Subskrybuj
Historyk sztuki, krytyk. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”.

Życie w stanie natury

Społeczność sportretowana przez Sasnalów przypomina klasyczny już Durkheimowski opis więzi określanych jako solidarność mechaniczna – relacji opierających się na sankcjach oraz wspólnej świadomości zbiorowej. Tyle że uderzający w tym filmie jest znaczący brak - w tej społeczności nie ma przywódców, którzy tradycyjnie wyznaczali kanony zachowania małych społeczności: przedstawiciela władzy, księdza, nauczyciela.

Podjeżdża stary, podniszczony samochód. Prowadzi go mężczyzna. Jego pojawienie się wywołuje we wsi niepokój. Starszy mężczyzna ucieka do domu. Ciężko dyszy. Z przestrachu? Do samochodu wsiada dziewczyna. Jadą razem pustą polną drogą. Nagle ona wbija nóż w brzuch mężczyzny. Samochód zatrzymuje się. Dziewczyna spokojnie wysiada. Odchodzi. Kończy się film Z daleka widok jest piękny Anny i Wilhelma Sasnalów.

„Chłodnym okiem”

Nie jest to pierwszy film tworzony przez artystę, który salę galeryjną zamienił na kinową. W ostatnich latach pojawiło się kilka podobnych prób: Steve’a McQueena, Shirin Neshat, Sam Taylor-Wood czy Piotra Uklańskiego. Sama propozycja spojrzenia na film zaoferowana przez Sasnalów zasługuje na uwagę. Powodów jest jednak więcej. Z daleka… wpisał się bowiem w szerszą dyskusję o postrzeganiu, a może raczej samopostrzeganiu Polaków.

Historia Pawła Murawa i Dziewczyny, bo tylko tak została ona w filmie nazwana, dzieje się w niewielkiej, podupadłej małopolskiej wsi. Położonej w odosobnieniu, oddzielonej od świata rzeką i lasem. Paweł mieszka z chorą psychicznie matką w małym, dość obskurnym domu na skraju osady. Żyje z rozbierania starych samochodów na złom. Na początku filmu widzimy wrak samochodu wieziony na pace bagażówki. Później mężczyźni metodycznie go demontują, wyjmują siedzenia, rozbijają szyby, wyrywają instalację, tną karoserię. To, co dla innych niepotrzebne, zbędne, daje im szansę na przeżycie. Można odnieść wrażenie, że w tych surowych warunkach pokazywanych przez Sasnalów to użyteczność jest podstawową kategorią. Mirek Kotlarz, jeden ze złomiarzy, mówi do Pawła: „Ojciec ustanie w robocie, to też go się na złom wywiezie”.

Sasnalowie pokazują bardzo sugestywny obraz wsi i stosunków na niej panujących. Jest to zresztą spojrzenie szczególne. Film operuje przede wszystkim obrazem, często długimi, statycznymi ujęciami wzmocnionymi jedynie o zapis naturalnych dźwięków. Dialogów jest tu niewiele. Surowość obrazu zdaje się odpowiadać surowości relacji międzyludzkich. Poszczególne ujęcia, chociaż mogą wizualnie uwodzić, pozbawione są jakichkolwiek upiększeń. Ludzie, a także zabudowania i sprzęty najczęściej są po prostu brzydkie. Dominujące wrażenie nijakości przełamuje jedynie sposób filmowania – jak w scenie, w której Paweł i Dziewczyna znajdują się przed domem, ona siedzi na progu, on stoi obok. Pojawia się też przyroda, ujęcia lasów, pól, które swym pięknem ostro kontrastują z widokami wsi.

Trudno też mówić o dialogach między poszczególnymi bohaterami. Rozmowa ogranicza się do krótkich, urwanych zdań, półsłówek, często wystarczy jeden gest, spojrzenie. A jednocześnie łączy ich stała nić porozumienia. Nie ma wątpliwości, że wszyscy bardzo szybko odnajdują się w codziennych sytuacjach. Życie toczy się tu powoli, nieomal leniwie. A jednak… Pewnego dnia Paweł nie wraca do domu. Ciąg następujących po sobie, oszczędnych, minimalistycznych obrazów – bo to z nich składa się film – jedyny raz zostaje naruszony. Widzimy kobietę. Stoi w oknie. Z jej gardła wydobywa się regularny, monotonny krzyk.

Wiemy tylko, że Paweł odszedł. Nie dowiadujemy się z filmu, dlaczego. Widzimy jedynie, jak idzie przez las, wcześniej napotykając leżącego w trawie młodego mężczyznę. Martwego? Dziewczyna zostaje sama w domu na skraju wsi, wokół którego zaczynają się kręcić mieszkańcy. Najpierw przychodzi jej ojciec. Zabiera króliki z klatek stojących na podwórku. „Jak wróci, to mu się odda” – mówi do Dziewczyny, jakby chciał usprawiedliwić swój postępek. Później nie ma już powodu szukać wyjaśnień. Nocą wraca z żoną do domu Pawła. Oboje wynoszą co lepsze sprzęty, ubrania. Zabierają nie tylko stary motorower, ale też wek z kompotem. Nic nie może się zmarnować.

Wreszcie, także w nocy (kolejnej?) schodzą się okoliczni mieszkańcy. Rozpoczyna się metodyczny szaber. Bez słów. Nie ma o czym mówić. Jakby wszyscy wiedzieli, co należy zrobić. Jedne rzeczy są zabierane. Potem zaś następuje niszczenie tego, co pozostało, rozbijanie starych mebli, klatek na króliki, wyrywanie okiem z framugami. Te wszystkie resztki służą do rozpalenia wielkiego ogniska. Z domu została jedynie opuszczona ruina. Ostatnim akordem zniszczenia jest pocięcie na złom samochodu Pawła. Robi to Kotlarz z ojcem. Opowieść zatacza koło.

Bezwzględna wartość przetrwania

W tym obrazie jest jakieś trudne do zaakceptowania okrucieństwo. A także bezwzględność postępowania. Rzeczy, zwierzęta są poddane rygorowi użyteczności. Przynależą do tych, którym w tym momencie mogą służyć. Nieobecnym nie są przecież potrzebne. Widzimy, jak Dziewczyna w oczekiwaniu na powrót Pawła pracowicie sprząta dom, wyrzuca śmieci, ściele łóżko. Jakby go zasiedlała. „To będzie moje” – tłumaczy ojcu. Ale przecież później znajduje się w tłumie szabrowników. Mści się za porzucenie? A może szybko wchodzi w nową rolę, zgodną z obecną sytuacją. Nie ma Pawła. Nie będzie zatem gospodynią.

Tylko czy to ludzie są w tym filmie okrutni, a może okoliczności, w których przyszło im żyć? Społeczność sportretowana przez Sasnalów przypomina klasyczny już Durkheimowski opis więzi określanych jako solidarność mechaniczna, oparta na podobieństwie oraz na wspólnocie uczuć i wierzeń. Relacje zasadzają się na sankcjach oraz wspólnej świadomości zbiorowej, co jest charakterystyczne dla społeczeństw pierwotnych. Tyle że uderzający w tym filmie jest znaczący brak: w tej społeczności nie ma przywódców, tej części, która tradycyjnie wyznaczała kanony zachowania małych, wiejskich społeczności: przedstawicieli władzy, księdza, nauczyciela. Autorytety przestały funkcjonować.

Wieś bez sentymentów

Sasnalowie stworzyli obraz polskiej wsi dalece odbiegający od dominującego w ostatnich latach w polskim filmie. Nie są to Popielawy pokazywane w kolejnych filmach Jana Jakuba Kolskiego: w Jańciu Wodniku, Historii kina w Popielawach czy Jasminum. Nie jest to miejsce cudów, magiczności kryjących się w pozornej zwyczajności. Wieś Sasnalów nie przypomina także tej kreowanej na potrzeby masowego odbiorcy i znanej z popularnych seriali telewizyjnych – wsi, gdzie jest miejsce na biedę i drobnych, acz dobrodusznych, pijaczków, a małostkowość czy wybujałe ambicje władzy są pokazane tak „po ludzku”, jak w komediowym Ranczu. Ani też wsi z Plebanii, z jasnymi wyborami moralnymi wyznaczanymi przez miejscowego proboszcza, ks. Antoniego. To nie jest obraz wiejskiej społeczności, w której zło przychodzi z zewnątrz, jest intruzem, przybyszem „z miasta”, z którym jednak można sobie poradzić, odwołując się do dawnych, ustalonych zasad moralnych. Bohaterowie Z daleka widok jest piękny wydają się przede wszystkim obcy. To poczucie wzmacnia zastosowany sposób obrazowania. Wszystko jest tu z jednej strony filmowane „chłodnym okiem”, z drugiej – Sasnalowie niezwykle zmysłowo pokazują całą fizyczność rzeczywistości: brud, nieatrakcyjność swoich bohaterów, biedę, która – inaczej niż w wielu powstających obecnie fotografiach czy filmach – okazuje się mało fotogeniczna. Twórcy filmu są przede wszystkim obserwatorami, wyobcowanymi, ale uważnymi. Nie próbują psychologizować, „wchodzić w skórę” swoich bohaterów. Powstał obraz świata bez upiększeń i komputerowych trików. A jednocześnie wyrywkowy, skupiający się na szczegółach lub – przeciwnie, wybierający to, co ogólne. Niemal wszystko, co dramatyczne, pozostaje w filmie niedopowiedziane. Kadry Z daleka…są zresztą bardzo bliskie malarstwu Sasnala (który wraz z Aleksandrem Trafasem jest autorem…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wszyscy jesteśmy chłopami