Subskrybuj
Historyk sztuki, doktorant Uniwersytetu Humboldtów w Berlinie.

Piękno i groza świata

<i>Wybór rozproszonych pism</i> Jerzego Nowosielskiego to lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika twórczości malarza. W Zagubionej bazylice znajdziemy m.in. wydobyte z archiwum nieznane programowe teksty.

„My żyjemy po potopie” – pisze Nowosielski w recenzji wystawy łódzkich malarzy z 1960 r. – „Poziom wód opada i odkrywa te same obszary, tak bardzo znane nam przed kataklizmem – lecz jakże inne zarazem”. Nie ma już miejsca, które wygląda tak samo jak wcześniej. Przemiana postrzegania rzeczywistości jest według malarza wynikiem duchowej przygody XX w., tzn. surrealistycznej rewolucji, która niejako unieważniła czas – uwolniła świadomość z pojmowania rozwoju sztuki jako postępu.
Spuszczona z łańcucha chronologicznych izmów i konwencji wyobraźnia pozwala dostrzec pod powierzchnią zmiennych form odwieczne prawdy. A skoro chrześcijańska antropologia zakłada, że ludzka kondycja została u początku zepsuta przez grzech pierworodny, sztuka staje się przejawem tęsknoty za utraconym stanem pierwotnej szczęśliwości. Ze swej natury przynależy więc do domeny sacrum.

Ikona i abstrakcja

Dążąc do oczyszczenia malarstwa z nawarstwiających się skojarzeń pojmowanych jako balast cielesności, Nowosielski przekracza widzialną rzeczywistość i odnajduje wolność w sztuce bezprzedmiotowej – „świetlistej mowie nieznanej”. Nie interesuje go jednak abstrakcja wykoncypowana, suma zimnych matematycznych operacji, lecz imaginacyjny dialog ze światem bytów subtelnych. Prawdziwy obraz ma być jak ikona: bramą do nieba.

„To, czego nie można dostrzec we własnym ciele, czego nie można przeżyć naprawdę w rzeczywistości cielesnej, a o czym marzymy, to możemy zbudować w świecie naszej wyobraźni i utrwalić w zapisie plastycznym (a także każdym innym). I tak powstały rysowane, malowane, rzeźbione, ale i opisane słownie marzenia o najwspanialszym, najpiękniejszym zwierzęciu, o najwspanialszym, najgroźniejszym wojowniku, o najpiękniejszej dziewczynie”.
Nowosielski – czytelnik pism Sołowjowa, Kierkegaarda, Szestowa – przez całe życie utyskiwał na miałkość polskiego życia intelektualnego i religijnego. Odnoszę wrażenie, że postrzeganie poglądów artysty jako wyjątkowo oryginalnych wynika w dużej mierze właśnie z ubóstwa i zapóźnienia rodzimego środowiska teologicznego, na tle którego zawsze pozostawał on zjawiskiem osobnym, rzadkim ptakiem.

W pismach malarza dość łatwo można dostrzec zapożyczenia, wiele w nich mętnych sformułowań, niekonsekwencji czy erudycyjnych potknięć. Ale nawet jeśli wyliczylibyśmy wszystkie zależności, zdekonstruowali rewolucyjność artystycznych oraz religijnych propozycji, czy wreszcie wykazali niedorzeczność osądów (jak choćby nazwanie Teorii widzenia Strzemińskiego stekiem bzdur), Nowosielski pozostanie jednym z naszych największych i niedocenianych rzeczników międzyreligijnego dialogu. Ekumenizm praktykował piórem i pędzlem.

Wschodnie skrzydło Kościoła

Jedną z głównych przyczyn naszego wrogiego stosunku do przejawów odmienności artysta widzi w rzymskim triumfalizmie. Upomina się o prześladowane, wyparte z polskiej kultury prawosławie – „wschodnie skrzydło Kościoła”. Przybliżając tradycję ortodoksyjnego malarstwa, potrafi jednocześnie nazwać współczesne szkoły pisania ikon pobożną archeologią, która ignoruje przemiany plastycznego języka. Praktykowanie artystycznego epigoństwa wyklucza autentyczną twórczość, dotarcie do wrażliwości dzisiejszego odbiorcy.
Gdy Nowosielski opowiada o historycznym dramacie unitów, odważnie piętnuje brak szacunku ze strony katolickich księży dla ich odrębności kulturowej wyrażającej się m.in. w liturgii. Nie oszczędza jednocześnie prawosławnej hierarchii i teologów, którzy w istnieniu Kościoła greckokatolickiego widzą nieusuwalną przeszkodę w międzywyznaniowym dialogu.

Niektóre jego szkice wydają się teologicznymi fantazjami, w których powtarzają się stałe problemy: sztuka, zło, niezawinione cierpienie, zbawienie, dramat zwierząt. Nowosielski upomina się o metafizyczną wrażliwość i piętnuje sztukę, która miast rozważać duchowe treści, rozróżniać radość od smutku, „wewnętrznej konieczności”, koncentruje się na czczych zabawach formą.

Artysta…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zamknięci w ideologiach