Dziś się tak o sztuce nie pisze. Można uśmiechać się ironicznie, kiedy John Ruskin potępia maszynowy ornament albo twierdzi, że miarą sztuki jest uczuciowe oddanie, jakie towarzyszyło jej twórcy. Chyba już nikt nie ma odwagi twierdzić, że „żaden fałszywy kochanek nigdy nie namalował piękna, a fałszywy mnich – świętości”. Tak się już nie pisze, aby słowo samo malowało sugestywne, żywe obrazy, a precyzyjny, czuły opis niepostrzeżenie wspinał się na szczyty ekstazy, osiągał najwyższy moralny diapazon.
Urodzony w 1819 roku Ruskin w dzieciństwie podziwiał nietknięte ludzką ręką angielskie krajobrazy, a po latach pisał dla nich treny. Był świadkiem narodzin wieku pary i elektryczności. Opłakiwał zanieczyszczenie rzek, zaś zasnuty dymem horyzont uważał za obraz duchowego upadku Europy. Od wczesnej młodości zafascynowany meteorologią, podziwiał kształty chmur, ale także wypatrywał na niebie znaków niechybnej apokalipsy. W dobie kryzysu szczególnie aktualnie brzmi jego przekonanie o degradacji kultury niszczonej przez techniczny postęp i żądzę bogactw. Pisarz dostrzegał konieczność moralnej odnowy – jej zaczynem miała się stać sztuka.
Przez ponad pół wieku Ruskin nie tylko pisał, mówił i wykładał, ale także grzmiał i prorokował. Wrażliwość społeczna i przenikliwość popchnęły go w końcu ku polityce i ekonomii. Przeciwny panującej doktrynie leseferyzmu, uważał, że wszyscy, niezależnie od zasług, mają prawo do godnego życia.
Jego działalność bywała osobliwa. Nieudanym eksperymentem okazała się założona przez niego Gildia Świętego Jerzego – rodzaj ochotniczego, feudalnego kołchozu. Uśmiech wzbudza także wizja zorganizowanej przez niego w 1874 roku akcji, w której grupkę swoich oksfordzkich studentów, wśród których byli Oskar Wilde i Arnold Toynbee, wysłał z łopatami i kilofami do naprawiania błotnistej drogi. Ruskin wierzył, że w przyszłości sprawiedliwym rozdzielcą dóbr może stać się państwo. Choć wiele z jego idei się nie sprawdziło, trudno odmówić postępowości jego postulatom: domagał się bezpłatnej edukacji i ubezpieczeń społecznych, europejskiej wspólnoty gospodarczej, opieki nad zabytkami oraz ochrony środowiska.
Sztuka i życie
Sławę przyniósł Ruskinowi już pierwszy tom Modern Painters, opublikowany anonimowo w 1843 roku. Tożsamość młodego autora szybko przestała być tajemnicą, a pisarka George Eliot wychwalała „natchnienie hebrajskiego proroka”, z jakim naucza on „wielkich doktryn prawdy i szczerości w sztuce oraz powagi życia”. Jednak recepcja pism Ruskina była zmienna. Pierwszy kryzys, jeszcze za życia, spowodowało jego przejście od krytyki sztuki do społecznego zaangażowania. Po publikacji w 1860 roku Czterech szkiców o pierwszych zasadach ekonomii politycznej pod wspólnym tytułem Unto This Last, od Ruskina odsuwali się zdegustowani przyjaciele, a recenzenci prychali, że dziwacznemu sentymentaliście nagle odbiło.
W 1920 roku wpływowy krytyk sztuki i promotor impresjonistów, Roger Fry, diagnozował u Ruskina kompleks Edypa, zrodzony przez jego bujny i chaotyczny umysł oraz dopatrywał się w jego pismach szkodliwej „sieci etycznych problemów, skrzywionych przez uprzedzenia estetyczne”. Ruskin zgromadził jednak także nietypowe grono akolitów. Tennyson i Tołstoj zaliczali go do największych pisarzy swojej epoki. Proust opisał fikcyjne spotkanie z nim przed obrazami Rembrandta (którego zresztą sam krytyk nie doceniał). Martin Luther King i Gandhi uważali Unto This Last za książkę, która zmieniła ich życie, a ten ostatni przełożył ją nawet na gudżarati.
Pisma Ruskina obejmują trzydzieści dziewięć tomów – błyskotliwych i irytujących, eklektycznych i uczonych, pełnych sprzeczności i chaosu, które zastępy badaczy starały się uporządkować, zwykle na próżno. Pisarz miał zresztą znacznie szerzej zakrojone plany. Zbliżając się do sześćdziesiątki twierdził, że zgromadził materiały między innymi na sześć tomów historii piętnastowiecznej sztuki florenckiej, siedmiotomową biografię Waltera Scotta, komentarz do Hezjoda w dziewięciu tomach oraz dwadzieścia cztery woluminy poświęcone geologii i botanice Alp. Nigdy nie powstało żadne z tych opracowań. Ostatnia książka Ruskina to przepełnione bukolicznym nastrojem wspomnienia Praeterita (1889). Później nic już nie opublikował, chociaż żył jeszcze jedenaście lat, pogrążony w szaleństwie, z wybuchami furii, zdziecinnieniem i atakami wyrzutów sumienia.
Iskra geniuszu
Niewinne oko to reprezentatywny wybór pism Johna Ruskina poświęconych sztuce. Znajdą się tu wszystkie charakterystyczne cechy jego stylu: subtelna obserwacja i drobiazgowe opisy, gwałtowne emocje i kategoryczne, często sprzeczne sądy. Skłonność do dygresji powściąga obsesja klasyfikowania, a moralizatorski ton jest kagańcem dla entuzjazmu.
Zaskakująca i anachroniczna wydaje się dzisiaj etyczna perspektywa, do której Ruskin przymierza wszelkie sądy o sztuce. Ale jego współcześni myśleli odwrotnie, wytykając mu niepoprawny estetyzm. Za wstrząsającą mogła uchodzić choćby taka uwaga: „Jeśli u waszych stóp umiera człowiek, waszym obowiązkiem nie jest mu pomagać, ale dostrzec kolor jego warg; jeśli przed wami kobieta obejmuje człowieka będącego przyczyną jej upadku, waszym obowiązkiem nie jest ją ocalić, ale obserwować, jak zgina ramiona”.
Podziwiamy Turnera, którego Ruskin był entuzjastycznym i osamotnionym zwolennikiem. Dawno ugruntowała się też pozycja chwalonych przez niego włoskich prymitywistów. Bardziej ambiwalentna jest współczesna ocena protegowanych przez krytyka prerafaelitów, a nazwiska wielu wynoszonych przez niego na piedestał malarzy są nam nieznane. Jednak nawet najbardziej sceptycznych czytelników musi uwieść namiętność, z jaką swoich poglądów bronił Ruskin oraz uroda jego stylu.
„Nie uważam się za wielkiego geniusza – pisał do ojca trzydziestoletni pisarz – ale myślę, że mam iskrę geniuszu, coś odmiennego od zwykłych zdolności, bo nie jestem zdolny w sensie, w jakim zdolne są miliony ludzi – prawnicy, lekarze i inni. Ale jest we mnie mocny instynkt (…) by rysować i opisywać rzeczy, które kocham – nie dla sławy, nie dla dobra innych ludzi, nie dla własnej korzyści, ale ten rodzaj instynktu, który każe nam jeść i pić”. Prawdziwe mistrzostwo osiągnął Ruskin w malowaniu słowem, obojętnie czy jego przedmiotem jest pęd bluszczu, wenecka bazylika świętego Marka czy płótno Carpaccia lub Tintoretta.
Robinson CrusoeRuskin miał uprzywilejowane, ale samotne dzieciństwo. Wcześnie wykazał się literackim zacięciem: już jako czterolatek pisał elokwentne listy, a siedem lat później opublikował swój pierwszy wiersz. Zamożni rodzice (ojciec był importerem sherry) dbali, aby nie obracał się w złym towarzystwie, ale też nie popychali go ku dzieciom arystokracji. Przekonani o delikatności i wybitnych talentach syna, chronili go przed wszystkim i wychowywali w surowym duchu protestantyzmu. W niedzielę John nie rysował, a jego obrazy były ukrywane za zasłoną. Tego dnia czytało się tylko Biblię. W autobiograficznym szkicu Ruskin przedstawiał siebie jako małego Robinsona Crusoe, przekonanego, że jest pępkiem świata. Uczył się w domu, bez kolegów i zabawek. Z braku żywych stworzeń, jego wyobraźnię zajmował świat nieożywiony: niebo, kamienie, liście. Kiedy dorósł, nadal korzystał z hojnego wsparcia rodziców. Pozwalało mu to pisać do woli i folgować swoim zainteresowaniom. Na czas jego studiów w Oksfordzie matka wynajęła pokój i codziennie spotykała się z nim przy filiżance herbaty. Po ślubie Ruskin wytłumaczył swojej żonie, Effie, że związał się z nią dla towarzystwa i nie chce mieć dzieci, które przeszkadzałyby mu w pracy, a jej odebrałyby urodę. W dodatku w noc poślubną dwudziestodziewięcioletniego prawiczka przeraziło ciało żony. Pomimo malarskich aktów, które musiał wcześniej oglądać, najwyraźniej wyobrażał sobie kobiety jako niedojrzałe dziewczynki, bez włosów łonowych i rozwiniętych piersi. Po latach nieszczęśliwego, białego związku, zapewne z błogosławieństwem męża, Effie związała się z cenionym przez niego malarzem prerafaelitą, Johnem Everettem Millaisem. To właśnie on namaluje portret Ruskina przy górskim strumyku. Tło powstało wcześniej i pisarz wygląda, jakby jego ciało było odcięte od otaczającej go przyrody. Kiedy doszło do sprawy rozwodowej, Ruskin wyjawiał swojemu prawnikowi, że żona odciągała go od rodziców, a w dodatku oczekiwała wsparcia,…