premiera w 1989). Mierzona liczbą wydawanych książek i teatralnych inscenizacji popularność Zawieyskiego jako pisarza zdaje się zamierać. Czy zapamiętano go w innych rolach? Działalność polityczna, którą artysta rozpoczął wraz z podjęciem w roku 1956 decyzji o kandydowaniu do Sejmu PRL, nie była jego życiową pasją. Czynne zaangażowanie w sprawy państwa tłumaczył poczuciem obowiązku obywatela i katolika zarazem. Nadzieja na kontynuację „odwilżowych” zmian popchnęła literata do podjęcia się misji nieoficjalnego pośrednika między najwyższymi przedstawicielami władz kościelnych i partyjnych. Kardynała Wyszyńskiego Zawieyski znał osobiście, od początku lat pięćdziesiątych był zapraszany na prywatne audiencje do Pałacu Arcybiskupów Warszawskich i traktowany przez gospodarza jak przyjaciel. Przez Władysława Gomułkę został…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat w roku 2025. Prognozy, nadzieje, obawy