Zdziwił się własną reakcją: przecież ten młody ferraryjczyk z żydowskiej rodziny wraz z innymi chłopcami co niedzielę czatował na wychodzące z sumy dziewczyny. Gwałtowna zmiana sytuacji politycznej wyostrza podziały, zaburza ład, który panował pomimo kulturowych różnic i pozornych sprzeczności. Złote okulary to poniekąd dydaktyczna powiastka o rozmaitych formach lęku przed obcym oraz o cierpieniu wykluczonych – zawsze tym samym, niezależnie od przyczyny. A także o tym, jak trudno się wyłamać z panujących konwencji, trafić do mniejszości lub choćby stanąć po jej stronie.
Ferraryjski laryngolog Fadigati cieszy się szacunkiem lokalnej śmietanki. Jest kulturalny i kompetentny, ale wyróżnia go jakiś egzotyczny rys: „Podobały się jego maniery, uprzejme i dyskretne, jego widoczna bezinteresowność, rozsądna wyrozumiałość dla najbiedniejszych chorych. Ale bardziej jeszcze od tych powodów za rekomendację służył mu sam wygląd: te okulary w złotych oprawkach, połyskujące miło na ziemistych, wygolonych policzkach, ta nie szpecąca go bynajmniej tusza”. Znajomość medycznej sztuki wynosi doktora ponad przeciętność, zaś nadwaga czyni bardziej ludzkim. Fadigati jest poniekąd salonowcem i człowiekiem środka: należy do dwóch miejscowych klubów i chociaż deklaruje się jako „apolityczny z natury”, przyjął legitymację, którą mu wcisnął sekretarz partii faszystowskiej.
Fadigatiemu brakuje tylko żony; miejscowi swaci wkrótce się jednak orientują, że żadna kandydatka nie nada się dla samotnika, który nocami błądzi po podejrzanych zaułkach. Upodobania lekarza współtworzą jego aurę i są pikantnym tematem dla plotkarzy: można z nimi żyć, dopóki pozostają tajemnicą poliszynela. Skandal wybucha dopiero, kiedy Fadigati pojawia się na plaży z utrzymankiem, który swoją pozycję potrafi cynicznie wykorzystać. Uważany dotychczas za dżentelmena doktor staje się nagle odpychającym, ostentacyjnym degeneratem. Upadek odbija się nawet na jego aparycji: rosnący brzuszek nie jest już wzruszającym śladem słabości, lecz znakiem nieumiarkowania. Podczas ostatniego spotkania z narratorem lekarz przyznaje, że ciało mu ciąży, zaś elegancki wizerunek przemienił się w odpychającą maskę: „Gdybym chociaż mógł ubierać się inaczej! Ale czy widzi mnie pan bez tego kapelusza… tego palta… tych okularów właściwych osobie zamożnej? A z drugiej strony czuję się w tym stroju taki śmieszny, groteskowy, absurdalny!”.
Czasy nie sprzyjają Fadigatiemu: życzliwemu ludziom, obojętnemu wobec politycznych szumów. Adwokatowa Lavezzoli swoim „przenikliwym głosem” komentuje ekscesy doktora, a jednocześnie podgląda morską kąpiel Duce oraz ogłasza, że prześladowania Żydów mogą być wyrazem bożego gniewu. Narrator czuje się coraz bardziej odizolowany, chociaż zwolennikiem Mussoliniego jest jego ojciec: „Jak tylu innych włoskich Żydów z jego pokolenia, ojciec mój, wróciwszy z frontu w 1919 roku, też wstąpił do Partii Faszystowskiej. Był zatem faszystą od pierwszej chwili i takim w gruncie rzeczy pozostał, mimo swej łagodności i uczciwości. Ale odkąd Mussolini po początkowych kłótniach zaczął dogadywać się z Hitlerem, zrobił się niespokojny”.
Oznaki dyskryminacjiJesienią 1943 r. 183 ferraryjskich Żydów zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych. Wrócił tylko jeden: wokół tego epizodu Bassani osnuł swoje opowiadanie Una lapide in via Mazzini („Tablica przy via Mazzini”, opowiadanie dotąd nieprzetłumaczone na jezyk polski). Nazwisko Geo Josza pochopnie wyryto na pamiątkowej tablicy. Tymczasem jego ocalenie przypomina o koszmarze, uwiera tych, którzy przyjęli faszystowski reżim czy wręcz skorzystali na nieszczęściu Żydów. Nie rozumieją, że Josz jest opuchnięty z długotrwałego głodu. Sądzą raczej, że umiał się w obozie ustawić. Ferraryjczycy wierzą w leczniczą działalność czasu; pośpiesznie zamurowują ślady po pociskach w zamkowym murze….