Od dawna myślę o tym, jak wiele łączyło ks. Andrzeja Zuberbiera (teologa) z ks. Józefem Tischnerem (filozofem). Obaj otwierali polski katolicyzm na współczesność, uczyli wolności myślenia, ostrzegali przed pokusą ideologizacji wiary. Wyprowadzali – a przynajmniej usiłowali wyprowadzić – religijność Polaków z „krainy schorowanej wyobraźni”. Świadomość, iż robił to Tischner, jest dziś dość powszechna, ale kto pamięta jeszcze ks. Zuberbiera?
A przecież i on, póki żył, w istotny sposób wpływał na kształt Kościoła w Polsce. Przede wszystkim jako profesor dogmatyki, świetny kaznodzieja, wychowawca kilku pokoleń katolickiej inteligencji. Jan Turnau wspomina, że „mówił bez klerykalnego patosu, który od razu zdradza księdza. A treść jego wykładów i kazań była zawsze ciekawa, rozważna, ale odważna, i bez gadulstwa: tylko to, co ważne”. Wśród słuchaczy cieszył się zasłużoną popularnością. W nieformalnym sondażu, przeprowadzonym kiedyś w gronie księży, to właśnie jego „wybrano” na biskupa. Biskupem jednak nie został, „podobno z powodu poglądów nazbyt reformatorskich” – napisał już po jego śmierci Turnau.
Pasją Zuberbiera był Sobór. Rozumiał go i przejął się nim do głębi, poświęcając swą wiedzę i talent udostępnieniu soborowego nauczania Kościołowi w Polsce. Służyć temu miała m.in. wydawana przez Znak seria dzieł najwybitniejszych zachodnich teologów współczesnych (Teologia Żywa), w której redagowanie bardzo się zaangażował. Jak wieść niesie, specjalnie nauczył się holenderskiego, by przełożyć na język polski dzieło Edwarda Schillebeeckxa Chrystus. Sakrament spotkania z Bogiem.
Większość autorskich prac ks. Andrzeja Zuberbiera (Wierzę.Dogmatyka w zarysie, Teologia dzisiaj, Czy wiem, w co wierzę) ma charakter popularny. Autor pisał je dla „zwykłych” ludzi, unikał w związku z tym określeń czytelnych wyłącznie dla specjalistów, ograniczał przypisy. Doskonale bowiem rozumiał prawdę wyrażoną niedawno przez ks. Tomáša Halíka: „Większość książek teologicznych czytają [jedynie] profesorowie teologii….