Subskrybuj
Poetka, prozaiczka. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia – za tom Dwa fiaty (2009) oraz książkę prozatorską Obsoletki (2010). Ostatnio opublikowała Pij ze mną kompot (2021)

Znaki zastane

Człowiek zaczyna się rozglądać za ukrytymi kamerami, gdy w kolejnym wynajmowanym pokoju znajduje książkę o okładce utrzymanej w granacie i bieli lub, przeciwnie, smolistej czerni, z charakterystycznymi trójkątnymi kształtami mającymi nasuwać na myśl a to zdradzieckie skały, a to kły potwora czającego się w ciemnościach, a to XIX-wieczne okręty.

Zdarzają się znaki, na które nie tyle my natrafiamy, ile one cierpliwie czekają na nas w jakimś miejscu, gdzie prędzej czy później mieliśmy trafić. Jak miniaturowe kosmetyki i jednorazowe czepki kąpielowe w hotelach. Przy czym w przypadku standaryzowanych vanity kits trudno doszukiwać się spersonalizowanego, tylko dla naszych oczu przeznaczonego komunikatu – choć można, oj, można – zdarzają się jednak znaki, które potrafią nieźle dać do myślenia. W hotelach, motelach, pensjonatach, apartamentach na wynajem, gospodarstwach agroturystycznych, domach pracy twórczej. To książki.

Brałam kiedyś udział w ankiecie, w której zapytano mnie, jakie książki czytam w wakacje. Nie rozpoznałam do końca intencji pytającego, wydawcy o ugruntowanej pozycji na rynku, oferującego potężne spektrum polskojęzycznych publikacji z zakresu szeroko pojętej beletrystyki i trochę węziej eseistyki. Naiwnie więc i szczerze odpowiedziałam: „zastane”. Z entuzjazmem i pieczołowicie rozwijałam temat książek, które zdarzało mi się znajdować w wynajmowanych w okresie letniej kanikuły lokalach pobytowych. Z założenia miały one służyć dodatkowej rozrywce pobywającego, cechowała je więc lekkość tematyki (choć niekoniecznie stylu) i chaotyczny layout, ale tylko z założenia, bo wśród pozycji kryminalnych i obyczajowych zdarzyło mi się znaleźć biografię Szczęsnego Potockiego pod ociekającym krwią i żółcią tytułem Dzieje zdrajcy i pamiętam, że ogromnie mi się wtedy ten tytuł spodobał, wydał mi się bowiem taki uniwersalny, pasujący do co drugiej biografii. Rozwijałam zatem ten temat do niespotykanej u mnie objętości chyba już ponad sześciu tysięcy znaków ze spacjami, gdy wydawca kompletnie zbił mnie z tropu pytaniem, czy któreś z wymienionych przeze mnie kuriozów nosi na sobie logo jego wydawnictwa. Zawstydziłam się swojego entuzjazmu, bo istotnie, nie nosiło.

Z hotelami, zwłaszcza sieciowymi, jest stosunkowo najmniej przygodowo, za to najbezpieczniej: jeśli coś mają na stanie, to zazwyczaj Biblię, w dodatku często w językach narodowych, w najlepszym razie po angielsku. Pismo Święte jest zawsze a propos, „napruci winem i palący jakieś…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Po feminizmie