Każda pamięć, czy to ukraińska, czy hiszpańska, czy też bośniacka, jest inna. Nie ma tu wspólnego mianownika i nie należy go szukać. Niemniej same dyskusje o pamięci, wymiana doświadczeń, są bardzo cenne – dzięki nim lepiej rozumiemy nasze własne problemy.
Nie ma wspólnego mianownika m.in. dlatego – mówił o tym prof. Hrycak – że omawiane konflikty przynależą do innych czasów historycznych. Pamięć przejawia się różnie w różnych krajach, różnie też wyglądają poszczególne drogi do pojednania.
Warto jednak mówić osobno o pamięci historycznej i wiedzy historycznej, tak by nie sugerować, że jedno i drugie jest tym samym. Pamięć historyczna to pamięć przeżyta albo poprzez żywy przekaz przechowana w kolejnych pokoleniach, cała reszta jest już natomiast historyczną wiedzą. Z pewnością w Europie winniśmy dążyć do tego, by czerpiąc z tej wiedzy wypracować jakieś wspólne stanowisko, nie przekreślające różnorodności. W przypadku pamięci historycznej napotykamy na problem jej przezwyciężania i nie ma tu jednej metody. Pojednanie, jak słusznie zauważył prof. Rotfeld, jest procesem, a nie czymś jednorazowym.
Sporo mówiliśmy o dialogu polsko-ukraińskim, o jego regresie. Pamiętajmy jednak, że jeśli wyjdziemy z założenia, że mamy tu do czynienia właśnie z procesem historycznym, to miejmy nadzieję, ten regres może zostać przezwyciężony. Na pytanie, dlaczego nie może dziś dojść do Krzyżowej polsko-ukraińskiej, nie znam odpowiedzi, ale nadzieję na polsko-ukraińskie pojednanie mogę mieć!
Ks. prof. Gudziak pytał, czy nie powinniśmy wspólnie kształtować i wypracowywać stosunku do Rosji. Przypomniał też założenie Giedroycia i Mieroszewskiego o niepodległej Ukrainie jako warunku niepodległej Polski, powtórzone potem przez Brzezińskiego. Na marginesie, krąg paryskiej „Kultury” wywarł ogromny wpływ na nasze myślenie o Ukrainie, Litwie i Białorusi. Moim zdaniem to właśnie dzięki „Kulturze” w Polsce na nowo nie odżył konflikt o granice wschodnie. Ale choć przyjmuję i zgadzam się z tą polityką, równocześnie stale zastanawiam się na tym, jak trudno pogodzić się Rosji z utratą Ukrainy i z obawą, że ta Ukraina się od niej odwróci. Oczywiście, wierzymy, że demokratyczna Rosja przezwycięży swój strach, kłopot w tym, że nim sama Rosja się zdemokratyzuje, minie jeszcze wiele czasu. Myśl prof. Gudziaka – żeby razem dokonać jakiegoś polsko-ukraińskiego namysłu na ten temat – bardzo mnie jednak zafrapowała. Taka inicjatywa byłaby niezwykle cenna i ciekawa, choć bardzo trudna. Wiele mówiliśmy też o Bośni. Zacznę od kwestii pokoju i traktatu z Dayton. Całkowicie się zgadzam, że ten traktat zakończył wojnę, rozlew krwi, ale zaproponowane w nim rozwiązania polityczne są fatalne. Przede wszystkim Dayton nie pozwala państwu bośniackiemu zaistnieć właśnie jako państwo. Zresztą wspólnie z Hansem Koschnickiem w pewnym momencie postulowaliśmy rewizję traktatu z Dayton, ale każda rewizja rodzi obawę – przede wszystkim Amerykanów, ale i Europejczyków – nowego otwarcia konfliktu wewnętrznego; brak rewizji doprowadził jednak do tego, że w Bośni trzy narodowości żyją obok siebie, a nie razem. I jedyną moim zdaniem sensowną perspektywą, która Bośni mogłaby pomóc, jest wejście…