Subskrybuj
redaktorka miesięcznika „Znak”, z wykształcenia polonistka i teatrolożka. Teksty o literaturze i teatrze publikowała wcześniej jako Agnieszka Goławska.

Te małe. Rzecz o swobodzie nazywania

Pogląd pisarza na to, jak zakwalifikować swoje dzieło – uznać je za prozę poetycką, powieść autobiograficzną czy reportaż – może rozmijać się z tym, co sądzą na ten temat badacze i krytycy literatury. Zarówno pisarz, jak i badacz mają do nazywania pełne prawo. Na pewno nie należy głosu żadnego z nich lekceważyć, a tak właśnie postąpił Mateusz Zimnoch, pomijając zdanie samej Hanny Krall.

Spójrzmy na tę dziewczynkę. Ma sześć lat, czarne oczy i dorośli ciągle każą jej się ukrywać, przenoszą z miejsca na miejsce. Sprawa jest prosta: „gdybym ja miał dziecko z takimi oczami, nie chodziłbym z nim po ulicy” – z westchnieniem upomina policjant. Jednak puszcza ją wolno. Ta dziewczynka to jedna z bohaterek Białej Marii, ostatniej książki Hanny Krall. Do końca pozostaje niewyjaśnione, jak ma na imię, ale jest to sprawa drugorzędna. Podobnie jak problem, czy Biała Maria to reportaż, czy może przynależy do innego gatunku. Prawdopodobnie ta kwestia nie wydałaby mi się zajmująca, gdyby nie tekst Mateusza Zimnocha Reportaż w płynnej nowoczesności, który ukazał się w marcowym numerze „Znaku”.

Otóż autor teksu podważa stwierdzenie Anny Nasiłowskiej, że Białej Marii, a także wielu innych utworów Krall, nie można już nazwać reportażami. Argumentacja Zimnocha przebiega następująco: „Podstawowym założeniem, które wydaje się nieaktualne, jest przekonanie, że dziennikarstwo polega na »przekazywaniu, rejestrowaniu, zapisie«. Nasiłowska wyciąga stąd wniosek, iż montaż, narracja szkatułkowa oraz inne literackie cechy ostatniej książki Krall są dowodem na przełamywanie konwencji reportażu. W rzeczywistości wspomniane techniki są stosowane przez praktyków gatunku od bardzo dawna”. Jeśli chodzi o ostatnie zdanie wnioskowania, Zimnoch ma absolutną rację. Ostrze jego krytyki jest jednak wymierzone w niewłaściwym kierunku.

Potrzeba klasyfikacji

Nasiłowska nie podważa bowiem możliwości stosowania przez reportażystów tych czy innych chwytów literackich. Wyraźnie zaznacza przecież: „Reportaże operują fikcjami, prawdziwej opowieści nikt by nie zniósł, bo jest zbyt rozwlekła. Granice literatury i życia są czysto umowne. W literaturze jest zawsze mnóstwo życia. Inaczej nie miałaby sensu”. W odniesieniu do tych słów oczywistym staje się, że badaczka nie neguje literackich walorów reportażu.

To nie z tego względu sprzeciwia się opiniom, jakoby Biała Maria należała do tego gatunku. Nasiłowska z jednej strony podkreśla osobisty charakter opowieści, którą Krall utkała na kanwie swoich wspomnień, a z drugiej – jej wymiar uniwersalny. Zimnoch upraszcza poglądy badaczki, zarzucając jej staromodne rozumienie „opozycyjnego charakteru faktu i fikcji”. W rzeczywistości Nasiłowska mówi coś zgoła innego: w reportażach wiele znajdziemy fikcji literackiej, a w powieściach – podpatrzonych i przeżytych przez autora zdarzeń. Jak pisze badaczka, „powieści robi się z faktów”, a reportaże z fikcji. Ten zabieg odwrócenia znaczeń zaświadcza o bogactwie literatury, niemożności zastosowania zbyt prostych kryteriów.

Wykorzystanie faktów z życia wcale nie przesądza o przynależności tekstu do literatury faktu.
Trudno zrozumieć, skąd wynika tak silna potrzeba jednoznacznego rozróżniania: to jest reportaż, a to proza fikcjonalna. W tym samym tekście Zimnoch krytycznie pisze o tym, że „literaturoznawstwo, koncentrując się w ostatnich dekadach na zagadnieniach ściśle związanych z twórczością reportażową, badało teksty literackie, które nie zaliczają się do tego gatunku”. Tak jakby cechy charakterystyczne dla tekstów reportażowych nie zasługiwały na uwagę w innych utworach. Walcząc w obronie słusznej skądinąd sprawy, jaką jest równoprawne traktowanie reportażu, Zimnoch zdaje się zapominać o płynnym i często umownym charakterze granic gatunku. A na dodatek w żaden sposób nie pokazuje, dlaczego, jego zdaniem, Białą Marię do reportaży należy zaliczyć.

„Nie piszę reportaży”

Tekst, do którego polemicznie odnosi się Zimnoch, nosi tytuł Czego nauczyłam się od Hanny Kralli ukazał się w grudniowym „Znaku” (2011). Sam tytuł już wiele wyjaśnia. Nasiłowska czerpie wiedzę z rozmów z pisarką, która mówi wprost: „Pani Aniu, dlaczego ciągle pakują mnie do worka z literaturą faktu? Od dawna nie piszę reportaży. To jest literatura, literatura po prostu…”. Nie ma tu słowa o wykluczeniu reportażu z kręgu literatury. Jest za to niezgoda na przyklejanie etykietki tylko dlatego, że Krall do pewnego momentu pisała głównie reportaże. Nie może to przecież oznaczać, że każdy jej kolejny utwór automatycznie będzie przynależał do tego gatunku. Autor ma prawo wskazać miejsce, w którym widzi swój utwór, może też nie przyporządkowywać go do żadnej kategorii. Pogląd pisarza na to, jak zakwalifikować swoje dzieło – uznać je za prozę poetycką, powieść autobiograficzną czy reportaż – może rozmijać się z tym, co sądzą na ten temat badacze i krytycy…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wszyscy jesteśmy chłopami