Subskrybuj
Publicystka, wieloletnia redaktorka „Tygodnika Powszechnego”, w którym pełniła m.in. funkcje sekretarza redakcji i zastępcy redaktora naczelnego, członkini zespołu miesięcznika „Znak”. W latach 1989–1993 – posłanka na Sejm z ramienia Solidarności, a potem Unii Demokratycznej. Ostatnio opublikowała...

Coraz bliżej albo coraz mniej

Wiara otwarta to nie jest ogródek ani tym bardziej oranżeria, dla specjalnego gatunku wiernych, ale coś, co człowieka wyraża najgłębiej w jego prawdzie. Nie jest to zatem, jak się wielu obawia, wiara prywatna, ale osobista, najgłębiej własna, bo tylko taka odpowiada na ewangeliczne przesłanie.

17 listopada 2014, poniedziałek

Przed nami jubileusz 1050-lecia chrztu Polski. Jego najbardziej spektakularnym wyrazem będą Światowe Dni Młodzieży, które w lipcu 2016 r. zostaną zorganizowane w Krakowie. Mottem tego święta stają się papieskie słowa z pl. Zwycięstwa z 1979 r. – wezwanie, by Duch Święty „odnowił oblicze ziemi – tej ziemi”. W 1991 r. Jan Paweł II wyznaczał nam program w sposób bardziej dobitny: aby nie pojmować neutralności światopoglądowej państwa jako zwolnienia się z powinności czy wręcz obowiązku „wprowadzania sacrum w życie publiczne i państwowe”. To zadanie dla Kościoła polskiego, które musimy zobaczyć w całej jego rozciągłości, a jest ono olbrzymie. Artykuł o. Ludwika Wiśniewskiego OP Jesteśmy na zakręcie („Tygodnik Powszechny”, 16 listopada 2014) był dla mnie wielkim przeżyciem. Także za sprawą cytatów z ks. Czesława Bartnika, uważanego od lat przez kościelne przecież Radio Maryja za autorytet. Przeczytałam więc, że ten autorytet traktuje postawę katolicyzmu otwartego, wymieniając z imienia wspólnoty i osoby, jako wrogów wiary w Polsce. Niewiele później zdarzyło mi się wysłuchać w radiowej „Dwójce” niedzielnego kazania biskupa Kościoła ewangelicko-reformowanego, który oparł je na… obrazie przywołanym przez papieża Franciszka: Kościoła jako szpitala polowego, w którym powinno się ratować ludzi od śmierci, a nie dydaktycznie umoralniać. Po cytatach z ks. Bartnika ta homilia była dla mnie jak znak nadziei.

20 listopada 2014, czwartek

Kalendarz wydarzeń zagęszcza się tak bardzo, że 25-lecie historycznego spotkania naszego premiera i kanclerza Niemiec w Krzyżowej 12 listopada 1989 r. nie zostało zauważone przez media tak, jak na to zasługiwało. Tymczasem rozmowa z emerytowanym arcybiskupem Opola Alfonsem Nossolem („Gazeta Wyborcza”, 22–23 listopada 2014), celebrującym ćwierć wieku temu mszę św. w Krzyżowej, należała do najpiękniejszych świadectw i programów duszpasterskich. Abp Nossol wspomina opory, jakie towarzyszyły wykonaniu znaku pokoju podczas mszy. Ówcześni przeciwnicy wskazywali, że msza może przez to zamienić się w spektakl. Abp Nossol przekonał jednak wiernych, że jest to znak, który zmienia „oblicze ziemi”, jeśli tylko przyjmuje się go z dobrą wolą. Jak bardzo serio ludzie potraktowali wtedy ten znak liturgiczny (wprowadzony po II Soborze Watykańskim), który w praktyce coniedzielnej mszy często wykonujemy zbyt formalnie, jakby nie wynikał z tego dla nas żaden nakaz… Tak jak to zrobili Tadeusz Mazowiecki i Helmut Kohl. Abp Nossol, odchodząc od ołtarza, by wymienić znak pokoju z przywódcami obu krajów, dobitnie pokazał, że liturgia ma naszą wiarę i życie przetwarzać, a nie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wolność od/do religii