We wrześniu 1975 roku opublikowano „Wytyczne” na VII Zjazd PZPR, w których pojawiła się zapowiedź wprowadzenia zmian w Konstytucji PRL przez stwierdzenie socjalistycznego charakteru państwa i wpisanie artykułu o kierowniczej roli PZPR. Sprawa poprawek do konstytucji uruchomiła szeroką akcję sprzeciwu. Pierwszy, z datą 25 listopada, uwagi krytyczne do „Wytycznych” złożył sekretarz Episkopatu Polski biskup Bronisław Dąbrowski. Episkopat upominał się o prawa Kościoła i wierzących, ale też pisał o „wolności myśli, słowa oraz identyczności kultury narodowej, która nie może się rozwijać przy dominacji systemu totalitarnego i monizmu ideologicznego”. List nie został ogłoszony publicznie, niemniej był ważnym faktem politycznym.
Środowisko opozycyjne do wystąpienia w sprawie konstytucji przygotowywało się co najmniej od początku listopada. Kuroń wspominał, jak podczas jednego ze spotkań u Steinsbergowej Jan Olszewski powiedział, że ukazały się „Wytyczne”, a w nich postulat wpisu o kierowniczej roli PZPR w państwie. „Jest to okazja, mówił, żeby wystąpić publicznie z protestem w tej sprawie i zarazem podkreślić, że robotnicy muszą mieć swoją zawodową reprezentację. Inaczej każdy konflikt o płace będzie kolejnym przelewem krwi. Dyskutowaliśmy tę sprawę w szeroko pojętym naszym środowisku, a później Janek Olszewski, Jakub Karpiński i ja zredagowaliśmy projekt tekstu”.
Na spotkaniach w gronie Kuroń, Lipski, Steinsbergowa i Olszewski powstał projekt listu, w którym „poruszone zostały następujące zagadnienia: wolność sumienia; wolność słowa i nauki; wolność pracy (prawo do strajku) i niezależności zw. zawodowych; wolność stowarzyszania się”.
Zbieranie podpisów
Kuroń pojechał do Łodzi 15 listopada, by zaproponować podpisanie listu Karolowi Głogowskiemu i Andrzejowi Mazurowi. Z donosu tego ostatniego wiadomo, że tekst był już ustalony, a Kuroń wyjaśnił, że petycja zostanie podpisana przez profesora Lipińskiego, Antoniego Słonimskiego i księdza Jana Zieję. Na innych egzemplarzach będą zbierane podpisy ludzi reprezentujących wszelkie odłamy opozycji „od endeków, chadeków, akowców do socjaldemokratów i mijalowców włącznie”. Wszystkie egzemplarze dostanie profesor Lipiński, który zrobi wykaz podpisanych i poświadczy oryginalność podpisów oraz sporządzi pisma przewodnie do Rady Państwa, Sejmu, Episkopatu, stowarzyszeń, Koła Posłów Znak oraz agencji prasowych akredytowanych w Warszawie. Kuroń powiedział, że „akcja ma na celu związanie haseł akceptowanych przez całe społeczeństwo z określonymi środowiskami i ludźmi, przez co powstanie opozycji politycznej stanie się faktem. Powtarzał to szereg razy w toku polemiki z Karolem Głogowskim, który odmówił podpisu tłumacząc tym, że działa tylko w ramach prawa i jest przeciwny akcjom wyłącznie propagandowym”. Na pytanie, ilu ludzi podpisze, Kuroń odpowiadał, że muszą im wystarczyć trzy wymienione nazwiska.
Sygnatariusze są z różnych miast, nie zwracano się jedynie do osób, które zajmują stanowiska na uniwersytetach w trosce, by ich nie utracili. Głogowski nie podpisał. Po jego wyjściu Kuroń dziwił się: „nie rozumiem tego człowieka, dałem mu przecież miejsce w czołówce Polaków, a on rezygnuje”. Złożenia podpisu odmówił także Mazur. W czasie rozmowy przyszedł Jacek Bierezin, który list podpisał.
Kuroń wspomina, że po zebraniu pewnej liczby podpisów powstał kryzys. Wycofał się Słonimski, mówiąc, że nie czas na protest, który też jest zbyt ogólnikowy. Po nim „nagle wszyscy zaczęli się wycofywać”. Wiele osób mówiło, że wybicie na plan pierwszy wolności wyznania nadaje deklaracji charakter religijny.
„Znaleźliśmy się w impasie – oceniał Kuroń. – Pamiętam dyskusje, które się wokół tego toczyły. Jan Józef Lipski, który podpisał tekst bez zastrzeżeń, powiedział, że zrobił to tak, jak poszedł do Powstania”. Oceniał, że list jest swego rodzaju odezwą wzywającą naród do buntu i może mieć nieobliczalne konsekwencje. Wątpliwości budziło podpisanie listu przez ludzi młodych, zwłaszcza byłych więźniów.
„Argumentowałem przede wszystkim tym – wspominał Kuroń – że nadchodzi chwila, kiedy trzeba będzie występować publicznie, trzeba będzie działać. I to nie czcigodne autorytety będą działać. Potrzebni będziemy i my. Nasze nazwiska muszą stać się znane szerokiej publiczności. Inaczej być nie może. Uparłem się przy tym niesłychanie ostro. (…) Twardo przy tym liście staliśmy tylko Jan Olszewski i ja”. Sytuacja zaczęła się odwracać, gdy Michnik zdobył podpisy młodych poetów – Barańczaka i Krynickiego. Wówczas ponownie podpisał Słonimski. Mikołajska przywiozła kilka znakomitych nazwisk z Krakowa. Podpisała Steinsbergowa i współdziałający z nią weterani PPS – Cohn i Pajdak. Przebywający właśnie na Zachodzie Lipski „załatwił” podpisy Kołakowskiego i Pomiana, a także podróżujących wówczas po Francji Kisielewskiego i Herberta. Nie podpisało jednak kilku znanych z opozycyjnej postawy literatów, między innymi Andrzej Kijowski i Wiktor Woroszylski, który miał powiedzieć, że błędem jest ogłaszanie programu politycznego, nim zostaną przygotowane warunki do jego spełnienia.
Walka o wolność5 grudnia profesor Lipiński skierował list podpisany przez 59 sygnatariuszy do Kancelarii Sejmu, gdzie wpłynął 8 grudnia. List miał charakter złożonej władzom i podanej do publicznej wiadomości deklaracji niezgody na istniejący system polityczny oraz zawierał deklarację wartości związanych z ustrojem demokratycznym. List miał znaczenie przełomowe w kształtowaniu się horyzontów myślowych, języka wypowiedzi oraz celów opozycji demokratycznej. Z tych powodów warto zacytować jego najważniejsze ustępy. Nawiązując do zapowiedzi zmian w konstytucji stwierdzano, że rząd PRL potwierdził w deklaracji z Helsinek Powszechną Deklarację Praw Człowieka i wprowadzenie „tych podstawowych wolności stać się powinno nowym etapem w historii narodu i życiu jednostek”. Konstytucja i oparte na niej prawodawstwo winny zagwarantować przede wszystkim następujące wolności obywatelskie: „Wolność sumienia i praktyk religijnych. Wolności tych nie ma, gdy ludzie przyznający się do wierzeń religijnych lub ujawniający światopogląd odmienny od oficjalnie obowiązującego nie są dopuszczani do znacznej części kierowniczych stanowisk w urzędach i instytucjach publicznych, organizacjach społecznych i gospodarce narodowej. Dlatego należy zapewnić wszystkim obywatelom bez różnicy religii, światopoglądu lub przynależności partyjno-politycznej, jednakowe prawo do obejmowania stanowisk państwowych. Decydować powinny jedynie kwalifikacje, indywidualne zdolności i uczciwość osobista. Należy także umożliwić wszystkim grupom wyznaniowym swobodne wykonywanie praktyk religijnych oraz budowę świątyń. Wolność pracy. Nie ma tej wolności, gdy państwo jest jedynym pracodawcą a związki zawodowe są podporządkowane instancjom partyjnym sprawującym w praktyce władzę państwową. W tych warunkach – jak wskazują doświadczenia lat 1956 i 1970 – próby obrony interesów robotniczych grożą rozlewem krwi i prowadzić mogą do poważnych zaburzeń. Dlatego należy pracownikom zapewnić możliwość swobodnego wyboru własnej reprezentacji zawodowej, niezależnej od organów państwowych lub partyjnych. Należy zagwarantować również prawo do strajku. Wolność słowa i informacji. Gdy nie ma wolności słowa – nie ma swobodnego rozwoju kultury narodowej. Gdy wszystkie publikacje przed ukazaniem się podlegają cenzurze państwowej, a wydawnictwa i środki masowego przekazu są kontrolowane przez państwo – obywatele nie mogą świadomie ustosunkować się do decyzji władzy państwowej, ta zaś nie wie, jaki jest stosunek społeczeństwa do jej polityki. Szczególnie groźne następstwa państwowego monopolu publikacji oraz działania cenzury prewencyjnej występują w literaturze i sztuce, które nie pełnią swych społecznie doniosłych funkcji. Dlatego związkom pracowniczym, stowarzyszeniom twórczym, religijnym i innym należy umożliwić powołanie niezależnych od państwa wydawnictw i czasopism. Dlatego należy znieść cenzurę prewencyjną a odpowiedzialność w wypadku naruszenia ustawy prasowej egzekwować tylko w drodze postępowania sądowego. Wolność nauki. Nie ma wolności nauki wówczas, gdy kryteria doboru kadry naukowej i tematów badań określone są przez władze państwowe i mają charakter polityczny. Dlatego należy przywrócić autonomię wyższych uczelni i zapewnić samorządność środowiska naukowego. Zagwarantowanie tych wolności nie da się pogodzić z uznaniem kierownictwa jednej partii w systemie państwowym. Takie konstytucyjne stwierdzenie nadawałoby partii politycznej rolę organu władzy państwowej, nieodpowiedzialnego przed społeczeństwem, nie kontrolowanego przez społeczeństwo. W tych warunkach Sejm nie może być traktowany jako najwyższy organ władzy, rząd nie jest…