Biologów ewolucyjnych, prymatologów, antropologów i psychologów porównawczych łączy dość osobliwe ryzyko zawodowe: im dłużej prowadzą swoje badania, tym wyraźniej dostrzegają w człowieku zwierzę, a mówiąc bardziej precyzyjnie – małpę. Gdy przedstawiciele nauk społecznych i humaniści uświadomili sobie rangę dorobku biologii w zakresie rozumienia natury człowieka i tworzonej przez niego cywilizacji, paradygmat ewolucyjny, obecnie uzupełniany także o wiedzę wnoszoną przez nauki kognitywne (w tym zwłaszcza neurobiologię), na dobre zagościł również w obszarze ich zainteresowań. Nastał koniec wielkich systemów filozoficznych budujących całościowe wizje świata oderwane od ustaleń nauk ścisłych. Doniosłą rolę w procesie tych zmian odegrały badania poświęcone naszym najbliższym ewolucyjnym krewnym z rzędu naczelnych, a w szczególności siostrzanym gatunkom z rodzaju Pan: szympansowi i bonobo.
Mimo że od publikacji O powstawaniu gatunków Karola Darwina minęło już 155 lat, teoria ewolucji wciąż budzi wielkie emocje. Przyrodnicy zgodnie podkreślają małpio-ludzkie kontinuum i wiwatują za każdym razem, gdy natrafimy w zapisie kopalnym na jakikolwiek ślad naszych przodków. Im jednak mniejszy udział biologii w danej dziedzinie akademickiej, tym częściej spotkać można przypadki usilnego zaostrzania granicy między człowiekiem a zwierzęciem, podkreślając wyjątkowość naszego gatunku. Czym naprawdę małpy człekokształtne różnią się od ludzi? Jakie przykłady ich zachowań mogłyby przezwyciężyć sceptycyzm właściwy niektórym badaczom z kręgu nauk społecznych i humanistyki?(1).
1,3%
Pierwsze wzmianki o antropoidach z rodzaju Pan odnajdujemy już w 470 r. p.n.e., kiedy Kartagińczycy donosili o napotkaniu u wybrzeży dzisiejszego Sierra Leone gorillai (w rzeczywistości musiały to być jednak szympansy), które rzucały kamieniami w marynarzy (2). Na posadzce świątyni Fortuny w Palestrinie znajduje się natomiast pochodząca mniej więcej z 100 r. p.n.e. mozaika przedstawiająca m.in. „satyrów” górnego Nilu, w których dopatrywano się szympansów. Po wiekach ciszy wzmianka o tych małpach pojawiła się w 1591 r. w relacji portugalskiego handlarza z wyprawy do kotliny Kongo. Na pierwsze badania anatomiczne musieliśmy czekać kolejne 100 lat – w 1699 r. przeprowadził je w Anglii Edward Tyson, jeden z ojców założycieli współczesnej anatomii porównawczej. W 1740 r. francuski przyrodnik i filozof Georges Buffon pozyskał pierwszego żywego osobnika szympansa, którego w 1762 r. opisał w jednej z części swojej Histoire naturelle générale et particulière.
Kamieniem milowym w dziejach biologii była publikacja szwedzkiego lekarza i biologa Karola Linneusza w 1758 r. 10. wydania Systema naturae. Linneusz przypisał ludzkości oddzielny rodzaj – Homo – lecz bliskie pokrewieństwo naszego gatunku i małp człekokształtnych w jego klasyfikacji nie jest widoczne. Niektórzy twierdzą, że wątpił on w wyjątkowość Homo sapiens, nie chciał jednak ściągnąć na siebie gniewu Watykanu (3). Kolejną istotną cezurą jest 1835 r., gdy po raz pierwszy szympansy znalazły się w londyńskim zoo. Najlepszym przykładem skrajnie przeciwstawnych reakcji na widok naszych bratnich naczelnych są odczucia dwóch wielkich postaci XIX w.: niechęć królowej Wiktorii i fascynacja, poczucie więzi Darwina.
Jako że drugi gatunek sklasyfikowany w obrębie rodzaju Pan, bonobo, występuje tylko w jednym miejscu na świecie – w zakolu rzeki Kongo, głęboko w tropikalnej dżungli – nie był znany nauce aż do początków XX w. Odkrycia dokonał w 1929 r. niemiecki anatom Ernst Schwarz, badając w belgijskim muzeum kolonialnym nietypowo małą czaszkę należącą rzekomo do szympansa. Nie był on jednak pierwszym badaczem, który zwrócił uwagę na wyjątkowość niektórych „szympansów”. W książce Bonobo: The Forgotten Ape (Bonobo. Zapomniana małpa), jednej z nielicznych monografii poświęconych temu gatunkowi, prymatolog Frans de Waal opisuje, jak na początku XX w. w przewodniku po zoo w Amsterdamie spekulowano, że jedna z najpopularniejszych tam małp, samiec o imieniu Mafuca, uważany za szympansa, może reprezentować nieznany gatunek. Podobnie było w 1923 r. po drugiej stronie Atlantyku, gdy amerykański pionier prymatologii Robert Yerkes zakupił dwa małpięta. Jedno z nich zwykł później nazywać „człekokształtnym geniuszem” i poświęcił mu książkę pod znamiennym tytułem Almost Human (Prawie człowiek). Na sześć lat przed odkryciem dokonanym przez Schwarza Yerkes nie mógł wiedzieć, że był to bonobo, choć dostrzegł jego wyjątkowość. W 1933 r. o wiele bardziej szczegółowy opis bonobo zaprezentował amerykański anatom Harold Coolidge, który stwierdził, że pod względem anatomii bonobo jest niezwykle podobny do człowieka (4).
Badania terenowe nad szympansami rozpoczęły się w latach 30., lecz przestały być anegdotyczne dopiero, gdy swoje obserwacje zaczęli prowadzić w Tanzanii Jane Goodall (od 1960 r.) i Toshisada Nishida (od 1963 r.). Bonobo w terenie jako pierwszy zaczął badać Takayoshi Kano w 1974 r.
Wiek XX przyniósł także rozstrzygnięcia w zakresie pokrewieństwa ludzi i innych naczelnych. W latach 80. rozwój badań DNA umożliwił porównanie genomów człowieka i małp człekokształtnych. Potwierdziło ono decyzję Linneusza, aby sklasyfikować Homo sapiens w rzędzie naczelnych, lecz w przeciwieństwie do szwedzkiego taksonomisty umieściło naszą gałąź drzewa ewolucyjnego znacznie bliżej szympansów, z którymi, jak się okazało, dzielimy 98,7% DNA. W 2012 r. badanie genomu bonobo określiło różnicę między nimi a ludźmi również na 1,3%, choć z bonobo łączą nas geny nieobecne u szympansów – jesteśmy mozaiką cech obu tych gatunków (5).
Korona stworzenia czy trzeci szympans?
Antropoidy stały się tematem wielu publikacji popularnonaukowych i dokumentów telewizyjnych. Jednym z badaczy, którzy przedstawili szerszej publiczności małpy jako naszych najbliższych krewnych, jest angielski zoolog Desmond Morris, który w latach 60. i 70. ubiegłego wieku zasłynął serią książek ukazujących podobieństwa zachowań ludzi i innych zwierząt. „Zwierzę zwane człowiekiem” określił „nagą małpą”, żyjącą w miastach, które uważał za „ludzkie zoo”. Metaforę zoo stosował zamiast „miejskiej dżungli”, gdyż według niego porównywanie wolności życia w lasach tropikalnych z przeludnionymi obszarami miejskimi, których mieszkańcy w większości codziennych sytuacji znajdują się w zamkniętej, ograniczającej przestrzeni i są narażeni na nieustanny stres, nie oddaje prawdy o dobrowolnej niewoli, w jakiej „nagą małpę” zamknął jej niezrównany umysł. Morris spotkał się z ostrą krytyką, zarzucającą mu „uzwierzęcanie” człowieka, odmawianie mu wyjątkowości przez to, że jest obserwowany jak każdy inny gatunek – dało o sobie znać wspomniane na wstępie ryzyko zawodowe. Wraz z upływem lat kulturowe oswajanie małpiej przeszłości (i teraźniejszości) człowieka zaczęło wszakże budzić więcej zainteresowania niż protestów.
W 1992 r. ukazała się z kolei książka Jareda Diamonda (amerykańskiego naukowca słynącego z popularnonaukowych bestsellerów) pt. Trzeci szympans. Tytułową małpą, której wyjątkowość autor starał się w książce ustalić, jest oczywiście Homo sapiens. Kłopot w tym, że ten tytuł ponad 20 lat później wydaje się jednak mylący. Zoolog z kosmosu, jak pisze Diamond, jeszcze 100 tys. lat temu niewątpliwie sklasyfikowałby nieowłosione, chodzące w pozycji wyprostowanej istoty jako trzeci obok szympansa i bonobo gatunek w obrębie rodzaju Pan. Trudno się z tym nie zgodzić, lecz problem z człowiekiem jako trzecim szympansem polega na tym, że bonobo uznano za drugiego i nazwano szympansem karłowatym, zanim w pełni poznano jego specyfikę. Zwiększająca się wiedza na temat tego gatunku wyraźnie odróżniła go od tzw. szympansa zwyczajnego. Dziś prymatolodzy odchodzą od nazw „szympans karłowaty” czy „szympans bonobo”, mówiąc po prostu o szympansach i bonobo, uznając odrębność tych gatunków. De Waal, opisując różnice między nimi, porównywał szympansy (duże głowy, grube karki, szerokie ramiona) do gburowatych, krzepkich kulturystów, a bonobo (cienkie szyje, szczupłe torsy, dłonie pianistów) wyobrażał sobie raczej jako przesiadujących w bibliotece intelektualistów. Te gatunki różnią się także pod względem zachowania. Bonobo są beztroskie, pokojowe, a podstawowym spoiwem ich społeczności i metodą rozwiązywania konfliktów są kontakty seksualne. Mocno kontrastuje to z brutalnością i żądzą władzy szympansów. Jak widać, człowiek jest nie tylko genetyczną mozaiką cech obu tych małp.
Użyty przez Diamonda tytuł był oczywiście metaforą, wydaje się jednak, że mniej trafną niż „naga małpa”. Bonobo nie jest mniejszą wersją szympansa, tak jak umysł żadnej z tych małp nie jest prostszą wersją umysłu człowieka. Każdy gatunek jest inny i na swój sposób wyjątkowy, a najważniejsza w porównaniach między nimi okazuje się ciągłość ewolucyjna – uświadamianie sobie, że nawet jeśli ludzie potrafią zdecydowanie więcej od swoich bratnich naczelnych, trudno wskazać cechę człowieka, która nie miałaby prekursora na wcześniejszym stadium ewolucji. Umysły rozumiane całościowo są zatem specyficzne dla danego gatunku, co często podkreślają psychologowie porównawczy. Poszczególne właściwości umysłu ludzkiego i różne zachowania człowieka mają natomiast swoje zalążkowe warianty u blisko spokrewnionych z nami zwierząt. Nie jesteśmy zatem trzecim szympansem, tak jak bonobo nie jest drugim, lecz ewolucyjna korona stworzenia należy się, jak sądzę, wszystkim trzem omawianym gatunkom.
Nieuchwytna wyjątkowość człowieka
W związku z tym, że budowa anatomiczna uniemożliwia szympansom i bonobo mowę artykułowaną, podjęto próby nauczenia ich pozawerbalnych metod komunikacji. Imponującym przykładem zdolności językowych małp jest samiec bonobo Kanzi, podopieczny amerykańskiej prymatolożki Susan Savage-Rumbaugh, znajdujący się obecnie w schronisku dla naczelnych i ośrodku badawczym Iowa Primate Learning Sanctuary (IPLS). Kanzi sprawnie posługuje się bogatym systemem leksygramów (symboli odpowiadających słowom, choć niekoniecznie przedstawiających to, do czego słowa referują). Komunikuje się za pomocą skomputeryzowanej tablicy kilkuset takich znaków, na której naciśnięcie symbolu powoduje odczytanie jego znaczenia przez głos z komputera. Kanzi rozumie też mówiony angielski (kilkaset słów), co wykazano eksperymentalnie, instruując go, aby wybierał symbol odpowiadający słowu wypowiadanemu przez badacza – zdał ten egzamin bez problemu. Z łatwością radzi sobie też z prostymi zdaniami, jak w przypadku (nieintuicyjnego) polecenia „włóż koszulę do lodówki” (6).
Gwiazdą badań w IPLS jest również Panbanisha, siostra Kanziego. Przysłuchując się „rozmowom” między badanymi bonobo, naukowcy zaczęli podejrzewać, że tworzą one własne, odpowiadające leksygramom, wokalizacje określające przedmioty. Przykładowo, powiedziano Kanziemu, by za pomocą wokalizacji dał znać Panbanishy, co chciałby zjeść. Kanzi wydał z siebie odgłos i wskazał leksygram oznaczający cukierki M&M’s. Spytana o życzenie Kanziego Panbanisha, znajdująca się w innej klatce, z której nie mogła go widzieć, wskazała ten sam leksygram (7).
Przez długi czas uważano, że człowiek jako jedyny nie tylko posługuje się przedmiotami jako narzędziami, lecz także narzędzia wytwarza. Tego rodzaju zachowania zaobserwowano jednak również wśród szympansów. Najbardziej znany ich przykład to obrywanie z liści wybranych gałązek i tworzenie z nich „wędek”, za pomocą których wyławiają termity.
Co więcej, wytwarzają narzędzia w innym miejscu, niż z nich korzystają, co wskazuje także na umiejętność planowania. Małpy człekokształtne nie żyją zatem wyłącznie w teraźniejszości. Tych, którzy nadal wątpią w ich zdolność mentalnych podróży w czasie, należy skierować do zoo w szwedzkim Furuvik. Nikt nie przekona sceptyków bardziej niż żyjący tam szympans o imieniu Santino (8). Gdy w wieku 17 lat został on jedynym samcem w kolonii, zaczął potwornie się nudzić. Każdego ranka szykował więc sobie arsenał zbieranych na wybiegu kamieni, z którego robił użytek po otwarciu bram zoo, rzucając dla rozrywki w odwiedzających. Zaniepokojeni opiekunowie małp zaczęli regularnie oczyszczać teren z potencjalnych pocisków. Santino nie dał jednak za wygraną: mimo że szympansy panicznie boją się wody, zaczął wybierać kamienie z fosy i ukrywać je. Zasoby tej zbrojowni były, niestety, ograniczone, lecz nie zniechęciło to przedsiębiorczego samca: po ich wyczerpaniu zaczął pozyskiwać amunicję w inny sposób – opukiwał ściany osuszanej na zimę fosy i chował odłupane kawałki betonu na przyszłość.
Czy nic,…