Subskrybuj
Dziennikarz i publicysta portalu Instytutu Spraw Obywatelskich, publicysta thinkzina Nowa Konfederacja; pisze dla Polskiego Radia 24, TVP.INFO, „Gazety Polskiej", kwartalnika „Fronda LUX" i tygodnika opinii TYGODNIK.TVP.

Marionetki, sny i nadzieja

Powie ktoś: „Bolesław Prus”, a myśli, słowa, obrazy i dźwięki, skojarzenia i nawiązania zaczną szeptać i dopowiadać świat żyjący już własnym życiem, budujący własne opowieści.

 

Na kilkanaście godzin przed śmiercią Ignacy Rzecki, stary subiekt, rozłożył przed sobą w sklepie mechaniczne zabawki. „Po raz tysiączny w życiu przysłuchiwał się melodiom grających tabakierek i patrzył, jak niedźwiedź wdrapuje się na słup, jak szklana woda obraca młyńskie koła, jak kot ugania się za myszą, jak tańczą krakowiacy, a na wyciągniętym koniu pędzi dżokej. I przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał: – »Marionetki!… Wszystko marionetki!… Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one…«”. A gdy umierał, oglądał swoje życie jak sen: „Oto piwnica Hopfera, gdzie poznał się z Wokulskim … A oto pole bitwy, gdzie niebieskawy dym unosi się nad liniami granatowych i białych mundurów… A oto stary Mincel siedzi na fotelu i ciągnie za sznurek wiszącego w oknie kozaka… – »Czy ja to wszystko istotnie widziałem, czy mi się tylko śniło?… Boże miłosierny…« – szepnął”. Umierał i „zdawało mu się, że jest małym chłopcem i że podczas gdy jego ojciec rozmawiał z panem Raczkiem o cesarzu Napoleonie, on wymknął się na strych i przez dymnik patrzył na Wisłę w stronę Pragi…”. Czy on, polski romantyk, mógł umierać inaczej, bez wspomnień o Wiośnie Ludów i nadziejach pokładanych w Napoleonie?

***

XI wiek przed Chrystusem: na rozkaz egipskiego kapłana, który wkrótce zostanie faraonem, greccy najemnicy zasypują kanał. Przejdą po nim wojska, by ominąć święte żuki dostrzeżone na głównym trakcie. Niewolnik, który dziesięć lat kopał kanał, by zyskać wolność dla siebie i dzieci, wiesza się. Martwy, „z głową wyciągniętą na przód, miał usta szeroko otwarte, dłonie zwrócone do widzów, a w oczach zgrozę. Wyglądał jak człowiek, który chce coś powiedzieć, ale mu głosu zabrakło”. A to, co zdążył powiedzieć przed śmiercią, było oskarżeniem ludzi i bogów: „Pochłoń mnie, ziemio!… Przeklęty dzień, w którym ujrzałem światło, i noc, w której powiedziano: »narodził się człowiek…«. W płaszczu sprawiedliwości nie ma nawet skrawka dla niewolników… I sami bogowie nie spojrzą na taki twór, który ma ręce do pracy, gębę tylko do płaczu, a grzbiet do kijów… O śmierci, zetrzyj moje ciało na popiół, ażebym jeszcze i tam, na polach Ozirisa, po raz drugi nie urodził się niewolnikiem…”.

Życie literatury

W eseju Lalka i perła (2001) Olga Tokarczuk stwierdza: „To, co zafascynowało mnie w Lalce, to także jej temat — podążanie za marzeniami, opis rozkładu sił, które nas wszystkich pchają do przodu, zmuszają do stawiania zadań i realizowania ich ze świadomym lub niejasnym, onirycznym samozaparciem. (…) I wreszcie forma tej powieści. Urzeka mnie jej porządek opowiadania — zamiast stosowania narracji do budowania poczucia ciągłości rzeczywistości w czasie — rozbicie na fragmenty i nieoczekiwane odsłonięcie iluzorycznego charakteru naszego potocznego, sekwencyjnego doświadczenia”. Nie będę podążał tropami eseju Tokarczuk, ale nie ukrywam, że oglądowi dwóch najważniejszych dla mnie utworów Prusa, Lalki i Faraona, towarzyszy antynomia snu i jawy, realności przemieszanej z marzeniami, bezwzględności powszedniego życia i płochość widziadeł umysłu: w tym, co indywidualne, intymne i w tym, co powszechne i społeczne.

Lalka i Faraon są realistyczno-oniryczne także w inny sposób. Urodzony pod koniec lat 70., wielokrotnie oglądałem adaptacje filmowe tych powieści. Przede wszystkim serial telewizyjny z 1977 r., w reżyserii Ryszarda Bera, z niezapomnianą muzyką Andrzeja Kurylewicza – obraz, który na długo zdominował moje wyobrażenie o książce. Bohaterowie Lalki do dziś mają dla mnie twarze Jerzego Kamasa, Małgorzaty Braunek, Bronisława Pawlika; socjalista Klein to Stefan Friedmann, Kaziu Starski to Roman Wilhelmi, a Patkiewicz i Maleski, „niedożywieni i gruźliczy”, to… Właśnie, ci dwaj aktorzy, którzy wcielili się w ich role, zostaną już dla mnie studentami, co „walczą błazenadą”. A serial stał się jedną z pierwszych krytyk społecznych, jakie poznałem, w jakich zasmakowałem.

A z drugiej strony: film jak płótna malarskie, jak krajobrazy nasycone intensywnością i kruchością snów, czyli Lalka w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa. Wysublimowane sceny, magnetyzm urody zasłuchanych we włoskim skrzypku dam, budzące dziwne niepokoje (niemal dziecinne, może odwieczne) widoki nędznego Powiśla: końskie zwłoki, nogi unoszącej spódnicę kobiety upadłej, która nie chce zabrudzić stroju plugawym brudem ulicy, scenki rodzajowe z życia biedoty. I ten metal lżejszy od powietrza, upadający obok kieliszka z winem, filiżanki kawy, liścia, jabłek, z których jedno, rozkrojone, oddało swą soczystość czyimś ustom. Martwa natura z pięknym złudzeniem ludzkości… – Czy ja to wszystko istotnie widziałem, czy mi się tylko śniło? – pytanie Rzeckiego jest pytaniem arcyludzkim, jest zdumieniem nad światem.

Jesienią 1989, gdy już świtała „jutrzenka swobody”, Jacek Kaczmarski napisał song Lalka czyli polski pozytywizm, melancholijny, z pozoru pozbawiony patosu wielu gniewnych, dynamicznych utworów…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wszyscy jesteśmy chłopami