Ponad czterysta lat później podobne motywy zagościły na obrazach i rysunkach Andrzeja Wróblewskiego. W jego oeuvre spotykamy zarówno ryby, w tym latające albo kryjące w swym wnętrzu człowiecze postaci lub pokryte siatką szrafowań, podobną do tej z niemieckiego dzieła, jak też słońca, gwiazdy oraz zatopione miasta. Ilustrację do przepowiedni Reymannsa opublikował w 1920 roku Aby Warburg w obszernym studium na temat pogańsko-antycznych przepowiedni w czasach Lutra. Wskazywał w nim na ścieranie się w okresie reformacji w Niemczech dwóch postaw: naukowej, budującej krytyczny dystans pomiędzy człowiekiem a światem, czyli przestrzeń namysłu (Denkraum), i magicznej, „która właśnie tę przestrzeń namysłu na powrót niszczy przez zabobonnie ściągające – idealne lub praktyczne – powiązanie człowieka i przedmiotu”. Rozprawę swą Warburg pisał w czasie pierwszej wojny światowej, obserwując szaleństwo podobne do tego, jakie nawiedziło kraje Cesarstwa na początku XVI stulecia, a więc dostrzegając zanik myślowego dystansu do rzeczywistości, tzn. brak roztropności, greckiej cnoty sophrosyne. Spojrzenie z perspektywy doświadczenia historycznego na wydarzenia bieżące stało się przyczyną katastrofy uczonego: 18 listopada 1918 roku postanowił w depresji zastrzelić siebie i swoją rodzinę, obawiając się nadciągającego zwycięstwa bolszewizmu. Następne lata spędził u Ludwiga Binswangera w klinice Bellevue w Kreuzlingen w Szwajcarii. Wracając do zdrowia, zapisał: To, co widziałem, i to, czego doświadczyłem, oddaje jedynie powierzchowny aspekt rzeczy, o których teraz mam prawo mówić, jeżeli przyznam, że ujawniony przez nie nierozwiązywalny problem zaciążył na mojej duszy w sposób tak przygniatający, że nigdy nie odważyłbym się wypowiedzieć na ich temat jako naukowiec, w okresie kiedy jeszcze cieszyłem się dobrym zdrowiem. Teraz natomiast, w marcu 1923 roku, w Kreuzlingen, w zamkniętym zakładzie, gdzie mam wrażenie że jestem sejsmografem (…) wydaję z siebie znaki, które otrzymałem, ponieważ w tym okresie chaotycznego pogrążenia, każdy z nas, jakkolwiek nie byłby osłabiony, ma obowiązek wzmocnić organizacyjną wolę kosmiczną. Andrzej Wróblewski w ujęciu Jana Michalskiego też był sejsmografem, notującym wstrząsy, jakie pojawiły się w kulturze europejskiej w wyniku kolejnej katastrofy; do tego sejsmografem uwikłanym w meandry rodzącego się totalitaryzmu komunistycznego. Ale czułym aparatem, wrażliwym i wnikliwym hermeneutą, zdolnym do „odczytywania znaków i podążania za nimi tak daleko, jak to możebne” (s. 39), okazał się i sam autor rozważań o krakowskim malarzu, dostrzegając w twórczości artysty znamiona, jakich dotąd nie zauważano. Wielkiego poetę malarstwa – pisał – przez kilkadziesiąt lat objaśniano prawie wyłącznie (wyjątkiem były niektóre intuicje Andrzeja Wajdy) w kategoriach martyrologii narodowej, w duchu doraźnych potrzeb polityki kulturalnej państwa ludowego. Było to wprost niewiarygodne (s. 152). Jan Michalski rozpoczął swe studia nad Wróblewskim tak jak wszyscy, od badania perspektywy historycznej, gdzie liczyło się przede wszystkim usytuowanie artysty w kontekście wydarzeń dziejowych, rozwój jego stylu i recepcja jego sztuki. Szybko jednak doszedł do wniosku, że takie spojrzenie jest niewystarczające. Wtedy pojawił się nowy trop – „pozahistoryczny, wiodący ku wyobraźni symbolicznej, ku poezji i mitom” (s. 119). Okazał się on niezwykle płodny poznawczo. Zgromadzone w książce studia prezentują autora Rozstrzelań jako jednostkę rozdartą wewnętrznie. Trauma wojenna domagała się wyartykułowania i przepracowania. Jednocześnie zaakceptowanie rzeczywistości społeczno-politycznej i aktywne opowiedzenie się po stronie marksizmu postawiło malarza w opozycji do tradycji i przekonań najbliższej rodziny, kultywującej światopogląd katolicki. „Z notatek, które zostawił – pisze Michalski – widać, z jakim trudem usiłował zachować równowagę konieczną do życia. Był człowiekiem tak rozdartym, że nieraz odechciewało mu się żyć, cierpiał na okresowe depresje” (s. 239). Artysta wręcz określał siebie mianem „umarłego za życia” i te słowa pozwoliły badaczowi na otwarcie orfickiej perspektywy dla tłumaczenia sztuki Wróblewskiego. Orfeusz za życia zszedł do Hadesu, został więc wtajemniczony w arkana niedostępne zwykłym śmiertelnikom,…