Subskrybuj
Historyk sztuki, krytyk. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”.

Dochodzenie w sprawie zbrodni

MOCAK po raz kolejny śledzi relacje, w jakie z innymi sferami życia wchodzi sztuka. Po historii, sporcie i ekonomii przyszedł czas za zbrodnię. Powstała jedna z najbardziej intrygujących wystaw przygotowanych przez to krakowskie muzeum.

Wyobrażenia przestępstw, zabójstw i rozmaitych ludzkich tragedii w sztuce mają ogromną tradycję. To truizm, który jednak trzeba przypomnieć. Przedstawienia te pełniły rozmaite funkcje, od religijnych, poprzez moralizatorskie, po upamiętnianie. Zmieniały się formy i funkcje tych przedstawień. Ich niezwykłym przeglądem – chociaż ograniczającym się do dwóch wieków – była starannie przygotowana wystawa Crime et châtiment zorganizowana w 2010 r. przez paryskie Musée d’Orsay. Stworzona przez byłego ministra sprawiedliwości Francji Roberta Badintera, który doprowadził do zniesienia w tym kraju kary śmierci, oraz znanego historyka sztuki i krytyka Jeana Claira, pokazywała spojrzenie artystów na zbrodnię, poczynając od rewolucji francuskiej aż po 1939 r. Z dzieł m.in. Williama Blake’a, Francisco Goi, Théodore’a Géricaulta, Paula Cézanne’a, Pablo Picassa i René Magritte’a stworzono opowieść o gwałcie, kamienowaniu, dekapitacji, kanibalizmie i maszynach tortur, ale też postrzeganiu zbrodni i karaniu za nią.

Obrazy przemocy

„Śmierć i seks mają udowodnić uprzywilejowanie sfery sztuki” – mówił przy okazji tej wystawy Badinter. „Odkryłem – dodawał – że tym, co interesuje artystę, jest naruszenie podstawowych zakazów, świętokradztwo, seks, śmierć”. Jest w tych słowach pewna przesada. Jednak wystawa w Musée d’Orsay dobrze – i po raz pierwszy w tej skali – pokazywała jeden z istotnych aspektów twórczości ostatnich stuleci. Zbrodnia w sztuce w krakowskim MOCAK-u odwołuje się nawet do dawniejszych czasów. Jednak umieszczenie na wystawie reprodukcji (sic!) XVII-wiecznego obrazu Holendra Jana van Bijlerta oraz płócien Jana Matejki czy Franciszka Żmurki to, delikatnie mówiąc, nieporozumienie. Przedstawień przemocy w sztuce poprzednich wieków nie sposób zaprezentować za pomocą trzech fotograficznych wydruków dość przypadkowo wybranych prac.

Szczęśliwie to margines ekspozycji. Większość prac zgromadzonych w MOCAK-u powstała od lat 60. XX w. Dzięki temu Zbrodnia w sztuce tworzy dość zwartą całość. Jednak jej największą wartością jest to, jak celnie zauważył w swoim blogu Edwin Bendyk, że ekspozycja, „choć dostarcza mocnych wrażeń, nie polega jednak na prostym epatowaniu spektakularnością zbrodni”. Pozwala natomiast przyjrzeć się temu, jak zmieniło się postrzeganie zbrodni w ostatnim półwieczu, obalanie kolejnych tabu, obecności przestępstw w kulturze masowej, wreszcie spojrzenie na zło i jego źródła. Dotyka też problemu karania za zbrodnie – nie tak dawno przecież zaczęto odchodzić od kary śmierci. Jedną z najważniejszych prac na wystawie są seriografie Andy’ego Warhola z cyklu Krzesło elektryczne (1971). W pustym pomieszczeniu stoi fotel, na którym uśmierca się skazańców. Widz jest pozostawiony sam na sam z narzędziem egzekucji.

„Zbrodnia ma dwa źródła: albo jest efektem »mniejszych « zbrodni, rzadko karanych, bo dokonywanych w zaciszu domowym na słabszych, którzy potem szukają odwetu na społeczeństwie, albo wynika z podjudzania ze strony polityki i religii. Zbrodnia odkrywa wielkie »bogactwo« zła, jakie w nas tkwi” – podkreślają twórcy wystawy. Można spierać się o tę próbę pokazania genezy przestępstwa (podobne generalizacje nieuchronnie są ułomne). Jednak – mimo takich deklaracji – na wystawie trudno doszukać się przykładów zbrodni popełnianych w imię religii i polityki, a przecież także dzisiaj do nich dochodzi. Przeoczenie? A może świadectwo zmian społecznych i zainteresowań samych artystów, chociaż bez problemu można wymienić wybitne filmy poświęcone takim zbrodniom. Podobnie próżno szukać tych popełnianych w imię szlachetnych ideałów. Morderców idealistów, których symbolem u progu nowoczesności stała się Charlotte Corday uśmiercająca Marata dla – jak tłumaczyła – „dobra i spokoju Francji”.

W MOCAK-u oglądamy przestępstwa popełniane bez jakichkolwiek ideologicznych czy religijnych uzasadnień. Nie są przez to mniej przerażające, także za sprawą banalności ich sprawców. I dla niektórych – nie mniej pociągające.

Złowieszcze piękno

Jean Clair powiedział o wystawie w Musée d’Orsay: „Czy ta sztuka może w jakiś sposób zbawić od horroru przez uczynienie go pięknym? Niezupełnie. Czy ta sztuka może produkować piękno z okropieństwa i śmierci? Tak, ale nie w zwyczajnym znaczeniu słowa piękno: raczej poprzez zaoferowanie nam najgłębszego z możliwych sensu, o co w życiu chodzi”.

Jednym z największych problemów sztuki jest właśnie pokusa estetyzacji przemocy, łączenie piękna i grozy, tak bliskie romantykom i wielu późniejszym estetom.

Czy jesteś, Piękno, z nieba czy też z piekła rodem?

W twym spojrzeniu anielskim i szatańskim płynie

Cnota mącona zbrodnią, przesyt truty głodem,

Możesz przejrzeć się w sobie jak pragnienie w winie.

Tak pisał w Hymnie do pięknaCharles Baudelaire (wiersz w przekładzie Zbigniewa Bieńkowskiego). Oprócz tej fascynacji złowieszczym pięknem jest jeszcze pokusa ukazywania zła jako widowiska, na czym często żeruje współczesna telewizja. Co ciekawe, na wystawie niewiele jest przykładów owej estetyzacji przemocy. Do wyjątków należą zdjęcia z cyklu Kostnica (1992) Andresa Serrano, przejmujące i jednocześnie wizualnie wyrafinowane fotografie przedstawiające zamordowanych mieszkańców Nowego Jorku. Poszczególne…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Imperialne oblicze Rosjan