Niemalże brewiarz to zaskakujący podtytuł – już na samym początku autor przestrzega nas, że książka nie jest tym, czym może się wydać na pierwszy rzut oka. Pierwszy rzut oka, czyli lektura spisu treści, skłania do podejrzenia, że trzymamy w ręku przewodnik po miastach, mniejszych i większych, a czasem całkiem nieznanych, w większości europejskich, poza dwoma wyjątkami: Buenos Aires i Nowym Jorkiem. Przy najlepszej woli jednak nie można tych miast przyporządkować do Europy Środkowej: Florencja, Moskwa, Dublin, Wilno, Berlin, Erywań, Baku, Wenecja, Paryż na pewno nie leżą w tej części świata, o której istnienie spierali się pisarze dwudziestowieczni. Jeśli zaciekawienie zwycięży początkową konfuzję, będziemy mieli okazję zanurzyć się w niewiarygodną autobiografię człowieka, który znał chyba wszystkich najważniejszych twórców wywodzących się z Europy Środkowej.
Francesco Cataluccio jest florentyńczykiem, filozofem z wykształcenia, pisarzem z powołania. Pisywał eseje, teksty naukowe z dziedziny historii idei, prace literaturoznawcze, ale też liczne polemiki prasowe czy reportaże. Był włoskim wydawcą książek Schulza, Gombrowicza, Herlinga-Grudzińskiego. Kilka lat temu ukazała się po polsku jego Niedojrzałość. Choroba naszych czasów. Gdyby ktoś nieuważny nie zwrócił uwagi na nazwisko autora, mógłby uznać, że „niemalże brewiarz” jest dziełem jakiegoś polskiego eseisty erudyty. Nie wiem, czy autor uznałby to za komplement, mnie jednak zaskakuje jego dogłębna, syntetyczna znajomość polskiej literatury i historii, realiów środkowoeuropejskich. Polacy przeważnie uwielbiają zajmujących się „nami” cudzoziemców, samo już zainteresowanie uznając za rodzaj komplementu.
Książka Cataluccia powstała z myślą o czytelnikach włoskich. Wypełnia ją miłość do tych dziwnych krajów środka Europy, zagadkowych i niezrozumiałych dla mieszkańców zachodnich połaci kontynentu. Łatwo się przekonać, że i polscy czytelnicy mają wiele do odkrycia w sprawie kultury swojego regionu. Amalgamat języków, narodów, tradycji, splątanych i często tragicznie podzielonych, w opowieści włoskiego polonofila odzyskuje spójność. Nie ma swoich i obcych, są wielcy przewodnicy, obywatele duchowej krainy, po której autor oprowadza nas w swoim brewiarzu.
Zastanawiałam się nad powodami fascynacji „naszym” światem. Odpowiedź znalazłam w cytowanym przez Cataluccia tekście Tadeusza Kantora o Wielopolu, miasteczku, w którym się wychował: „Po jednej stronie…