Subskrybuj
Dr, kognitywista, wykładowca akademicki, laureat Nagrody Naukowej „Polityki” i stypendium ministra nauki i szkolnictwa wyższego dla wybitnych młodych naukowców.

Kulturowa natura moralności

Można wskazywać na różne biologiczne i kulturowe komponenty ludzkiej moralności, ale ostatecznie nie da się ich od siebie odseparować. Biologia wyposaża nas w społeczne i poznawcze mechanizmy, które dzięki kulturze integrujemy, a ich produkty przyswajamy i narzucamy innym.

Spór o podstawy moralności to stały motyw w historii ludzkiej myśli. Nic w tym dziwnego, gdyż moralność pojmowana jest najczęściej jako jeden z kluczowych składników określających ludzką naturę. Współcześni uczestnicy sporu nierzadko podpierają się autorytetem wielkich myślicieli, zapominając jednak, że filozofia jest najczęściej areną starcia przeciwstawnych poglądów i teorii. Często przypomina się więc Milla i Benthama, sugerując, że w moralności chodzi o maksymalizację szczęścia, czego dokonać można, tylko korzystając sprawnie z narzędzia, jakim jest rozum. Przywołuje się także Hume’owską metaforę rozumu jako niewolnika uczuć, podkreślając, że fundamentem moralności są emocje. We współczesnych dyskusjach, które toczą się nie tylko na gruncie filozofii, ale również psychologii, neuronauki i kognitywistyki, obecna jest jednak jeszcze inna postać – Karol Darwin. Odniesienie do ewolucji biologicznej, która polega na selekcji genetycznych mutacji drogą doboru naturalnego i płciowego, prowadzi do nieodzownego pytania o fundamenty: czy moralność jest raczej produktem natury (biologiczną adaptacją, jak powiedzą niektórzy ewolucjoniści) czy wręcz, odwrotnie, przeciwstawiania się jej, dzięki zdolności do tworzenia i przekazu kultury kolejnym pokoleniom?

Kulturowa fasada

wydawać by się mogło, że wśród biologów panowała i panuje nadal zgoda co do zakresu stosowalności wyjaśnień opartych na teorii ewolucji. Darwinizm jest bowiem paradygmatem całej współczesnej biologii – nie tylko dlatego że ewolucja jest faktem, a wyjaśniająca ten fakt teoria zyskała empiryczne potwierdzenie w licznych eksperymentach[1], ale również dlatego że unifikuje różne dyscypliny biologiczne, począwszy od mikrobiologii, przez neuronaukę, aż po ekologię. Czym innym jest sama teoria ewolucji, a czym innym jej filozoficzna interpretacja. Głosy pionierów ewolucjonizmu odnośnie do ważkich problemów natury ludzkiej podzielone są niemal od początku. Choć w najsłynniejszym dziele O powstawaniu gatunków, opublikowanym 1859 r., Karol Darwin pominął milczeniem ewolucyjny rodowód Homo sapiens, kilkanaście lat później poświęcił mu w całości nie mniej ważną pracę zatytułowaną O pochodzeniu człowieka (1871). Pokazał się w niej jako zwolennik ewolucyjnego podejścia do różnych aspektów ludzkiego fenotypu – nie tylko morfologii, ale także psychiki i predyspozycji do określonych zachowań. Sprzeciwił się temu Alfred Russell Wallace, uważany – także przez autora O powstawaniu gatunków – za współtwórcę teorii ewolucji. Choć początkowo przyrodnik ten był „darwinistą doskonałym, bardziej konsekwentnym w swym darwinizmie od samego Darwina”[2], stopniowo jego poglądy uległy zmianie, różnicując się przede wszystkim w kwestii ewolucji ludzkiego mózgu oraz psychiki. Darwin był przekonany, że ludzka psychika ma całkowicie naturalne podstawy, a ewolucja mózgu przebiegała dokładnie na tej samej zasadzie co rozwój każdego innego organu, natomiast zdeklarowany spirytualista Wallace twierdził, że psychika wykracza poza reżim metody naukowej, a mózg jest zbyt skomplikowany i plastyczny, by mógł być produktem procesów selekcji naturalnej.

O ile sam Darwin prezentował swoje poglądy w wyważony i raczej nieśmiały sposób, o tyle współcześni mu zwolennicy i przeciwnicy ewolucjonizmu zwykle nie przebierali w słowach. Na kartach historii nauki zapisał się Thomas Henry Huxley – anatom, który za jeden ze swoich celów obrał forsowanie poglądu o ewolucyjnym rodowodzie Homo sapiens.  Symbolem jego sporu z kreacjonistami stał się złośliwy przydomek „Buldog Darwina”. W kontekście zagadnienia moralności Huxley dał się poznać jako zwolennik mrocznej wizji człowieka. Twierdził on, że procesy ewolucyjne promują jedynie walkę na kły i pazury, przyroda jest areną zmagań, a „złodziej i morderca podążają za głosem natury w tym samym stopniu co filantrop”[3]. Choć zdaniem Huxleya człowiek jest wytworem tych amoralnych procesów, jako jedyny w przyrodzie potrafi się im przeciwstawić, czego wynikiem jest moralność: „Postęp społeczny oznacza kwestionowanie kosmicznego procesu na każdym kroku i zastępowanie go innym, który można nazwać procesem etycznym; jego celem jest przetrwanie nie tych, którym zdarzyło się być lepiej przystosowanymi do zastanych warunków, lecz tych, którzy są najlepsi na sposób etyczny”[4].

Zdaniem Huxleya moralność nie jest więc wytworem natury, ale polega na jej przezwyciężaniu. Frans de Waal określa taki pogląd mianem „teorii fasady”[5].

W takim ujęciu ludzka moralność okazuje się cienką warstwą, skrywającą egoistyczną naturę ludzką. Fasada powstaje na drodze wychowania, a właściwym miejscem formowania norm moralnych jest tworzona i przyswajana przez ludzi kultura.

Chociaż podnieść można argument, że prototypowy zwolennik teorii fasady, czyli Huxley, pojmował darwinizm w sposób wybiórczy i uproszczony, a rozwijająca się biologia ewolucyjna dostarczyła wielu wyników badań nad kooperacją i altruizmem[6], pokazując jaśniejszą stronę natury, także i współcześ- nie spotkać można podobne głosy. Jeden z nich należy do Richarda Dawkinsa, który we wstępie do Samolubnego genu pisze: „Próbujmy nauczyć się hojności i altruizmu, albowiem z urodzenia jesteśmy egoistami (…). Jeśli rozważyć sposób działania doboru naturalnego, wydaje się oczywiste, że wszystko, co powstało drogą takiego doboru, powinno być samolubne”[7].

Deklaracja Dawkinsa może zdziwić niejednego uważnego czytelnika, który na kartach jego wspomnianej książki znajdzie szereg argumentów świadczących za ewolucyjną genezą moralności. Powiedzieć trzeba również, że w świetle wyników badań przeprowadzonych przez psychologów rozwojowych pierwsze zdanie z powyższego cytatu jest fałszywe. Wśród argumentów za wrodzonym charakterem ludzkich tendencji kooperatywnych wymienia się to, że skłonność do pomocy innym osobom pojawia się już u ok. rocznych dzieci, a więc na wczesnym etapie ontogenezy[8]. Co więcej, wychowanie za pomocą systemu nagród i kar – stereotypowo przeciwstawiane naturze – wcale nie wzmacnia tendencji do pomagania, ale ją osłabia: u dzieci, które nagradzane były za pomoc, w przeciwieństwie do tych, które nie otrzymywały nagrody, zanikała skłonność do bezinteresownej pomocy innym. Wyniki badań międzykulturowych sugerują również, że tendencje do pomagania innym nie są wytworem kultury zachodniej – w kulturach tradycyjnych, gdzie kontakt rodziców z dziećmi nie jest tak intensywny jak na Zachodzie, zaobserwować można podobny poziom skłonności do pomocy. Wspomnieć trzeba wreszcie, że eksperymenty i obserwacje przeprowadzone przez prymatologów wskazują, iż także szympansy, a więc najbliższy nam gatunek naczelnych, przejawiają pewne tendencje do niesienia pomocy innym osobnikom (np. bezinteresownie podają im przedmioty, których tamci potrzebują dla swoich celów).

Jeśli zaś chodzi o drugie przytoczone zdanie z Samolubnego genu, to doprecyzować wypada, że jego prawdziwość wcale nie jest tak oczywista, jak twierdzi Dawkins. W filozofii moralności mówi się niekiedy o „błędzie Beethovena”. Wielki kompozytor tworzył swoje wspaniale uporządkowane dzieła w totalnym bałaganie, a więc charakterystyka danego procesu (w tym wypadku doboru naturalnego) wcale nie musi być taka sama jak charakterystyka jego wytworów.

To prawda, że „interesem” genów jest własne przetrwanie, ale przynajmniej co do zasady możliwe, że nie wszystkie wytwory doboru naturalnego również okażą się samolubne.

Serce i rozum Darwina

Co o moralności myślał sam Darwin? Z treści książki O pochodzeniu człowieka wyłania się zdecydowanie jaśniejsza wizja natury ludzkiej niż z jej popularyzacji w wykonaniu Huxleya. Jej podstaw Darwin szukał nie w kulturze ani w wychowaniu, ale w skłonnościach społecznych zwierząt, które w dużej mierze mają charakter emocjonalny. Nie chciał jednak powiedzieć przez to, że ludzka moralność niczym nie różni się od wzorców zachowań obserwowanych u innych gatunków. Zdaniem Darwina „prawdopodobne jest, że każde zwierzę obdarzone silnym pociągiem towarzyskim wykształciłoby w sobie poczucie moralne, czyli sumienie, gdyby tylko jego umysłowe władze osiągnęły, chociażby w przybliżeniu, ten stopień rozwoju, na którym stoi człowiek”[9]. Choć moralność wywodzi się z prospołecznych predyspozycji zwierząt, wymaga także rozwiniętych odpowiednio zdolności poznawczych.

Z tezą tą spójne są wyniki badań przeprowadzonych przez psychologów. Okazuje się, że w typowych sytuacjach nasze decyzje podejmowane są intuicyjnie, pod wpływem emocji społecznych, a rozum uruchamiany jest jedynie ex post, gdy ktoś spyta nas o motywy lub zakwestionuje nasze działania[10]. Do emocji tych należą poczucie winy i wstyd w przypadku łamania norm przez nas samych (prowadzą do korekty zachowania) oraz złość lub obrzydzenie, skierowane ku innej osobie postępującej wbrew regułom (skłaniają do wymierzenia kary).

Niemniej życie społeczne wymaga od nas niekiedy racjonalnego uzasadnienia kierowanych emocjami decyzji.

Neuronaukowcy pokazują jednak, że w pewnych sytuacjach rozum nie zawsze uruchamiany jest tylko ex post, ale zaangażowany jest w sam proces decyzyjny. Obrazowanie funkcji mózgu osób, które poproszone zostały o rozwiązanie słynnego dylematu zwrotnicy („wyobraź sobie, że z daleka widzisz rozpędzoną kolejkę, która zabije pięć osób znajdujących się na torach, chyba że za pomocą zwrotnicy przekierujesz ją na boczny tor, ale wtedy zabije ona jedną osobę”), wykazało szczególną aktywność grzbietowo-bocznej kory przedczołowej, która zaangażowana jest w kontrolowane działanie i obliczanie zysków i strat[11]. Jest to więc struktura, którą kojarzyć można z „mózgiem racjonalnym”. Z kolei jeśli sytuacja została zmodyfikowana tak, że angażowała badanych osobiście, obserwowano wzmożoną aktywność „mózgu emocjonalnego”, którego ważną strukturą jest brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa. Tak było w przypadku dylematu mostka – „wyobraź sobie, że możesz uratować przed śmiercią pod kołami rozpędzonej kolejki pięć osób, zrzucając własnoręcznie z kładki jedną postawną osobę, dzięki czemu zatrzymasz pociąg”. Perspektywa osobistego zaangażowania w wyrządzenie komuś krzywdy (nawet gdy badana osoba tylko wyobraża sobie taką sytuację podczas eksperymentu) sprawia, że przestajemy być skłonni do utylitarystycznych kalkulacji – nasz rozum „staje się niewolnikiem uczuć”.

Wrodzona gramatyka moralności

Biologiczne podejście do moralności i uspołecznienia podjęte zostało w latach 70. XX w. przez socjobiologię[12], a następnie w latach 90. przez nawiązującą do niej, ale – przynajmniej  z założenia – wolną od uproszczeń psychologię ewolucyjną[13]. Jak łatwo się domyślić, psychologia ewolucyjna za swoją podstawę przyjmuje darwinizm, ale opiera…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po feminizmie