Subskrybuj
Doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Opcjach”, „Nowej Dekadzie Krakowskiej” i na portalu „Popmoderna”. Interesuje się problemem reprezentacji traumy poholokaustowej i estetyzacją śmierci. Nie stroni od popkultury.

Nadzieja dla wspólnoty

Trzydzieści lat to jedna trzecia długiego ludzkiego życia. Polska demokracja niedługo stanie się 30-latką, a przecież wciąż mówimy, że jest bardzo młoda, niewykształcona. Za 30 lat będziemy żyli w roku 2046 – tego możemy być prawie pewni. Tylko czy w dobie szalonego rozwoju technologii i nieustających konfliktów jesteśmy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie: kim się do tego czasu staniemy?

W filmie Powrót do przyszłości, nakręconym odrobinę ponad 30 lat temu, to w roku 2015 rozwój technologii miał umożliwić człowiekowi pokonanie grawitacji (za sprawą deskolotki). Naiwny, z dzisiejszej perspektywy, obraz wydestylowany z niepokoju, jaki niosą za sobą cywilizacyjne zagrożenia, dla wielu dorosłych widzów jest symbolem marzeń o lepszej przyszłości. Współ- cześni twórcy kina sci-fi rzadko pozostawiają miejsce na taką nadzieję, tworząc raczej wizje przyszłości, w których bohaterowie muszą stawić czoła nieubłaganie nadchodzącemu schyłkowi. Rzecz w tym, że w filmach tych człowiek, choć wrzucony w postcywilizacyjny krajobraz, nadal jest istotą przepełnioną uczuciami, zdolną do empatii, szukającą celu. Ta dysproporcja rodzi natychmiastowy sprzeciw, gdy spojrzymy chociażby na przenikliwą prozę Michela Houellebecqua, gdzie podstawowym zagrożeniem przyszłości jesteśmy sami dla siebie – możemy wszystko, ale nie chce nam się nic.

Roman Pawłowski do rozmowy o tym, co czeka człowieka „za horyzontem”, zaprosił teoretyków, twórców, aktywistów, krytyków i kuratorów. Powstała książka wypełniona indywidualnymi głosami, z których każdy dotyka innej przestrzeni życia lub sztuki. Jest mowa o ruchach miejskich, animacji, teatrze, modzie, architekturze, filmie, ekonomii, muzyce, literaturze. Mogłoby się wydawać, że w tak polifonicznym materiale nie sposób znaleźć wspólnej nuty. Lub że w tej nucie pobrzmiewać będzie echo diagnoz już słyszanych, uwierzytelnionych (na ile to tylko możliwe w przypadku rozpoznań dotyczących przyszłości) nazwiskiem i mądrością autorytetu. Dlatego chyba najbardziej zaskakujące podczas lektury Bitwy o kulturęjest to, że możliwe okazuje się wyznaczenie wspólnych dla większości rozmówców pól, zagadnień czy perspektyw. W dodatku są to niejednokrotnie pomysły bardzo świeże, odległe od kliszowych wizji produkowanych przez…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak Ci nie wstyd?