Subskrybuj
Psycholog, dr hab., prof. UJ. Zajmuje się historią psychologii, psychopatologii i psychoanalizy, irracjonalizmem oraz sztuką i alternatywnymi ruchami kulturowymi

Jutro to teraz, tylko inne teraz

Coraz bardziej rozbudowana będzie sieć powiązań jednostki ze światem mediów. Każdy będzie uwięziony w bani z informacjami adresowanymi wyłącznie dla tej jednej osoby i będzie nimi efektywnie powodowany. Informacje i usługi będą dobrze dopasowane do konsumenta i będą go prowadzić w kierunku, który jest atrakcyjny dla konkretnej jednostki i zgodny z interesami producentów. Czy to jest teoria spiskowa dziejów? Nie. To raczej neodarwinizm w wersji korporacyjnej.

Wszelkie futurologiczne rozważania cieszą się zasłużenie złą sławą, bo bardzo rzadko udawało się komuś trafnie przewidzieć przyszłość. Szef amerykańskiego urzędu patentowego bodajże w 1886 roku ogłosił, że ludzkość już nic więcej nie wynajdzie, bowiem wszystkie najważniejsze odkrycia zostały już poczynione. Z drugiej strony zdarzają się geniusze. Za największego wizjonera w XX wieku uważam Aldousa Huxleya, który w Nowym wspaniałym świecie przewidział kierunek, w jakim będzie zmierzać świat. Jego intuicje kontynuował Guy Debord, autor znakomitego Społeczeństwa spektaklu, który niczym Archimedes odkrył dwa prawa społeczeństwa spektaklu, w którym żyjemy: „co się ukazuje jest dobre; a co jest dobre, ukazuje się” [1].

Z ich wizji wyłania się obraz formy sprawowania władzy, której właściwie nie można się sprzeciwić. Ona jest tak szczelna i tak przemyślnie skonstruowana, że nie da się uzyskać wglądu w jakikolwiek aspekt funkcjonowania rzeczywistości. Zwolennik spiskowych teorii dziejów będzie w tym wypadku mówił o jakimś sprzysiężeniu, ale można równie dobrze powiedzieć, że stopień komplikacji współczesnego świata jest tak znaczny, że po prostu nie da się ogarnąć wszystkich wpływających na nas czynników. To właśnie Debord powiedział, że żyjemy w takiej rzeczywistości, w której „nie można już wierzyć nikomu w niczym, czego nie doświadczyło się samemu, i to bezpośrednio”[2]. A przecież nie mamy możliwości, by samodzielnie i niezależnie zweryfikować wiedzę na temat tego, jak wyglądało powstanie tamilskich tygrysów, jak doszło do zamachu na WTC, dlaczego właściwie mamy dziś kryzys i czy to istotnie jest kryzys. Kiedy czytamy, że jakiś bank jest zagrożony, to nie wiemy, czy tak jest naprawdę, czy też ktoś na tej informacji spekuluje… A zatem jednostka ma coraz mniejszą możliwość wpływania na scenariusz dotyczący najistotniejszych wydarzeń społecznych, politycznych, czy ekonomicznych.  Ktoś bardzo dobrze wykształcony zdaje sobie sprawę z tych mechanizmów, ale nie zmienia to faktu, że nie potrafi na nie wpływać.

Poprzez to, że bliska jest mi perspektywa debordowsko-marksistowska, patrzę na jednostkę przez pryzmat tego, jakim jest poddana oddziaływaniom – kulturowym, edukacyjnym itd. Zauważam, że człowiek jest znacznie bardziej elastyczny, niż to sobie dotychczas wyobrażałem i że bardzo się zmienia. Dziś dominuje zupełnie inny niż jeszcze 20 lat temu stosunek do relacji międzyludzkich, do przedmiotów, co wiąże się z funkcjonowaniem w nowym systemie późnego kapitalizmu. Badania psychologiczne pokazują, że współcześni ludzie zaczynają mieć jakiś nowy typ formacji intelektualnej czy też funkcjonowania procesów poznawczych ze względu na odmienne wymagania środowiska i bezprecedensowy sposób przepływu informacji. Na przykład dzisiejsi dwudziestolatkowie bardzo wyraźnie wykazują  tzw. syndrom stałego rozproszenia uwagi. Polega to na tym, że z jednej strony potrafią równocześnie przetwarzać bardzo dużą ilość informacji (w tym samym czasie wysyłać sms-a, przeglądać witrynę internetową i  rozmawiać przez telefon) i że tego wymaga od nich kulturowa rzeczywistość, z drugiej zaś – co jest zbawienne dla ich psychicznej równowagi i bezpieczeństwa – większość tych informacji się w nich nie zatrzymuje. W tej sytuacji można zapytać, co będzie się działo, kiedy  środowisko, w którym żyją, będzie potęgować te wymagania.

Szczególna sytuacja zaistniała w Polsce. Kiedyś na własny użytek nazwałem to sobie syndromem Komanczów zamkniętych w rezerwatach popkultury. Przez dziesięciolecia tkwiliśmy w zamrażarce komunizmu i nagle spadł na nas z nieba nowy zaawansowany porządek, za którym stały setki lat ewolucji, zastępy specjalistów od ekonomii, psychologii społecznej, marketingu, reklamy itd.

Byliśmy równie bezradni wobec nowego porządku jak Komancze, których zamykano w rezerwatach, strzyżono, poddawano edukacji, indoktrynowano do nowego systemu wartości, choć w tym nowym porządku dla większości z nich nie było właściwie miejsca.

Porównanie jest o tyle zasadne, że korporacje, reklamodawcy czy producenci wykorzystują najlepszą dostępną wiedzę z dziedziny procesów decyzyjnych oraz emocjonalnych, a jednostkowy umysł odbiorcy danego komunikatu musi się zmierzyć ze zbiorową inteligencją ludzi wynajętych przez finansowe potęgi. I nie ma się co łudzić, ta wiedza jest wykorzystywana przeciwko jednostce. Młody Szwajcar, czy młody Brytyjczyk miał nauczycieli czy rodziców, którzy jakoś przygotowali go do życia w takim systemie, naszych dwudziestolatków natomiast wychowywali ludzie, którzy byli równie bezradni jak ich podopieczni. Co nie oznacza, że młodzi Polacy nie potrafią funkcjonować w „nowym wspaniałym świecie”, bo przecież uczą się języków, podróżują, zdobywają lukratywne i prestiżowe posady. Różnica polega na tym, że znacznie mniej niż ich zachodni rówieśnicy świadomi są mechanizmów, którym podlegają. Klisze generowane przez kapitalistycznych producentów zostały im wpojone w sposób znacznie bardziej bezwzględny, bo nie znali żadnej alternatywy w postaci ruchów kontestujących nowy porządek (ekolodzy, antyglobaliści, alterglobaliści itd.; prądy niekoniecznie wartościowe w każdym swym aspekcie, ale zbawienne jako „dziura” w szczelnie zamkniętym systemie). Znam nastolatków, którzy mówią: „tato, nie pójdę do szkoły w butach z Tesco” albo „Masz i-phone’a, jesteś w porządku, nie masz i-phone’a, nie jesteś w porządku”, co wiąże się z powszechnym i bardzo brutalnym ocenianiem ludzi na podstawie ubioru i posiadanych przedmiotów. Jak już wspomniałem, inne są dziś typy relacji międzyludzkich. Kapitalizm, który panuje w Polsce, ale ma też znaczne wpływy w świecie, jest nakierowany na odseparowaną jednostkę. Zatem wszelkie typy bliższych relacji – rodzinnych, przyjacielskich, miłosnych, które są zasadnicze dla pełnego funkcjonowania człowieka – z perspektywy tego systemu są relacjami niepożądanymi. One mogą umacniać w jakimś sposobie funkcjonowania i pozwalać na rezygnację z pewnych dóbr konsumpcyjnych. Mówiąc obrazowo – w ośmioosobowej rodzinie używa się jednej pralki, natomiast osiem samotnych osób – daje w sumie aż osiem pralek! To są zmiany bardzo subtelne, ale zauważam, że instrumentalizują się relacje międzyludzkie. Zależą one w coraz większym stopniu od narzucanej hierarchii wartości, co sprawia, że na drugi plan schodzą nawet kwestie indywidualnych preferencji czy uczuć. Istotniejsze staje się, czy ktoś nosi się i ubiera wedle zalecanych wzorców. U ludzi pierwotnych symbolem prestiżu i wysokiego statusu społecznego była np. skóra wydry, dziś staje się nim marka samochodu, kurtki czy butów. Z drugiej strony na relacje intymne coraz znaczniej wpływa perspektywa kariery zawodowej. Kiedy rozmawiam ze studentami o ich relacjach partnerskich, przyjacielskich i erotycznych, to nierzadko słyszę frazę w rodzaju: „nie będę się z nim/nią wiązać, bo on/ona dostanie pracę w Brukseli, a ja w Nowym Jorku i przestaniemy się widywać”. Istnieje zatem nacisk na to, by być niezależną jednostką (dyspozycyjną wobec wyzwań zawodowych), która odnosi sukces, jest dobrym konsumentem itd. Mam jednak wrażenie, że tego rodzaju tendencje nabierają raczej siły w Polsce, a nie w świecie. I wynikają poniekąd z naszej niezawinionej bezradności. Z drugiej strony jednak coraz bardziej przemawia do mnie teza, że sama sytuacja kulturowa kapitalizmu jest w istocie nieludzka. Bo człowiek poddany jest potężnemu naciskowi w taki sposób, by o tym nie wiedział. Niezbyt majętna staruszka widzi w telewizji, że jej ulubiony aktor reklamuje fundusz emerytalny. Ona go „kocha” i nazajutrz wpłaca oszczędności całego życia, a po kilku dniach traci połowę swych pieniędzy, bo ten fundusz nie jest pomyślany jako dobrodziejstwo dla starych ludzi, ale środek maksymalizacji zysku właściciela funduszu. Żeby uzmysłowić kamuflaż, który skrywa właściwą naturę systemu, podam banalny przykład. Istniał w nie tak dawnych czasach proszek OMO (dziś już, o ile wiem, nieprodukowany). A dlaczego miał taką nazwę? Bo w wyniku badań nad percepcją nie tylko człowieka, ale i innych naczelnych, uczonym udało się stwierdzić, że spośród tysięcy obrazów najmocniej rozpoznawany i kojarzony jest wizerunek przedstawiający oczy i zęby. I stąd właśnie mamy OMO – wystylizowany znak graficzny nawiązujący do wizerunku „zębów pomiędzy oczami” – bo z psychologicznego i ewolucyjnego punktu widzenia wynika, że takiej informacji nie można zlekceważyć. Oczywiście można argumentować, że tego rodzaju przekaz nie działa aż tak skutecznie, ale ważne jest to, że jego właściwego sensu się nie ujawnia. Tak samo, jak nie ujawnia się tego, że każda reklama jest tak skonstruowana, by zawierała element strachu. Odbiorca musi być przestraszony, że czegoś nie będzie miał. I wtedy reklama odnosi swój skutek. Tego rodzaju przekaz jest skierowany przeciwko swemu odbiorcy, bo wykorzystuje wiedzę, której przeciętny śmiertelnik nie ma. Moje refleksje brzmią dość pesymistycznie. Czy jest możliwy jakiś pozytywny obrót rzeczy? Czy tendencje, o których wspominam, muszą narastać, czy też mogą zanikać? W tym momencie muszę przywołać trzy poglądy, które są mi bliskie, choć zarazem wzajemnie się wykluczają. Po pierwsze biologiczny ewolucjonizm, który pokazuje, że organizmy ze sobą konkurują, a środowisko selekcjonuje jednostki najbardziej wytrzymałe. Patrząc z tej perspektywy, można odnieść…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świat w roku 2025. Prognozy, nadzieje, obawy