Subskrybuj

Dopóki śmierć…

„W dniu 28 zeszłego miesiąca, o godzinie 8ej wieczór, straszne lecz sprawiedliwe wyroki nieba rozłączyły mię z ukochaną moją małżonką (…)” – notuje Antoni Ostrowski. W chwili tragedii miał 31 lat, zmarła żona zaledwie 26: wielka miłość trwała „7 lat, 5 miesięcy i dni 13”.

Był rok 1813, a Europa, przeorana wojnami, pustoszona przez nędzę i głód, dla Polaków okazała się sceną upadku. Nieco wcześniej Ostrowski pisał do żony: „Klęska nasza jest wielka, owe świetne w ludziach położone nadzieje, po części już zniweczone lub bardzo oddalone. Z owych licznych, zwycięskich rot pozostały rozsypane, zgłodniałe bandy żołnierza, który ani wodza, ani porządku nie zna, tylko oddaje się rabunkowi” (s. 152). „Bieda Publiczna… Bieda prywatna… Bóg jeden pociechą” (s. 154) – te słowa napisze później, w zmienionych okolicznościach, ale mogły stanowić motto w roku 1813.

Ostrowski był wyrazistą postacią Księstwa Warszawskiego, Królestwa Polskiego, powstania listopadowego, uczestnikiem i komentatorem historycznych wypadków. Jako patriota polskie klęski brał boleśnie, ale w wydanych po raz pierwszy dziennikach wypowiada się jako człowiek prywatny. Historia pełni funkcję tła w pasowaniu się z osobistą tragedią. I właśnie intymność decyduje o fenomenie tych diariuszy – znakomitego, po raz pierwszy udostępnionego odkrycia Elżbiety Wichrowskiej. Dla filologów będą przyczynkiem do rozważań na temat polskiej intymistyki, ważnym dokumentem kultury I połowy wieku XIX, i to w tych obszarach, które dominacja tematu narodowego spychała na margines. Pokazują dom, małżeństwo, rodzinę, wielką miłość oraz jej stratę i wysiłek istnienia „po końcu świata” – bo tym dla autora była przedwczesna śmierć żony.

Zacytowałam słowa o „strasznych lecz sprawiedliwych wyrokach nieba”, bo taka postawa mało jest dziś popularna. Nawykliśmy do przeświadczenia, iż szczęście nam się należy, jest normą ludzkiego życia, a jeśli coś je niszczy, są to „wyroki niesprawiedliwe” – losu, nieba, ludzi, przypadku. Niezwykły traf, jakim dla Antoniego i Józefy był dar ich spotkania, padł w świecie, gdzie człowiek pamiętał o kruchości dobrej doli i wszechobecnym bólu, a Hioba miał za uniwersalną figurę ludzkiej kondycji. Ostrowski pisze o sobie: „Ten, którego szczęściu niedawno zazdroszczono… tak jest nędzny, iż zasługuje na ten sentyment od drugich” (s. 325).

Małżeńskie szczęście Ostrowskich od początku – choć wiedzą, że to miłość „raz na tysiąc lat” – przeżywane jest ze świadomością, iż nawet zaspokojenie najdroższych uczuć, „dogodzenie najprzyjemniejszym namiętnościom” pozostawia w sercu człowieka „vacuum, czczość, która Bogiem zapełniona być może” (s. 261). Ich miłość rozgrywa się we wszystkich…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Władza w Kościele