Subskrybuj
Germanista, tłumacz, publicysta. Autor bloga "Brulion bez linii" - www.brulionbezlinii.net

Bocheńska Betesda

Bocheński obraz ma ok. 10 „bliźniaków”, rozrzuconych po całym świecie, od Poznania, przez Rotterdam, Sewillę po Ontario. To przedstawienia tej samej sceny – wszędzie zatytułowanej oczywiście Uzdrowienie paralityka przy sadzawce Betesda – tak podobne czasem do siebie nawzajem, że można by ich użyć w popularnej niegdyś zabawie „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się obrazki”.

W prezbiterium bocheńskiej fary św. Mikołaja wisi od – jak się czasem mawia, gdy nie przebadano jeszcze stosownych archiwów – niepamiętnych czasów. Na jego dolnej ramie przymocowana jest niewielka tabliczka, na której z trudem daje się odczytać na wpół zatarty napis: „TOBIAS VAN NYMEGEN SADZAWKA SILOE”. Potęga słowa drukowanego bywa zniewalająca: w większości publikacji na temat Bochni i jej najważniejszego kościoła przeczytamy, że ogromny ów obraz przedstawia „Uzdrowienie ślepego nad sadzawką Siloe”. Tylko jeden z dawnych proboszczów, choć w swym popularnym przewodniku po świątyni przypisał go niejakiemu „Van Nemeckenowi”, to przecież zarazem zatytułował dość ostrożnie: Chrystus uzdrawia chorego przy sadzawce. Ta ostrożność okazuje się uzasadniona.

Dwie sadzawki

Nie trzeba być biblistą ani teologiem, by zauważyć, że coś się tu nie zgadza. O Siloe mowa jest w 9. rozdz. Ewangelii Jana. Jezus spotyka ślepego od urodzenia, nakłada mu na oczy błoto z ziemi i własnej śliny, po czym każe mu je przemyć w tejże właśnie cudownej sadzawce. Wynikałoby z tego, że sama scena rozmowy Jezusa ze ślepcem nie rozgrywa się w jej bezpośrednim pobliżu. Uzdrowiony ślepiec z J 9 musiałby być przy tym człowiekiem względnie młodym, skoro kilka wersetów dalej wspomina się o jego żyjących rodzicach. Jest jednak w Ewangelii Jana (5, 1–18) wzmianka o drugiej jeszcze sadzawce, zwanej Owczą lub Betesda. Co jakiś czas pojawiał się nad nią anioł, poruszał jej wody, a kto pierwszy się w nich wówczas zanurzył, „stawał się zdrowym, jakąkolwiek byłby zdjęty chorobą”. Jezus dostrzega tam człowieka sparaliżowanego od 38 lat. Ten skarży mu się, że nie ma nikogo, kto pomógłby mu wejść do sadzawki po jej wzburzeniu przez anioła, dlatego zawsze go ktoś wyprzedza. Jezus lituje się nad jego losem i rozkazuje: „Wstań, weźmij łoże swoje, a chodź”. Skutek jest natychmiastowy. Kaleka podnosi się, zabiera swoje rzeczy i o własnych siłach rusza w drogę do domu.

Nietrudno zauważyć, że to tę właśnie scenę przedstawia bocheński obraz: jest na nim anioł unoszący się nad sadzawką, jest starzec trzymający zmięte posłanie, a na ziemi dostrzec można nawet kawałki drewnianej ramy łoża. Po lewej stronie kłębi się tłum świadków oburzonych zlekceważeniem przepisów rytualnych: Jezus pogwałcił ich zdaniem szabat, dokonując uzdrowienia, a chory, dźwigając swoje posłanie – w czas święta obowiązywał zakaz przenoszenia jakichkolwiek ciężkich przedmiotów. Jest wreszcie i sadzawka otoczona, zgodnie z opisem ewangelicznym, kilkoma portykami, pod którymi spoczywali chorzy.

Skąd więc ta dziwna pomyłka? Okazuje się, że ma ona pewne uzasadnienie. Ruiny budowli otaczającej sadzawkę Betesda odkryto dopiero w połowie XIX w. Do tego czasu Sadzawkę Owczą część biblistów utożsamiała właśnie z Siloe (choć nie był to pogląd powszechny). Resztę łatwo sobie dopowiedzieć. Usprawiedliwiony jeszcze w XIX w. podpis odniesiono do 9. rozdz. Ewangelii Jana, gdzie wspomina się właśnie o uzdrowieniu ślepca, choć oczywiście wnikliwsza analiza samego obrazu taką interpretację wyklucza.

Bocheński obraz ma ok. 10 „bliźniaków”, rozrzuconych po całym świecie, od Poznania, przez Rotterdam, Sewillę po Ontario. To przedstawienia tej samej sceny – wszędzie zatytułowanej oczywiście Uzdrowienie paralityka przy sadzawce Betesda – tak podobne czasem do siebie nawzajem, że można by ich użyć w popularnej niegdyś zabawie „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się obrazki”. Wszystkie łączy się dziś z jednym warsztatem: antwerpskiego malarza Artusa Wolfforta czy to jako dzieła samego mistrza i jego uczniów, czy też ich kopie.

Artus Wolffort O życiu Wolfforta wiadomo stosunkowo niewiele. Urodził się w 1581 r. w Antwerpii. Wkrótce potem jego rodzice przenieśli się z nieznanych przyczyn do Dordrechtu. Do Antwerpii Wolffort powraca ok. roku 1516. Zamieszkuje u Otto van Veena, znanego malarza, który niegdyś był nauczycielem Rubensa. Przypuszczalnie współpracuje też ze starszym o 25 lat artystą i ciągle się odeń uczy. Zachował się w każdym razie szkic van Veena, na którym dostrzec można postać starszego mężczyzny, przybierającego przed nadchodzącym Jezusem pozę bardzo podobną do tej, w jakiej później Wolffort namaluje uzdrowionego paralityka. Niedługo potem otwiera, jak się wydaje, własną pracownię, prosperującą chyba całkiem nieźle, już wkrótce może sobie bowiem pozwolić na wynajęcie domu, a w roku 1619 żeni się z Marią Wandelaer. Będzie miał…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zwierzę, którym jesteś