Teatry starają się mieć swoich autorów! A jeśli nie autorów, to przynajmniej dramaturgów, którzy często przynoszą nowe albo przetwarzają stare teksty w taki sposób, aby sprawiały wrażenie prapremierowych. Potrzeba zagrania nowości jest teraz najistotniejsza, ważniejsza nawet od tego, czy to, co się zagra, jest najlepszym z możliwych wyborem. Stan takiej obfitości prapremier obserwujemy mniej więcej od dekady.
Lata przełomu
W pamiętnym 1989 r. nasze teatry grały Ciężkie czasy Michała Bałuckiego, a tylko na nielicznych scenach można było dostrzec, że coś przełomowego się w naszej rzeczywistości dzieje. Wiosną tegoż roku dwa teatry pokazały niedopuszczanego dotąd przez cenzurę Obywatela Pekosiewicza Tadeusza Słobodzianka opowiadającego odkłamaną historię marca 1968. Najpierw spektakl pokazywany był w Teatrze Polskim w Bydgoszczy w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego, potem miał oficjalnie uznawaną przez autora premierę w Teatrze Jaracza w Łodzi w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Pod koniec roku Krzysztof Zaleski w warszawskim Ateneum pokazał swoją adaptację Małej apokalipsy Tadeusza Konwickiego. Najciekawsza i najwięcej o nas wtedy mówiąca okazała się premiera z początku 1990 r. XVII-wiecznego autora Jędrzeja Kitowicza Opis obyczajów, czyli… jak zwyczajnie wszędzie się miesza złe do dobrego z Teatru STU w Krakowie. Mikołaj Grabowski bowiem niezwykle trafnie rozpoznał nie tylko stare, stereotypowe zachowania, ale także najstarsze, płytko – jak się okazało – skrywane emocje, które w nowej sytuacji, w nowym czasie wybuchły ze zwielokrotnioną energią.
W miesięczniku „Dialog” w tamtym czasie drukowano m.in.: Henryka Bardijewskiego Ostatnią noc radości (1989), Stanisława Bieniasza Biografię (1990), Janusza Głowackiego Fortynbras się upił i Polowanie na karaluchy (obie w 1990, później dość chętnie wystawiane), Ryszarda Marka Grońskiego 1989, wcześniej przez Leszka Kołakowskiego napisanego Fausta (1989), Jana Krzysztofczyka Krzyk (1989) i Podział (1990), Tomasza Łubieńskiego Historię z psem (1989), Piotra Tomaszuka i Tadeusza Słobodzianka Turlajgroszek (1990), dobrze po latach pamiętane ich wspólne przedstawienie.
W sezonie 1989/1990 nasze teatry, nadrabiając stracony czas, pieczołowicie wystawiały sztuki Sławomira Mrożka. W tamtym sezonie pojawiło się ponad 30 tytułów nowszych i starszych jego utworów, jakby w nagrodę za nieobecność spowodowaną decyzjami politycznymi. Zresztą, po latach absencji, Mrożek pojawił się w listopadzie 1987 r. na prapremierze swojego Portretu w Teatrze Polskim w Warszawie, jako gość Kazimierza Dejmka, reżysera tego przedstawienia, i w przerwach długo, systematycznie podpisywał programy i cierpliwie, dyskretnie prowadził powitalne, niekończące się dialogi z widzami. Ale nawet tak intensywna obecność Mrożka nie odmieniła w zasadniczy sposób proporcji dominującej klasyki do nikłej współczesności na naszych scenach.
Zachęta sztuk współczesnych
Kto jak kto, ale Kazimierz Dejmek, wieloletni dyrektor teatrów, a później minister kultury, doskonale wiedział, że bez szczególnego impulsu, bez nadzwyczajnego wsparcia nasze teatry nie mają szans na mówienie głosem nowych dramatopisarzy. Należało zatem coś zrobić. Kilka lat później, w sezonie 1994/1995 minister Dejmek zainicjował i powołał do życia Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Podstawowym celem konkursu było zachęcenie teatrów do wystawiania rodzimych sztuk współczesnych, a służył temu bardzo skutecznie od początku powszechnie dostępny system refundacji kosztów poniesionych na ryzykowne, często prapremierowe przedsięwzięcia. Dodatkową atrakcją konkursu miało być (i było!) wyłanianie finalistów i poddawanie ich indywidualnej ocenie specjalnego jury przyznającego nagrody za dokonania artystyczne.
Podstawowe warunki były dwa: miała być to sztuka w pełni oryginalna i powstała nie dawniej niż w ostatnich 40 latach. Przy czym do udziału dopuszczano także adaptacje sceniczne nowej prozy, a na początku też rozmaite, zmodyfikowane czy odnowione, autorskie wersje np. starych bajek. Mimo dość liberalnych kryteriów w pierwszych edycjach nie było ani wielu nowych nazwisk, ani tym bardziej oryginalnych utworów. Za to po pierwszej edycji uhonorowano dwu bardzo wybitnych twórców: Tadeusza Różewicza i Sławomira Mrożka. Ze sztuk Różewicza pokazano obsypany nagrodami dramat Stara kobieta wysiaduje z jeleniogórskiego Teatru Norwida w reżyserii Andrzeja Bubienia i Białe małżeństwo z Teatru Nowego w Łodzi w reżyserii Jacka Chmielnika. Sławomir Mrożek został nagrodzony za Miłość na Krymie, wystawianą w krakowskim Starym Teatrze w reżyserii Macieja Wojtyszki, w warszawskim Współczesnym zrealizowaną przez Erwina Axera i w Teatrze Żeromskiego w Kielcach w reżyserii Piotra Szczerskiego.
W pierwszej dekadzie konkursu przypomniano m.in. Janusza Głowackiego, Stanisława Grochowiaka, Ireneusza Iredyńskiego, Helmuta Kajzara, Marka Koterskiego, Joannę Kulmową, Jerzego Łukosza, Krystynę Miłobędzką, Bogusława Schaeffera, Piotra Tomaszuka, Wojciecha Tomczyka, Jana Wilkowskiego, Macieja Wojtyszkę. W pierwszych latach konkursu nie pojawiało się wielu debiutantów. Aczkolwiek brawurowo zaczynali wówczas Ingmar Villqist, Tomasz Man, Krzysztof Bizio, Paweł Kamza, Michał Walczak i Paweł Demirski z Andrzejem Mańkowskim. Luba Zarembińska zadziwiła świat teatralny Spowiedzią w drewnie Jana Wilkowskiego z teatru Stacja Szamocin. Drugą niespodzianką był Wampir Wojciecha Tomczyka, opowieść o śląskim wampirze w reżyserii Marcina Sławińskiego z Teatru Nowego w Zabrzu, zdobywca największej liczby nagród w historii konkursów.
W drugiej dekadzie zadebiutowało wielu autorów, których sztuki co najmniej dwukrotnie wystawiały teatry, a wiele z nich po kilkanaście czy kilkadziesiąt razy. Mieliśmy okazje poznać na scenach i dowiedzieć się, o czym piszą m.in.: Agata Biziuk, Szymon Bogacz, Michał Buszewicz, Marcin Cecko, Wojciech Faruga, Marta Guśniowska, Julia Holewińska, Agnieszka Jakimiak, Jarosław Jakubowski, Jolanta Janiczak, Robert Jarosz, Michał Kmiecik, Dorota Masłowska, Radosław Paczocha, Mateusz Pakuła, Artur Pałyga, Malina Prześluga, Piotr Rowicki, Zyta Rudzka, Małgorzata Sikorska- -Miszczuk, Robert Urbański, Anna Wakulik, Przemysław Wojcieszek, Maria Wojtyszko. Przedstawienia sztuk tych autorów zdominowały ostatnią dekadę ministerialnego konkursu. Ale oprócz tej inicjatywy promującej współczesną dramaturgię warto przypomnieć o kilku innych, równie cennych, wspierających wchodzące na sceny pokolenie, z którego najmłodsi urodzili się w latach 80.
W Laboratorium W 2003 r. powstało Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka. Początkowo przy Teatrze Narodowym jako „projekt”, później jako „sztuka dialogu” funkcjonująca w ramach Fundacji na rzecz Rozwoju Teatru i Dramatu działająca na scenie przy ul. Olesińskiej, potem w Teatrze Na Woli w Warszawie, dziś jednej ze scen Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy. Laboratorium od początku łączyło poszukiwania warsztatowe i teoretyczne ze sceniczną realizacją dramatów. Metoda działania polegała na włączeniu w proces powstawania dramatu innych, poza autorem, osób: aktorów, reżyserów, specjalistów, widzów, a w proces powstawania spektaklu – autora. Korzystano ze znanych wzorców niemieckich opartych na dominującej roli inscenizatora – dyktatora, wspieranego przez teatralnego dramaturga, a także doświadczeń angielskich bazujących na dominującej roli autora i aktora.
W dorobku Laboratorium znalazło się ponad 30 wystawionych spektakli, z których przynajmniej niektóre mogą zasługiwać na życzliwą pamięć. Przypomnijmy choćby Allegro moderato Szymona Bogacza, Absynt Magdy Fertacz, Przylgnięcie Piotra Rowickiego, Cukier Stanik Zyty Rudzkiej, Szajbę Małgorzaty Sikorskiej- Miszczuk czy Amazonię Michała Walczaka. Wiele sztuk, które w Laboratorium Dramatu były omawiane i czytane, miało potem swoje prapremiery w Szczecinie, Zielonej Górze, Wałbrzychu, Legnicy, Radomiu, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Warszawie. Najważniejszy jednak w dorobku nie tylko Laboratorium, ale całego naszego teatru ostatnich lat pozostaje spektakl Nasza klasa. Historia w XIV lekcjach Tadeusza Słobodzianka. Spektakl wielokrotnie opisywany, nagradzany, w tym po raz pierwszy w historii Nagrodą Nike (2010) za sztukę teatralną.
Przypomnijmy, że jest to historia grupy szkolnych przyjaciół rozpoczynająca się w 1925 r., a kończąca współcześnie. Przez lata, a szczególnie poprzez doświadczenia II wojny, narastały między nimi niedające się usunąć podziały wynikające z różnych rodowodów i przynależności kulturowych i religijnych. Sztuka powstała po obchodach 60-lecia mordu w Jedwabnem, który w 2001 r. był szeroko dyskutowany – przy czym na pierwszy plan wysuwał się nie tylko aspekt historyczny czy prawny, ale także – a może w największym stopniu – emocjonalny stosunek do pogromu.
Inne centra Od 2006 r. w Gdyni odbywa się R@port, czyli Festiwal Polskich Sztuk Współczesnych. To kolejne miejsce na teatralnej mapie Polski, które aspiruje do tego, aby być swoistym centrum dramaturgii współczesnej. Równolegle do festiwalu najciekawszych przedstawień z najnowszej dramaturgii od 2007 r. odbywa się ogłaszany corocznie przez prezydenta miasta Gdyni ogólnopolski konkurs o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną. Ta jedna z wyższych i bardziej prestiżowych w naszym życiu literackich nagród to całkiem godny zastrzyk gotówki dla zwycięskiego autora wynoszący 50 tys. zł. Laureatem jest jeden autor wyłaniany w trzyetapowym konkursie, a o nagrodę walczą sztuki napisane w ostatnich 12 miesiącach. I tak np. przyznając w 2010 Julii Holewińskiej nagrodę za Ciała obce, w uzasadnieniu tej decyzji napisano: „Kapituła GND z zadowoleniem przyjęła fakt, że autorzy sztuk nominowanych mieli odwagę zmierzyć się z tematami z najnowszej historii Polski. W utworze Ciała obce Julii Holewińskiej wyraża się to w sposób najbardziej odważny i daleki od schematu. Utwór ten jest manifestem dążenia…