Subskrybuj
Hartmut Salmen, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy. Dziwny tekst o pisaniu i (nie)śmiertelności

Zawsze czułam jej obecność. Jest podszewką mojego języka. Spodnią warstwą mojej skóry. „Pod” to przedrostek kluczowy dla jej istnienia. Ona jest pod spodem, pod powierzchnią, pod tekstem. Ale można ją również określić za pomocą takich słów, jak: tuż obok, bardzo blisko, między nami. Między słowem i rzeczą. Bólem albo rozkoszą i słowami, które znaczą ból, rozkosz. Między wstrętem jako wzdrygnięciem ciała i słowem „wstręt”. Między mną i Inną. Ona ma własną wolę, ale nie istnieje beze mnie. Kim ja jestem? Tą-Która-Pisze. Ale nigdy nie jestem sama. Nie mogę jej okiełznać. Nie mogę kazać jej zamilknąć i zniknąć. Ale mam władzę nadania jej imienia. Nazywam ją Tą-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy.

Jeśli potrzebujecie haczyka, by zaczepić o niego nić swojej wyobraźni, przeczytajcie pierwsze wersy Utworu o Matce i Ojczyźnie Bożeny Keff: „śni mi się, że trzymam – stojąc na jakimś dworcu – / trzymam coś niedużego, jakby dziecko, może kilkuletnie, / ale to nie jest dziecko tylko kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący, / wije się szarpie, kłaki poplamione krwią, / muszę to trzymać, chronić przed upadkiem, czemu muszę nie wiem, / to się stało jakoś z zaskoczenia; trochę mi niedobrze / i trochę mi żal. Tu jakby rana, przy niej krew na kłakach, / śmierdzi spalenizną, pręży się szarpie (…)”. Ta- -Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy tu stoi – na jakimś dworcu – i trzyma to w dłoniach. To coś. Z daleka (już z odległości drugiego peronu) można nas z łatwością pomylić.

Zacytowane słowa z Utworu o Matce i Ojczyźnie mówi Usia. Jest Polką, Żydówką, córką. I trzyma w dłoniach Dziwną-Rzecz. Od niej zaczyna się opowieść córki Usi o matce Meter. Kto ją jej dał?
* * * W moim pokoju stoi czarno-białe zdjęcie bliźniaczek, których nie znałam, ale stanowią one część mojej rodziny z wyboru. Znalazłam je w albumie starej kobiety, do której mówiłam „ciociu”, chociaż nie łączyły nas więzy krwi. Wiele lat temu użyczyła mi pokoju w swoim domu i swojej historii. Zdjęcie zostało zrobione w latach 30. XX w. gdzieś w okolicach Grodna. Przedstawia ubrane na biało dziewczynki w wieku sześciu czy siedmiu lat. Stoją przytulone, wsparte o siebie ramionami tak blisko, jakby były zrośnięte. Widać je tylko do pasa. Mają krótkie włosy z grzywką, wielkie białe kokardy i poważne, niemal identyczne buzie. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się można zauważyć różnice między nimi. Ta z lewej jest zasnuta szarą mgłą i nie do końca wiadomo, czy należy do tego świata, czy już przeszła do krainy śmierci. Tak sobie nas wyobrażam: Tę-Która-Pisze i Tę-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy. Dary Tej-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy mogłabym różnie nazwać. Są więc niesamowite w sensie, jakie temu słowu nadał Sigmund Freud. W słynnym eseju Das Unheimliche z 1919 r. Freud, zainspirowany pracami Ernsta Jentscha na temat opowiadania Piaskun E.T.A. Hoffmana, opisał szczególny rodzaj rzeczy, które są jednocześnie bliskie i obce, znane i odpychające. Budzą wstręt, przerażenie, ale przyciągają wzrok. To, co niesamowite, u Freuda odsyła do nieświadomego zakazu, jest jego zniekształconą manifestacją, domagającą się interpretacji. Dziwne-Rzeczy, o których mówię, bliskie są także temu, co Julia Kristeva określiła w Potędze obrzydzenia jako abject: wyrzutek systemu symbolicznego. Nie przedmiot, nie podmiot, lecz rzecz odpychająca, na którą język polski ma piękne słowo„pomiot”. Czarci pomiot oznacza produkt jakiejś ciemnej siły, która wdziera się w nasz dzienny świat i zagraża ustalonemu porządkowi. Aby stać się podmiotem i wpasować w to, co uznane za normalne, trzeba odgrodzić się od pomiotu. Abject musi zostać w ukryciu, pod spodem, za płotem czy murem getta. Na straży porządku stoją kulturowe zakazy, w wypadku ich złamania grożą sankcje. Interesuje mnie tu najbardziej zakaz wewnętrzny, wszyty w psychikę i ciało, który sprawia, że bliskość Dziwnych- Rzeczy napełnia dreszczem. Są one Nie-Do-Pomyślenia. Polski język w tym wyrażeniu oddaje Freudowską niesamowitość, Kristevej wstręto-fascynację i – zakaz. To jest Nie-Do-Pomyślenia, czyli: trzymaj się z daleka. Nie przekraczaj tej granicy. Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy ma zakazy za nic. We wspomnianej rozprawie autora Totemu i tabu to, co niesamowite, oznacza powrót wypartego. Freud oczywiście upierał się w Das Unheimliche przy strachu przed kastracją. W historii Piaskuna to samo oznacza dla bohatera utrata wzroku. Niesamowity jest tu sam powrót strachu, który wydawał się przezwyciężony i zapomniany. Zostawiony w dzieciństwie. Drugim i bardzo ważnym dla mnie przykładem powrotu wypartego jest Freuda koncepcja mrocznego bliźniaka-sobowtóra. Freudowski Doppelgänger jest pochodną dziecięcego narcyzmu z okresu, gdy mamy skłonność do stwarzania wyimaginowanych braci lub sióstr. Zdaniem Freuda w ten sposób dziecko wyobraża sobie swoją nieśmiertelność. Ale podobna sytuacja, czyli nagłe podwojenie, uczucie, że tuż obok jest Doppelgänger, w dorosłym życiu jest niesamowita. Doppelgänger, jedna z największych fascynacji Freuda, w jego koncepcji łączy się także z formowaniem superego. Główny menadżer naszego świadomego życia tworzy swojego bliźniaka i na niego projektuje wszystko to, co musi wyprzeć, by sprawnie funkcjonować. Doppelgänger jest więc niesamowity również dlatego, że oznacza abject, to, co musiało zostać odrzucone. Z tego wynika dwojaki wniosek. Po pierwsze, Doppelgänger reprezentuje to, co nieakceptowane dla podmiotu, wszystkie cechy odróżniające go od „normalnych ludzi” i utrudniające „normalne” życie. Po drugie, Doppelgänger oznacza to, czym podmiot mógłby stać się, gdyby pozwolił sobie na bunt przeciwko normie. Moja bliźniaczka, Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy, jest dla mnie jednym i drugim. Ludowe opowieści ostrzegają, że kto raz zobaczył swojego sobowtóra, nigdy już się od niego nie uwolni. Dlatego że najstraszniejsza prawda o mrocznej bliźniaczce brzmi: jest ona cieniem mojej śmierci. Dar ma charakter syntezujący. „Raz w kula, zawsze w kula”, jak mawiają Trobriandczycy. Dająca i obdarowana stają się połączone więzami silniejszymi niż krew. Ta-Która-Przynosi-Dziwne-Rzeczy wie, że muszę coś z nimi zrobić, by znów mieć wolne ręce. Moje wolne ręce gotowe na kolejny „kosmaty jakiś strzęp wrzeszczący” to mój dar dla…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jezus Żydów