Dziennik we dwoje wziął się w znacznej mierze właśnie z przyjaźni z Białoszewskim, pozostając jednocześnie autonomiczną narracją Stańczakowej. Pisanie go miało – poza literackim – ważny sens wspólnotowy i autoterapeutyczny. Chora na depresję autorka związała swój rytm pracy i spotkań m.in. z rytmem dziennikowego pisania. Nie znaczy to, by dziennik relacjonował wyłącznie chorobę, wręcz przeciwnie. Tym, co w nim najcenniejsze, jest spotkanie, anonsowane już przez sam tytuł książki, choć spotkań mamy tu zaskakująco dużo. Zabawne, w charakterystyczny sposób „gadane” epizody z rodziną i z pisarzami, kręgi…
Adiunkt na Wydziale Polonistyki UW. Recenzentka i czytelniczka literatury najnowszej. Autorka prozy Elizje (Kraków 2017) i po drugiej stronie siebie (Kraków 2019), a także książek naukowych np. Lektura jako spotkanie. Brzozowski – tekst – metoda...