Opowieść o Stendhalu w Czuję. Zawrót głowyzaczyna Sebald tak: W połowie maja roku 1800 Napoleon z 36 000 ludzi przeprawiał się przez Wielkiego Św. Bernarda – przedsięwzięcie, które do tej pory uchodziło na dobrą sprawę za wykluczone. Przez blisko dwa tygodnie nieprzejrzana kolumna ludzi, zwierząt i sprzętu posuwała się z Martigny przez Orsières doliną Entremont, a następnie niekończącymi się, jak się zdawało, serpentynami w górę, ku leżącej dwa i pół tysiąca metrów nad poziomem morza przełęczy, kiedy to ciężkie lufy armat osadzone na wydrążonych pniach trzeba było ciągnąć częściowo po śniegu i lodzie, częściowo po sterczących gołych skałach. Od razu w pierwszym zdaniu podano do wiadomości, kto gdzie i kiedy co robił. Otwarcie zgodne ze sprawdzonymi regułami. Taki początek potrafi podniecić ciekawość, a zarazem wzbudzić błogą ufność, że ciekawość będzie zaspokojona, bo taki początek z góry obiecuje sowity ciąg dalszy: nieprzejrzana kolumna opowieści będzie się epickimi serpentynami z całym ciężkim sprzętem toczyła naprzód, mimo przeszkód i trudów. Czasem może się komuś wydawać, jakoby literatura wzorowała się na kronikarstwie i swoją wiarygodność opierała na przekonaniu czytelnika, że opowiada mu się coś, co się przedtem już zdarzyło było naprawdę, a opowieści tylko przenoszą tę realną przeszłość w fikcyjną teraźniejszość (albo wręcz wieczność) na papierze. A już daty, precyzyjne i doskonale obiektywne okoliczności czasu i miejsca, szczególnie mocno sklejają literaturę z twardą rzeczywistością. Złudzenia kończą się, gdy przypomnimy sobie zdanie „Markiza wyszła o piątej” – ułożone specjalnie po to, by pokazać, że przecież nie na tego typu oznajmieniach zasadza się moc literatury. (Prywatnie zawsze wyobrażałam sobie tę markizę jako dość pękatą osobę w kostiumie Chanel, co do reszty pozbawiało ją i wiarygodności, i fantazji). Toteż Sebald, jak wiadomo, buduje swoje opowieści, także tę o Stendhalu, wedle całkiem innego pomysłu. W kolejnej opowieści z tej samej książki mowa jest o ucieczce Casanovy z weneckiego więzienia. I to zdarzenie ma swoją historyczną datę – nastąpiło w nocy z 31 października na 1 listopada 1756 roku. A dlaczego akurat wtedy? Nie z powodów realno-pragmatycznych, nie dlatego na przykład, że tej akurat nocy straże akurat były bardziej pijane i mocniej spały. Casanova wyznaczył datę ucieczki metodą zbliżoną do sortes Vergilianae, wróżb wergiliańskich, tyle że zamiast Wergiliusza posłużył się Orlandem szalonym Ariosta. Sformułował pytanie: „w której pieśni Ariosta znajdę przepowiednię dotyczącą dnia odzyskania mojej wolności?”, następnie pytanie o strofę i wers. Przeliczał składające się na pytania litery, wyniki zapisywał w formie piramidki i dokonywał jeszcze kilku działań rachunkowych, które dały w rezultacie liczby 9, 7 i 1. Sięgnął do książki, odnalazł pieśń dziewiątą, strofę siódmą, linijkę pierwszą i przeczytał: Tra il fin d’ottobre e il capo di novembre, czyli „pomiędzy końcem października a początkiem listopada”. Casanova jest zdumiony „dokładnością i stosownością tego wiersza”. W Pamiętnikach pisze: „z mojej celi wydostałem się dokładnie z uderzeniem północy w dniu 31 października”. Kierunek odwraca się. Już nie że najpierw coś się zdarzyło, a potem zostało opisane, bo najpierw Ariosto napisał swój poemat, a potem Casanova zastosował to do swego życia. Literatura wyszła z książki i wkroczyła w stan rzeczywistości. Praktyki takie nazywano wróżeniem albo – obawiając się posądzeń o pogańską zabobonność – zasięganiem porady. Potrzebny był tekst, który zna się na pamięć albo ma przed sobą na piśmie, dzięki czemu jest naraz w całości dostępny – i powinien być to tekst opromieniony aurą wieszczego natchnienia, wyjątkowej wagi, świętości. Posługiwano się w tym celu Iliadą, Eneidą, Biblią, Dantem, Szekspirem albo dowolnym autorem, który akurat dla kogoś był ważny. Niekoniecznie łączono to z kombinacjami arytmetycznymi, w innej wersji otwierano książkę na chybił trafił i za wyrocznię uznawano linijkę, przy której zatrzymał się palec, czasem z zamkniętymi oczami wybierano książkę z półki i w ogóle stosowano różne dodatkowe gry hazardowe. Sokrates opowiada Kritonowi, który odwiedził go w więzieniu, że najpewniej umrze za trzy dni, ponieważ we śnie ukazała mu się kobieca zjawa i wyrecytowała „Dnia trzeciego przybędziesz do Ftyi” – lekko zmienione słowa Achillesa z IX Pieśni Iliady. Święty Augustyn w Wyznaniach opowiada,…
Tłumaczka literatury niemieckojęzycznej, eseistka, autorka m.in. książek Rubryka pod różą (2007), Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna (2011), Dziwna rzecz – pisanie (2012).