W Polsce znano go słabo. Nic dziwnego, wszak był emigrantem, dziennikarzem BBC, antykomunistą – jego teksty już z tego choćby powodu okazywały się w kraju niecenzuralne. Ale istniał inny jeszcze powód jego publicystycznej nieobecności w PRL: dla „Tygodnika” był w swej krytyce Kościoła katolickiego chyba zbyt radykalny, natomiast gdzie indziej (np. w wolnomyślicielskich „Argumentach”) on sam publikować nie chciał nawet pod pseudonimem. Na szczęście istniała prasa emigracyjna: londyńskie „Wiadomości” oraz paryska „Kultura”, gdzie Pospieszalski przez wiele lat pojawiał się w wymyślonej przez Jerzego Giedroycia rubryce: „O religii bez namaszczenia”. Były też pisma angielskie, takie jak „The Tablet”, gdzie bardzo szybko się na nim poznano i – jako komentatora życia Kościoła – doceniono. O jego wojennych losach można by nakręcić film sensacyjny: ranny w bitwie nad Bzurą, trafił do obozu jenieckiego, skąd uciekł, przedostał się na zachód i wstąpił do brygady spadochronowej gen. Sosabowskiego. Następnie służył w SOE, brytyjskiej tajnej agencji rządowej, której zadaniem było m.in. wspomaganie ruchu oporu w państwach okupowanych – szkolił też polskich cichociemnych. W 1944 r. wziął udział w operacji Freston: wraz z kilkoma Brytyjczykami zrzucono go (jako tłumacza i radiotelegrafistę) na wschodnie tereny Polski; po trzech tygodniach wszyscy członkowie misji trafili w ręce Sowietów, cudem tylko unikając rozstrzelania. Pospieszalski – wzięty przez Rosjan za Anglika − wylądował na Łubiance, wolność zaś odzyskał dzięki zabiegom dyplomatycznym Brytyjczyków. Następnie przez Teheran i Kair z powrotem znalazł się w Londynie. Po wojnie pracował jako nauczyciel gimnazjalny…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.