Po co człowiekowi post?
Post występuje w wielu kulturach świata i ma kilka podstawowych wymiarów.
Po pierwsze jest jakby odcięciem się od sfery nieładu. Gdy przypomnimy sobie opowieść biblijną o stworzeniu człowieka, okazuje się, że w pierwotnym rajskim stanie nie było jedzenia, a także współżycia seksualnego, one pojawiły się już po grzechu pierworodnym. Post jest więc dążeniem do rewitalizacji, rekreacji – w sensie wtórnego odtworzenia tego stanu pierwotnego, komunii, jedności z Bogiem. Z kolei w Nowym Testamencie pojawia się metanoia – przemiana, nawrócenie, w której ma nam pomagać post. Z tym doskonale koresponduje wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych – mięso i krew to pierwiastek życia, trzeba się z niego oczyścić, aby wrócić do pierwotnej harmonii.
Drugi wymiar, pojawiający się już w przed powstaniem wielkich religii monoteistycznych, to wymiana energii ze światem. Ponieważ post się wiąże z rytmem natury, zwłaszcza rocznym, więc w pewnych momentach się pości, chcąc całą energię, która mogłaby pochodzić z przetwarzania pokarmu, symbolicznie przekazać naturze, aby była płodna i rozwijała się.
Post zawsze był też momentem przygotowania, pojawiał się przed różnymi ważnymi wydarzeniami, na przykład rytami inicjacyjnymi. Ktoś udowadniał swoją dojrzałość w społeczności w ten sposób, że potrafił przez jakiś czas pościć.
Czwarty wymiar to wymiar oczyszczenia – post pojawiał się też przed wydarzeniami związanymi z sacrum. Szaman często przed wykonywaniem jakiegoś rytuału magicznego przygotowywał się do tego przez post. Tak samo było z wyrocznią delficką – gdy ktoś do niej przychodził, też musiał poczekać, aż pytia się oczyściła przez post, wzięła rytualną kąpiel i dopiero siadała w owych świętych oparach i wygłaszała swoje przepowiednie.
Czy tych rzeczy, zwłaszcza dwóch ostatnich, nie można było jednak osiągnąć w inny sposób? Dlaczego ludzie, i to w tak różnych kulturach, wpadli na pomysł poszczenia?
Dostarczanie pokarmu jest jedną z podstawowych form dbałości o własne życie. Głód jest postrzegany jako jedna z największych klęsk. Człowiek uświadamia sobie swą zależność od przyrody, swą zwierzęcość, a równocześnie chce ją przezwyciężyć poprzez produkty kultury.
A może po prostu potrzeba poszczenia wynikała z przyczyn czysto fizjologicznych – czasem dobrze jest oczyścić organizm – a potem dorobiliśmy do tego różnego rodzaju uzasadnienia?
Oczyszczanie organizmu mieści się w logice rekreacji, odnowienia, powrotu do podstawowego porządku, ładu.
Czy te podstawie wymiary postu pojawiają się także w poście chrześcijańskim, czy też on się czymś różni od innych?
W chrześcijaństwie przede wszystkim pojawia się bardzo silne odniesienie do Chrystusa. Chrześcijanin poprzez post w jakiś sposób łączy się z Nim. W Ewangelii Chrystus jest przedstawiony jako nowy Mojżesz, który także schodzi z góry i ogłasza na przykład błogosławieństwa. Mojżesz przed wstąpieniem na górę Synaj pościł przez czterdzieści dni i nocy po to, aby się spotkać z Bogiem Jahwe. Chrystus po swoim chrzcie w Jordanie także pości i to jest przygotowanie do podjęcia misji. Ale także w ten sposób pokazuje, że Jego pokarmem jest pełnić wolę Boga. W Nim się zaczyna powtórne stworzenie. U Marka jest mowa o tym, że aniołowie Mu usługiwali. To jest ewidentna aluzja do sytuacji rajskiej, do przywrócenia rajskiego porządku, które Chrystus zapoczątkowuje swoją misją. Post przypomina, że nie to jest najważniejsze, co jest na poziomie ziemskim, lecz odniesienie do Boga.
We współczesnym chrześcijaństwie post nawiązuje do męki Chrystusa. Ten motyw nie był jednak obecny w chrześcijaństwie od samego początku, pojawił się nieco później. Post jako ryt pokutny jest obecny w Biblii hebrajskiej – jest tam jeden jedyny dzień nakazanego postu w Dzień Pojednania, Jom Kippur. Choć praktyka późnego judaizmu rozszerzała zwyczaj poszczenia, nakazany dzień był tylko jeden. Post przede wszystkim miał służyć wzmocnieniu modlitwy, miał charakter suplikacyjny. Samuel pości, modląc się w jakiejś intencji, Estera, zanim pójdzie prosić króla Aswerusa o litość dla swojego ludu, mówi do Żydów: „Pośćcie za mnie (…), Ja też i dziewczęta moje będziemy pościły” (Est 4, 16). Także Dziejach Apostolskich jest bardzo piękna scena, gdy podczas uwięzienia Piotra Kościół się modli i pości w jego intencji. Gdy Paweł z Barnabą zostają wyznaczeni do pierwszej misji apostolskiej, też jest powiedziane: „Po poście i modlitwie oraz po nałożeniu na nich rąk wyprawili ich” (Dz 13, 3).
W Didache pojawia się kilkakrotnie wezwanie do postu przebłagalnego: „Módlcie się za swoich nieprzyjaciół i pośćcie w intencji tych, którzy was prześladują”. A więc jest to też taka modlitwa, która ma doprowadzać do zmiany czyjejś postawy.
Dopiero w III–IV wieku pojawia się Wielki Post, wcześniej poszczono przez kilka dni lub tydzień przygotowujący do święta Paschy. Za to dosyć radykalnie, jedzono jeden posiłek dziennie. Ta tradycja obowiązywała potem w Wielkim Tygodniu. Jedzono wtedy jeden posiłek dziennie, złożony z chleba, soli i jakiegoś napoju, spożywany dopiero po zachodzie Słońca. Późniejsze rozciągnięcie tego okresu przygotowawczego na czterdzieści dni zmieniło jego charakter, trudno było wytrzymać tak długo.
Chociaż muzułmanie potrafią…
Ramadan jest trochę inny, tam można jeść i pić dopiero po zachodzie Słońca, ale za to bez ograniczeń. Na złagodzenie postu w chrześcijaństwie wpłynęło też pojawienie się herezji, mających wydźwięk gnostycko-manichejski, ariański, które domagały się radykalnej ascezy, często wiążącej się z odrzuceniem tego, co cielesne. Kościół, występując przeciwko nim, temperował nadmierne praktyki postne czy pokutne, czy w ogóle nadmierny rygoryzm, pojawiający się na przykład u Tertuliana.
A czy herezjom należy przypisać owo przesunięcie akcentu na wymiar pokutny postu? Wydaje się, że przynajmniej w szerokim odbiorze dziś post jednoznacznie kojarzy się z wyrzeczeniem, a mniej obecny jest ten wymiar modlitwy, łączenia się z Bogiem.
Czy ja wiem? Zależy, jak się rozumie pokutę. W III i IV wieku, po zakończeniu prześladowań, Kościół zaczął stawać się coraz bardziej masowy, co wiązało się ewidentnie z obniżeniem duchowego poziomu chrześcijaństwa. W reakcji na to pojawili się Ojcowie pustyni, którzy radykalnie pościli, ale ten post miał zawsze wymiar relacyjny. Nie jedli chleba, ale ten chleb rozdawali ubogim, a w czasie, kiedy pościli, intensywnie żyli Słowem Bożym. Post nie koncentrował ich na nich samych, mimo, oczywiście, walki z pokusami czy z jakimiś innymi problemami, które się wtedy mogły pojawiać nawet na poziomie fizjologicznymi. Nie bałbym się mówić o wymiarze pokutnym, bo jeśli przez pokutę rozumiemy otwarcie się na Boga i na drugiego człowieka, to wszystko w porządku.
Rozumienie postu głównie jako umartwienia, ukarania siebie, rodzaju ekspiacji za grzechy trwa do dziś w niektórych nurtach chrześcijaństwa, także katolicyzmu. Ono jest niebezpieczne, bo idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że Bóg się cieszy z tego, że czegoś nie zjemy czy nie wypijemy. Przecież to absurdalne, Bogu to nie sprawia radości. Post ma mnie otwierać. Zagrożeniem jest taki post skoncentrowany na sobie, z nim walczyli już prorocy, bo on się łatwo przekształca w formalizm. Zachowujemy przepisy odtąd–dotąd i tyle. Mnie jeszcze uczono na teologii moralnej, ile uncji można zjeść i jak długa może być przerwa między jednym kęsem a drugim podczas postu ścisłego.
Słyszałam też o mierzeniu średnicy skwarek, aby sprawdzić, czy jeszcze mogą być zjedzone podczas postu.
O tym nie słyszałem, natomiast te uncje sprawiały nam problem przy przeliczaniu na dekagramy. A przerwa między kęsami nie może być dłuższa niż piętnaście minut, bo wtedy to są już dwa posiłki.
U dominikanów słyszałam też definicję posiłku do syta – nie może trwać dłużej niż dwie godziny z jedną przerwą.
To nigdy nie była oficjalna nauka Kościoła.
W książce Anny Zadrożyńskiej Światy, zaświaty. O tradycji świętowań w Polsce znalazłam taką próbę definicji genezy postu, że jedzenie to dbałość o ciało, zatem ograniczenie go byłoby dążeniem do odwrócenia myśli od doczesności, a zwróceniem go ku wieczności, Bogu. Post miał oczyszczać ze zmazy człowieczeństwa i wieść do świata niematerialnego. Jak rozumiem, ojciec by się zgodził z taką definicją?
Oczywiście, ale trzeba jej nadać sens bardziej chrześcijański i personalistyczny, czyli owo odniesienie do Boga i do drugiego człowieka. Ten wymiar jest ważny. Ja sobie to bardzo mocno uświadomiłem w związku z naszą tradycją kapucyńską. Kilka razy do roku wspólnie celebrujemy post, który normalnie jest praktyką osobistą. Nazywa się to siccis, prawdopodobnie słowo to pochodzi od dawnych „dni suchych”. To jest na przykład w wigilię…