Subskrybuj

Myślenie jest rzeczą groźną

Ogromnie trudno opuścić zamknięty, ciepły kokon wspólnej i powszechnie obowiązującej prawdy. Samodzielne myślenie jest groźne. Posuwamy się do przodu, niejednokrotnie cofając się. Czyż bowiem ukrytym pragnieniem nie jest powrót do przeszłości, do krainy myślowych gotowców.

Istota ludzka wyróżnia się tym, że jest obdarzona indywidualną świadomością. Człowiek może myśleć samodzielnie, i na tym polega jego podstawowa, a jednocześnie jakże groźna zdolność. Korzystanie z niej sprawia, że człowiek wystawia się na tysiące niebezpieczeństw.

We wszystkich cywilizacjach podkreśla się znaczenie samodzielnego myślenia oraz zagrożeń, jakie ono wyzwala. Przytoczę może jedynie dwa przykłady z odległej przeszłości. Najpierw najlepiej nam znany: postacie Antygony i Sokratesa, oboje skazano na śmierć za to, że odważyli się myśleć inaczej. Fakt, że Antygona była małą i delikatną dziewczynką, a do tego prawdopodobnie również anorektyczką, świadczy o tym, że człowiek, nawet najbardziej kruchy, jest w stanie myśleć samodzielnie i wbrew wszystkim. Drugi przykład pochodzi z dalekich stron, co jeszcze bardziej pozwala ukazać uniwersalność tej idei. Li Zhi, chiński pisarz żyjący w XVI w., odważył się zebrać teksty historyczne i zaproponować ich własną analizę, bez wcześniejszej zgody ówczesnych władz. Napisał dwie książki, zatytułowane Księga palenia oraz Księga ukrycia. Książki te były, rzecz jasna, zakazane, a ich autor w końcu popełnił samobójstwo w więzieniu; przed śmiercią zdążył jednak napisać tekst Regard ému sur ma vie („Ze wzruszeniem patrzę na swoje życie”), w którym czytamy: „Przeżyłem tak wiele upokorzeń, tak potwornie mnie szykanowano, że gdyby całą ziemię zamienić na czarny atrament, nie wystarczyłoby go, aby spisać wszystkie moje nieszczęścia”1. Oto czym jest odwaga myślenia, która, jak widać, istnieje nie tylko na Zachodzie.

W cywilizacji judeochrześcijańskiej myślenie indywidualne stanie się nie tylko czymś naturalnym, ale i koniecznością moralną. Chcąc to wykazać, możemy się odwołać do pięknych fragmentów zaczerpniętych ze św. Pawła poświęconych „człowiekowi wewnętrznemu”. To, że w każdym z nas istnieje „człowiek wewnętrzny” myślący samodzielnie i w tajemnicy, wywyższa nas, ale też budzi niepokój, gdyż oddala od ludzkiej wspólnoty.

„Człowiek wewnętrzny” to nie umysł, który bawi się sam ze sobą i uprawia gierki słowne, żonglując różnymi pojęciami… Chociaż ma wolność myślenia, nie jest wolny w takim sensie, że „wszystko jest możliwe” i że mógłby myśleć sobie cokolwiek bądź. Chcę przez to powiedzieć, że „myślenie” nie jest tożsame z „wyobrażaniem sobie”. Nie można myśleć o świecie tak, jak pisałoby się powieść będącą fikcją literacką – w co wydają się wierzyć przedstawiciele niektórych nurtów nihilistycznych od Diogenesa przez markiza de Sade’a aż po Michela Foucaulta.

W życiu ukierunkowanym na działanie wolność nie jest niczym innym jak wyborem odpowiedzialności. W życiu duchowym z kolei wolność oznacza dojmujące poszukiwanie prawdy. Wolny umysł to umysł otwarty na prawdę. A taka postawa wymaga odwagi. Św. Augustyn napisał w Wyznaniach: ludzie „kochają prawdę, gdy ich oświeca; nienawidzą jej, gdy im wykazuje ich błąd”2. Już samo to świadczy o tym, jak bardzo prawda jest niebezpieczna: chciałoby się, aby nie wydobywała wszystkiego na światło dzienne; nad tym promieniem światła nie sposób jednak zapanować (choć wielu podejmuje takie próby).

Do czego może być potrzebny intelektualista, jeśli nie do poszukiwania prawdy? Poszukiwanie prawdy czyni wolnym, gdyż uwalnia od pewników narzucanych przez władzę, od przyzwyczajeń i przesądów. Jesteśmy żebrakami prawdy i to najlepszy los, jaki mógł nas spotkać, gdyż dzięki temu unikamy arbitralności oraz różnych partykularyzmów.

Status autonomicznego podmiotu wymaga, by wycofać się, aby móc naprawdę myśleć. Wolny umysł zachowuje w stanie nienaruszonym tę zdolność wycofania się i nabrania dystansu, której wymaga liberum examen, a więc całkowita swoboda intelektualnych poszukiwań. Dlatego właśnie dyktatury oraz wszelkie formy moralnego porządku starają się w jak największym stopniu utrzymać jednostki w tłumie tak, aby uniemożliwić osiągnięcie dystansu. W tym sensie dobrze pojęta demokracja opiera się na wolnych umysłach, których samotność symbolizuje kabina do głosowania. Człowiek musi odłączyć się od wspólnoty, aby myśleć. W sferze myślenia każdy umysł jest wewnętrznym strażnikiem poszukiwania prawdy, która jest uniwersalna. Co więcej, ponieważ poszukiwanie prawdy wymaga zazwyczaj porzucenia innych pożądanych dóbr (np. dobrego imienia), nie może się ono dokonywać w centrum władzy, a więc tam gdzie znajduje się potęga i sława. Kant słusznie zauważa, że udział w sprawowaniu władzy nadwyręża nieuchronnie wolność sądzenia. Myślenie jest więc poświęceniem.

Marginalność, która stanowi słabość dla politycznych społeczeństw i może być brzemieniem lub przedmiotem dumy dla artysty bądź też klęską dla podmiotu gospodarczego, świadczy – wręcz przeciwnie – o godności umysłu, który wykorzystuje wszystkie swoje zdolności właśnie dzięki przyjęciu odpowiedniego dystansu.

Oświecenie a pod miot myślący

Myślenie indywidualne jest u nas czymś uprawnionym, a nawet nagradzanym, gdyż wpisuje się ono w religię słowa (a nie w religię Księgi), w logos i w dialog; ludzie są hermeneutami, interpretatorami stworzenia. Prawda zawsze pozostaje niepewna, wciąż trzeba podejmować ryzyko w imię niepewnego, czegoś kruchego i wątpliwego zarazem. Stąd potrzeba odwagi. Stąd również niebezpieczeństwo. Salto mortale, jak mawiał Jacobi.

I właśnie temu salto mortale zawdzięczamy nadejście demokracji. Gdyby prawda na temat wspólnego dobra nie była tak zmienna, niepotrzebna byłaby debata, zaś do rządzenia społeczeństwami wystarczyłaby solidna autokracja lub technokracja.

Temu samemu salto mortale zawdzięczamy rozwój nauki poprzez odejście od utartych ścieżek myślenia: od komfortu stereotypów i schematów myślowych. Koestler doskonale opisał w Lunatykach, jak bardzo pierwsi naukowcy byli pogardzani i wygwizdywani. Nazywa tekst Kopernika „książką, której nikt nie przeczytał”. Przykłady moglibyśmy mnożyć. Pamiętamy, że Mendel, genialny wynalazca genetyki, wygłaszał wykłady przed publicznością, która ziewała i natychmiast o wszystkim zapominała. Powszechna opinia nie lubi nowości.

Sposób myślenia, który wyklucza determinizm i pewność, jest stale konfrontowany z koniecznością wyrzeczenia się samego siebie: człowiekowi naprawdę wolnemu – powiedział gdzieś Valéry – nie zależy przesadnie na własnych opiniach; może z łatwością się ich wyrzec, jeśli wydają mu się sprzeczne z prawdą. Tak samo zresztą jak może wyrzec się stereotypów. Stąd współistniejący niepokój oraz ustawiczny dyskomfort, które charakteryzują wolnego człowieka.

To antropologia „człowieka wewnętrznego” umożliwiła nastanie oświecenia. Niezależne myślenie oznacza odejście od holizmu. W społeczeństwach holistycznych jedynie nieliczni są do tego zdolni (Sokrates). Ale judeochrześcijaństwo inauguruje antropologię, w której przyjmuje się, że wszyscy powinni być w stanie myśleć samodzielnie.

W niewielkim dziele zatytułowanym Co to jest Oświecenie? z 1784 r. Kant opisuje oświecenie jako proces, dzięki któremu człowiek wydobywa się ze swojej niedojrzałości, aby posłużyć się własnym rozumem. I powtarza za Horacym słowa: Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się własnym rozumem! Występuje w obronie panującego w tym czasie poglądu: proces ten jest spełnieniem powołania umysłu człowieka, które do tej pory pozostawało ukryte i istniało jedynie w postaci wirtualnej: „powołaniem każdego człowieka jest samodzielne myślenie”. Powołaniem ludzkiego umysłu jest samodzielne poszukiwanie prawdy w samotności, nie zaś w cieniu mentorów. Jeśli nie chce w sposób bierny wykorzystywać swojego rozumu, musi porzucić gotowy dyskurs i formułki myślowe klerków, od których nie jest wolne żadne społeczeństwo. W Krytyce władzy sądzenia Kant dokonuje pewnych uściśleń, podając je w formie maksym. Poza tym, że wolny umysł „myśli samodzielnie”, jest on także zdolny „myśleć, wstawiając się na miejsce każdego innego człowieka”3, inaczej mówiąc, może zapożyczać wszystkie inne punkty widzenia, aby skuteczniej poszukiwać prawdy – podczas gdy myśl dominująca wypowiada gotowe sądy, nie biorąc pod uwagę konkretnej sytuacji. Jedynie nabranie dystansu pozwala na tymczasową wszechobecność. Wreszcie myślenie „w zgodzie z samym sobą” oznacza, że umysł czuwa nad tym, aby człowiek żył tak, jak myśli, co staje się niemożliwe, gdy osąd jest heteronomiczny, gdyż życie ma swoje wymogi. Myślenie „bez przesądów” (samodzielne myślenie) uwalnia się od ośrodków władzy, gdzie pewne instancje myślą za wszystkich. „Myślenie rozszerzone” (a więc myślenie polegające na postawieniu się na miejscu każdego innego człowieka) pozwala obrać za punkt wyjścia każdy inny punkt widzenia, nie tylko zaś centralny punkt widzenia podmiotu. Myślenie „konsekwentne” (w zgodzie z samym sobą) uznaje samo siebie za centrum myślenia i centrum skoordynowanego z nim działania.

Oświecenie odpowiadałoby zatem stopniowemu pojawianiu się podmiotu myślącego, umysłu zdolnego do myślenia poza myśleniem zbiorowym. Chociaż ten rodzaj umysłowości zawsze istniał – być może stanowiąc wyjątek – to nowoczesność sankcjonuje tę zdolność jako cechę właściwą dojrzałej ludzkości: Juan Luis Vivès i Comenius już w XVII w. pisali, że każdy powinien móc nauczyć się myśleć samodzielnie, gdyż każdy jest powołany i zdolny do tego, by być nie tylko osobą godną, lecz również niezależnym podmiotem.

Jednak ogromnie trudno opuścić zamknięty, ciepły kokon wspólnej i powszechnie obowiązującej prawdy. Samodzielne myślenie jest groźne. Posuwamy się do przodu, niejednokrotnie cofając się. Czyż bowiem ukrytym pragnieniem nie jest powrót do przeszłości, do krainy myślowych gotowców.

Moda na stadne myślenie Nic nie pozwala nam sądzić, że oświecenie uwolniło indywidualną myśl od grożących jej niebezpieczeństw. W czasach gdy autokratyczne reżimy upadają i gdy rozwija się demokracja, to właśnie opinia większości zajmuje miejsce autokracji, narzucając jednostce określony sposób widzenia. Mamy zatem do czynienia z sytuacją paradoksalną: w epoce, w której nikt nie musi przyjmować przekonań ojca, Kościoła czy państwa za własne, ludzie wykazują się bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości instynktem stadnym. Podczas gdy, być może po raz pierwszy w historii, każdy może myśleć, co chce, zauważamy, że niemal wszystkie umysły intonują wspólnie tę samą…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Imperialne oblicze Rosjan