15 lipca 2014, wtorek
„Cywilizacja życia” i „cywilizacja śmierci” to dwa symboliczne zawołania, które od pewnego czasu pojawiają się w głosach opinii publicznej, używane z coraz większym naciskiem. Pierwsze jest apoteozą wartości, jaką ma być życie; drugie traktuje się jako tej wartości zaprzeczenie i groźną perspektywę nihilizmu. Coraz częściej zapytuję siebie: czy to jedyne, co można wyczytać z obu haseł? Czy nie są to także dwie strony tego samego medalu egzystencji ludzkiej i żadna z tych stron nie jest tylko wspaniała ani tylko czarna? Człowiek jest istotą stworzoną, obdarzono go życiem. Od początku nosi w sobie nieugaszone poczucie i potrzebę trwania ponad swój byt ziemski – ma w sobie jakąś wiarę w nieśmiertelność – a równocześnie od początku świata aż po jego kres każdy człowiek wie, że musi umrzeć. To jedno tylko: śmierć – jest w naszym życiu pewnością ponad wszelką pewność. Wszystko inne pozostaje niewiadomą, niezależnie od ludzkich marzeń i dążeń. Bóg-Człowiek, zjawiając się w świecie stworzonym, także poddał się śmierci. I tylko On jeden pokazał człowiekowi przyszłą perspektywę pośmiertną, czyli zmartwychwstanie. Ale życie wieczne to dla nas dalej tajemnica i nie ma nikogo, kto by ją nam odsłonił. Nie wrócił nikt nigdy z tamtej strony, żaden wskrzeszony przez Chrystusa nie powiedział ani słowa o sobie z tego wymiaru, z którego został cofnięty.
Książkę Jima Bishopa Dzień, w którym umarł Chrystusprzeczytałam tylko raz. Nie potrafiłam wracać do relacji medycznej, pokazującej w każdym szczególe, jak straszna była tortura ukrzyżowania człowieka. Od czasu poznania tej lektury nie mogłam już jednak wizerunku krzyża traktować wyłącznie symbolicznie, bo fakt niewyobrażalnego cierpienia Boga- Człowieka narzucał mi się bezlitośnie. W dziejach stworzenia konflikt z przykazaniem „nie zabijaj” jest jednym z najbardziej dojmujących. Nic nie budzi nadziei, że kiedyś zgaśnie. Usprawiedliwień były zawsze tysiące. Wojnom, a więc zabijaniu, nadawano wzniosłe uzasadnienia. Więcej: aż nadto mamy doświadczeń, gdy właśnie w zabijaniu życia widziano upragniony sens i cel. Nie w życiu, ale w śmierci… Zakres władania życiem i śmiercią poddanych to najdotkliwszy wymiar potęgi władzy – można było karać nie tylko odebraniem życia ale, co przerażające, jego przedłużaniem. W tym zawiera się piekielna tajemnica tortury: „umieraj powoli”… Można było również okazać łaskę właśnie w skróceniu życia. Hanna Malewska w opowiadaniu Sir Tomasz More odmawia…