Subskrybuj

Psychoanaliza z ludzką twarzą

Mniej więcej sto pięćdziesiąt. Tyle stron zajęło Élisabeth Roudinesco nieudzielenie odpowiedzi na tytułowe pytanie Po co psychoanaliza?. Należy bowiem założyć, że ta niewiarygodna potrzeba psychoanalizy bierze się z czegoś innego i z czegoś więcej niż tylko z kilku brawurowych intuicji, które przypisuje jej autorka.

Nic nie jest pewne z góry – nieszczęście nie jest zapisane w genach ani w neuronach. Każdy podmiot ma wyjątkową historię i to ona sprawia, że jakiś człowiek postępuje odmiennie niż ktoś inny w identycznych sytuacjach” (s. 70). Być może, ale „żeby nam zdradzić taką rewelację, nie musiał zaraz duch [Freuda] wyłazić z grobu”.

Wyrwałem z kontekstu powyższy fragment, bo doskonale ilustruje elegancką banalność, która charakteryzuje całą książkę Roudinesco. Nie ma tu żadnych kontrowersji, wszystko jest na swoim miejscu, zgodne „z myślą psychoanalityczną i po prostu ze zdrowym rozsądkiem” (s. 69). Bardziej jednak z tym drugim, autorka propaguje bowiem dyscyplinę roztropną i odpowiedzialną, mówiąc najkrócej: psychoanalizę zdroworozsądkową. Odnotowuje wprawdzie, że w chwili powstania „głównym powołaniem psychoanalizy, będącej rewolucyjną przemianą strefy intymności, było zmienienie człowieka poprzez pokazanie, że »Ja jest innym«” (s. 139) – chodzi o słynne „ja to ktoś inny” Rimbauda, ale tłumaczka stawia tutaj na dosłowność – jednak współcześnie wyzwania się zmieniły, świat pustoszy posępny nihilizm, dlatego teraz psychoanalizie potrzeba więcej „dekonstrukcyjnego” pragmatyzmu, mniej zaś nieokiełznanej rewolucji. Ideałem byłaby według Roudinesco psychoanaliza z ludzką twarzą Jacques’a Derridy. Obecność Slavoja Žižka dobitnie jednak świadczy o tym, że psychoanaliza nie może obejść się bez odrobiny potworności.

Po co psychoanaliza? Odpowiedź jednak pada, i to na początku książki. Zawiera się bowiem już w samym pytaniu. Poza wszystkim psychoanaliza to przecież wolność mówienia i wola stawiania pytań „dlaczego?” (tłumaczka życzy sobie: „po co?”, ale to niestety nie to samo). Liberalne społeczeństwo depresyjne, do którego zdaniem Roudinesco wszyscy należymy (my, mieszkańcy pierwszego świata), dąży do zneutralizowania przyczyny i próbuje ograniczyć nasz horyzont wyłącznie do pytań o rozwiązanie, do pytań o „jak?”. W szczególności: jak pozbyć się cierpienia? To, dlaczego cierpisz, nie powinno cię interesować, najważniejsze, żeby sprawnie i efektywnie ukoić twój dyskomfort. Najlepszą i być może jedyną sprawdzoną metodą jest psychofarmakologia. Większa część książki Roudinesco to umiarkowana, choć stanowcza i przekonująca polemika z tym, co określa ona jako poddanie się „ideologii lekarstw” (których skuteczności i ograniczonej użyteczności, co ciekawe, autorka nie kwestionuje). Ta ostatnia budzi jej niepokój także jako fragment szerszego zjawiska – systemowej aktywności promującej konformizm i higienizację życia, które są „specyficzne dla nowego barbarzyństwa biowładzy” (s. 22).

Współczesna biowładza usiłuje ograbić człowieka z jego podmiotowości: „era indywidualności zajęła miejsce ery podmiotowości” (s. 11)….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Wspólnota