Autor nie krąży w niej jednak wokół tej zasadniczej rozbieżności i nie próbuje mówić o tym, o czym nie można mówić – nawet jednym słowem nie zapuszcza się na grząskie pole psychoanalitycznej nieprawomyślności. W zamian rzetelnie i z polotem rekonstruuje kluczowe idee Jacques’a Lacana oraz prezentuje ich oryginalną recepcję, która leży u podstaw teoretycznej działalności filozoficznego tercetu z Lublany: Slavoja Žižka, Alenki Zupančič, Mladena Dolara.
Konstrukcyjne założenie książki brzmi następująco: myślenie Słoweńców o kulturze, polityce i (nieklinicznej) psychoanalizie organizuje się wokół lacanowskich formuł seksuacji. Dla Lacana różnica seksualna to kwestia logiki i zawiedzionych oczekiwań. Stawką jest tutaj różnica między męskim wyjątkiem od reguły (ufundowanym na wierze, że choć sam niewiele mogę, to na pewno jest gdzieś jeden taki, który może wszystko) i kobiecą regułą złożoną z samych wyjątków (mogę tyle co nic, ale każdorazowo tworzę warunki możliwości wszystkiego). Mikurda stawia tezę, że pracę teorii, jaka odbywa się w murach „szkoły słoweńskiej”, należy postrzegać jako odchodzenie od formuły męskiej ku formule żeńskiej – od całości do nie-całości, „od tragedii do komedii, od pragnienia do popędu, od Rzeczy do obiektu a oraz od współczesnego status quo do społeczno-politycznej alternatywy” (s. 56).
Mimo że Nie-całość brzmi kobieco, monografia Mikurdy napisana jest całkiem „po męsku”. Wywód ma charakter harmonijny, spójny i uporządkowany. Po bożemu realizuje to, co zapowiada, by na końcu jeszcze raz podsumować, co zrealizował i zapowiedział. To nie zarzut, wszystko jest w porządku, ale można sobie wyobrazić całkiem inny model pisania o psychoanalizie, testujący i podkopujący własny dyskurs, igrający zarówno z tematem, formą, jak i oczekiwaniami odbiorców. Jeśli natomiast oczekiwania te wiążą się z krytycznym spojrzeniem na twórczość np. Žižka, to czytelnicy powinni sięgnąć na inną półkę: choćby po „wprowadzenia” Matthew Sharpe’a lub Iana Parkera albo publikacje Joanny Bednarek czy Pawła…