Droga, która ją do tego przywiodła, była długa − i prowadziła przez filologię klasyczną, historię starożytną oraz papirologię. Jako papirolog Świderkówna była uznanym w świecie autorytetem naukowym. Starożytności, zwłaszcza epoce helleńskiej, poświęciła kilka ważnych i popularnych książek, takich jak Hellada królów i Siedem Kleopatr. Doskonała znajomość łaciny i greki pozwoliła jej na tłumaczenie klasyków: zarówno św. Augustyna, jak i słabo kojarzących się z tzw. pobożnością katolicką wierszy Katullusa. O tym ostatnim rozdziale jej twórczości translatorskiej tak pisała na łamach „Znaku” Elżbieta Przybył-Sadowska: „[Świderkówna] potrafiła doskonale poradzić sobie z co najmniej frywolną niekiedy poezją Katullusa, który nie stronił od mocnego, dosadnego słownictwa i bardzo swawolnych tematów”. Każdą z tych dziedzin twórczości uprawiała z pasją – i w każdej osiągnęła poziom mistrzowski. Po latach okazało się, że – oprócz ogromnej satysfakcji, jaką dawała jej praca – zyskała też narzędzia, które okazały się niezwykle użyteczne w lekturze Pisma Świętego. Była wszak filologiem, znała języki, doskonale rozumiała kontekst życia autorów Biblii i jej bohaterów. Przydatne okazały się także starożytne papirusy, nawet te „nieważne”, takie jak umowy, sprawozdania sądowe, listy prywatne czy rachunki. One bowiem – wyjaśniała − „ukazują życie na gorąco: jedną niepowtarzalną chwilę, która gdyby ktoś jej nie zapisał, zginęłaby na zawsze. Te dokumenty (…) pokazują człowieka takiego jak ty czy ja. Nie męża stanu, poetę czy polityka, ale zwykłego śmiertelnika, którego historycy zwykle nie zauważają”. Ten punkt widzenia towarzyszył jej również przy lekturze Pisma Świętego: „W literaturze biblijnej – mówiła − przede wszystkim interesuje mnie człowiek: ten, który te teksty pisał, i ci, którzy ich słuchali czy czytali, a także postacie, o których pisano”. Swoją drogą, to skupienie się na człowieku i jego problemach pozwoliło jej uniknąć…
Publicysta katolicki, wieloletni redaktor „Znaku”, były prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.