Subskrybuj
Absolwentka filozofii i historii sztuki. Doktorantka w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kuratorka wystaw Mleczne zęby, O powstawaniu i ginięciu, Nocne aktywności, Drobnostki, Nic nie widać, Replikantki, Przypadkowe przyjemności. Współpracuje z czasopismami „Fragile” i „Dwutygodnik”....

Nigdy dość rzeczywistości

20-letni śląscy artyści rozglądają się z uwagą wokół siebie i jak dobrzy didżeje dobierają skrawki, które w bulimicznym tempie zasysają z rzeczywistości. Miksują je i wypluwają oblepione resztkami własnej wrażliwości i wyobraźni.

Bartosz Zaskórski (aka Mchy i porosty) – zagra rytualne piosenki inspirowane lekcjami przyrody z trzeciej klasy podstawówki. Podczas wykonywania piosenek będzie siedział na podłodze” – tak brzmiał opis jednego z jego noise’owych koncertów. Artysta grał wtedy m.in. na wydrążonym pniu. Żeby wyjaśnić jego minimalistyczne utwory, trzeba najpierw napisać wiele słów o innych aktywnościach, podjąć wysiłek przebicia się przez osobistą mitologię, nazwać motywy przewodnie jego prac, sklasyfikować go i włożyć w wygodną szufladkę. Innymi słowy: oswoić działania Zaskórskiego dla większej grupy odbiorców.

Rysownik, artysta wideo, performer, rzeźbiarz, autor słuchowisk. Bartosz Zaskórski nie ogranicza się do jednego medium. Repertuar środków wyrazu, zawsze zawieszonych na pograniczu toporności i zabrudzenia, można by określić mianem ciągłego eksperymentu. Oprócz odejścia od wyczyszczonego sposobu obrazowania widać u niego szczególne upodobanie do opisów czynności, obowiązków, dynamiki, instrukcji obsługi. Artysta zajęty jest tworzeniem różnego rodzaju kolekcji i spisów. Zgodnie z porządkiem alfabetycznym układa w jednej ze swoich książeczek sposoby spędzania wolnego czasu. Znajdziemy tam tak osobliwe zajęcia, jak: spleśniałym bycie, pierwszych oznak zauważanie, próżne kątów przepatrywanie, pretensjonalnym bycie, aktualizowanie danych, obślinianie się itd. Opisywanie jest w jego pracach czynnością trzymającą świat w ryzach, przynoszącą spokój, wyciszającą. I tak, dla czystej przyjemności grupowania, Zaskórski tworzy atlas anatomiczny z wyimaginowanymi narządami. W organie sklasyfikowanym w jego prywatnej systematyce jako „przemagacz własnej nędzy”, rozrysowanym w manierze rysunków z podręczników medycznych, odkrywamy liczne części składowe. Jest tu np. segment odpowiadający za użalanie się nad samym sobą, inny za nieróbstwo i ciężką pracę, zapętlenie, uchylenia się od wykonywania obowiązków, wyjście poza siebie i wielki opór.

Wsie wyimaginowane i zamknięte

Od jakiegoś czasu Bartosz Zaskórski wpadał na najlepsze pomysły podczas przechadzek. Równomierne, rytmiczne stąpanie po ziemi porządkowało natłok myśli. Podczas obserwacji wymyślał potencjalne rozszerzenia dla swojego najbliższego terytorium. W ten sposób zaczęły powstawać krótkie historie o fikcyjnych wsiach. Na przykład wideo o wsi, w której tańczą autobusy. Jej mieszkańcy są wychowywani do bycia kierowcami tego środka zbiorowego transportu. Kiedy dorastają, biorą udział w konkursie, którego głównym elementem jest finezyjny taniec autobusów na betonowym placu. Przygląda się temu cała wieś, wydaje werdykt, który stanowi przepustkę do tego, by jej mieszkańcy mogli opuścić wieś-fortecę i udać się do miasta.

Wieś nr 8 – wszystkie wsie z projektu mają swoją liczbę porządkową – powstała na terenie, na którym znajduje się nieczynny park rozrywki z rzeźbami dinozaurów. Ludzie nie podejmują tam wysiłku budowania domów, mieszkają we wnętrzach gipsowych odlewów dinozaurów – pośród łap, ogonów, głów i korpusów będących wyobrażeniami tych pradawnych zwierząt. Jak pisze Zaskórski: „porozumiewają się dźwiękami, które, ich zdaniem, mogły wydawać dinozaury: to znaczy warczą na siebie i skrzeczą. Ta garstka ludzi składa się z osób, które w dzieciństwie przeżywały głęboką fascynację tymi gadami. Fascynacja chroniła ich przed troskami, tak jak teraz gipsowe odlewy chronią ich przed deszczem i wiatrem”.

Ludzie ze wsi nr 10 są pogodzeni z własnym losem. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że wszystko obracają w żart. Ta umiejętność wykształciła się, kiedy niemal wszyscy mieszkańcy pracowali w pobliskiej hucie, gdzie często zdarzały się nieszczęśliwe wypadki. Nauczyli się wtedy żartować, widząc urwane kończyny, co pozwoliło im osiągnąć błogi spokój.

Z kolei we wsi nr 7 ludzie obawiają się pozostać w samotności. Sytuacja ta rzutuje na zagospodarowanie przestrzeni. Płoty ogradzające posesje są niskie, wycina się drzewa, a wszelkie nierówności terenu są spłaszczane. Okna w domach są duże, zwrócone w kierunku innych budynków mieszkalnych i głównego placu. Mimo to tutejsza ludność nie sprawia wrażenia zbyt ze sobą zżytej – do osiągnięcia spokoju wystarcza pozostawanie w zasięgu wzroku innych ludzi. Jak pisze Zaskórski, „jeśli dochodzi między nimi do spotkań, rozmowy, które odbywają się między nimi, dotyczą pogody, aktualnej pory roku oraz omawiania zdarzeń z poprzedniego festynu”.

Barokowe pomysły a dyscyplina

Bartosz Zaskórski deklaruje, że interesują go głównie butwiejące resztki instalacji elektrycznych. To osobliwe hobby znajduje wyraz w rysunkach, które wykonuje: supłowatych strukturach, kłączach, hybrydach łączących formy organiczne, liście, korzenie, wici, ogony i również kable, igły, narzędzia i przyrządy pomiarowe, rury, spirale, rusztowania oraz głośniki.

W komponowanych przez niego utworach słychać podobne fuzje, organiczne hałasy zlewają się z postukiwaniem mechanizmów, taśmowym rytmem. Odkrywa się w nich rytmiczny ruch maszyn, zgrzyty i hałasy wydawane przy pracy. Słuchanie jest w tym przypadku doświadczeniem zmęczenia towarzyszącego wykuwaniu nowych elementów z jazgotliwego chaosu, sprzężeń i trzeszczeń.

W wideo-artach, które opierają się na jego autorskich mikroopowiadaniach, pewne aspekty rzeczywistości zostają wydobyte na światło dzienne, uwypuklone i wyolbrzymione. Zasady realności obowiązują tu tylko częściowo. Stają się rdzeniem z oczyszczonym polem wokół i tworzą dodatkową przestrzeń, w której kiełkować mogą barokowe pomysły Zaskórskiego. Swoje wizje opiera on na zagęszczeniu dziwności odkrywanej na wyciągnięcie ręki. Fikcyjne wsie roją się wokół tych prawdziwych jak duchy niemogące znaleźć urzeczywistnienia, są tylko potencjalnością fizycznie istniejących miejsc, po których spaceruje z kantowską dyscypliną i zapamiętaniem niewidzialnego badacza-narratora.

Nie byłoby fikcyjnych wsi, gdyby nie nuda i monotonia polskiej prowincji z jej wiecznym zachmurzeniem, wilgocią, burą leśną ściółką i wypranym z kolorów zimowym pejzażem. Mieszkańcy wsi Zaskórskiego pogrążeni są w swoistym letargu, celebrując ciągle jedną tylko czynność, która staje się istotą ich codzienności. Zaklęci w powtarzającym się stale cyklu, przypominają postaci z baśni, które z różnych przyczyn nie mogą wyjść poza krąg absurdalnych czynności i obowiązków narzuconych im w ramach klątwy albo złego uroku.

Odizolowane od zewnętrznego świata krainy, których rzeczywistość określona jest przez fiksacje mieszkańców, wydają się nieustannie wilgotne i gęste. Jak zalążki lub kiełki, które czekają na pierwsze promienie wiosennego słońca, żeby zacząć się rozrastać. Panują tam ciągła szarówka, noc i odwilż, niemożność przezwyciężenia bezruchu, poczucie klaustrofobii. Wydaje się, że istotą wsi Zaskórskiego jest fakt, że nie można ich opuścić, a nawet gdyby pojawiła się taka możliwość, to mieszkańcy i tak nie wiedzieliby, dokąd mają uciekać.

„Dzicy” ze Śląska Skłonność do przerysowywania i wyolbrzymień nie wynika u Zaskórskiego ze „zmęczenia rzeczywistością” (by przywołać tytuł Jakuba Banasiaka, definiującego powrót tendencji surrealistyczncych w polskiej sztuce ostatnich lat). Jego programowe zmyślanie jest narzędziem, za pomocą którego interpretuje on otaczający go…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zwierzę, którym jesteś