Subskrybuj
Z wykształcenia socjolożka, z zawodu fotografka. Zajmuje się fotografią dokumentalną i podróżniczą. Prowadzi blog www.ameryki.blogspot.com

Katalog zrealizowanych marzeń

Mieszkają w małych miejscowościach i dużych miastach, pracują same lub w zespołach, wypożyczają książki i organizują wielkie festiwale. Łączy je przekonanie, że w bibliotece nie ma rzeczy niemożliwych. Bibliotekarki – Olga Rok i laureatki nagrody jej imienia.

Z domu zabrała worek ryżu, bańkę oleju i kilka sukienek od mamy, ale te ukradli jej w pociągu. W 1946 r. droga z Uzbekistanu do Polski była długa i niebezpieczna. Trafiła z mężem do Wrocławia i Iławy, aż w końcu osiedli w Warszawie. Olga nauczyła się polskiego, przez lata zajmowała się domem i dwoma synami. Gdy już podrośli, postanowiła poszukać pracy – w wieku czterdziestu kilku lat trafiła do biblioteki na Służewcu Przemysłowym. Za swoją pierwszą pensję w życiu kupiła bluzkę dla siebie i ciastka dla dzieci. „Nie mogę pamiętać jej w bibliotece, przeszła na emeryturę, kiedy byłam mała – opowiada Ania Rok – ale pamiętam jej historie, opowiadane ze śpiewnym wschodnim akcentem. Nigdy go nie straciła. Miała imponującą kolekcję własnoręcznie zrobionych pacynek i stosy pożółkłych kart bibliotecznych. Dzięki nim jeszcze w podstawówce skatalogowałam swoje książki. Przed śmiercią pokazała mi teczkę pełną wycinków i listów gratulacyjnych. W teczce było też parę medali i praca licencjacka poświęcona jej metodzie pracy z dziećmi. I listy z biblioteki, które dostawała już jako emerytka. Pamiętam tamten moment i zaskoczenie, że za bycie bibliotekarką dostaje się medale”. Program biblioteki na Służewcu, którym kierowała Olga Rok, powstawał zgodnie z życzeniami młodych czytelników. Obejmował teatrzyk, kółka zainteresowań, wspólne odrabianie lekcji, wycieczki, konkursy i spotkania z ciekawymi ludźmi. W latach 60. to była raczej rzadkość. Do zadań bibliotek należało tylko wypożyczanie książek. A partnerski stosunek do dzieci i młodzieży musiał uchodzić za rewolucyjny.

Olga Rok zmarła w 2007 r. po ciężkiej chorobie. „Po śmierci babci robiliśmy porządki w mieszkaniu i znaleźliśmy cały stos zeszytów, zapisanych jej charakterystycznym, okrągłym pismem. Wiedziałam, że babcia prowadziła pamiętnik, ale myślałam, że zaczęła dopiero na emeryturze. Tymczasem pisała już od lat 40” – Ania kilka nocy czytała schowana pod kuchennym stołem w mieszkaniu babci. Wspomnienia z dawnych lat przeplatały się z codziennymi sprawami – rodzina, dom, kolejki do urzędu, pierwsza i ostatnia praca. „Ja w 68 roku, 15-tego maja poszłam do Urzędu Zatrudnienia prosząc o jakąkolwiek pracę. Zostałam skierowana do biblioteki publicznej na Mokotów. Bałam się, nie dam rady, poprosiłam o pół etatu. Dostałam za pół miesiąca 300 zł moje pierwsze, przeze mnie zarobione pieniądze. Chwalono i nagradzano mnie, a w domu przecież pracowałam trzykrotnie więcej i nikt tego nie zauważał” – pisała. „Czytając te dzienniki uświadomiłam sobie, że jest w nich siła, która może być inspirująca dla innych kobiet. Związana z tym, że moja babcia była bibliotekarką, ale chyba bardziej z tym, że jako dorosła, 40-letnia kobieta zdecydowała się podjąć pracę, już po odchowaniu dzieci, że potrafiła w pewnym sensie wynaleźć siebie i zbudować swoje życie na nowo. Nie chciałam, żeby jej historia tak po prostu znikła” – mówi Ania.

Historia babci stała się dla niej impulsem do utworzenia funduszu. Z okazji 30. urodzin zaprosiła przyjaciół, najpierw we Fryburgu, gdzie mieszka i pracuje, później w rodzinnej Warszawie. Zamiast kupować prezenty, mieli dorzucić się do stypendium dla bibliotekarek z małych miejscowości, zebrało się 20 tys. zł.

W 2012 r. we współpracy z Akademią Rozwoju Filantropii i Programem Rozwoju Bibliotek Ania utworzyła Fundusz Wieczysty im. Olgi Rok. Poza wsparciem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która ufundowała dodatkowe stypendium przyznawane od 2014 r., pieniądze pochodzą od osób prywatnych, a nie z grantów i dotacji. Docelowo działalność ma być finansowana z odsetek ze środków zgromadzonych na jego koncie. Wieczysty, czyli na zawsze. „W naszej projektowej rzeczywistości taka długa perspektywa to wyjątkowy luksus – przyznaje Ania. – Kiedy stoję na scenie, wręczając stypendium szczęśliwej laureatce, lubię myśleć, że jesteśmy na początku drogi, że tworzymy społeczność wokół funduszu: bibliotekarki, członkowie i członkinie kapituły, ludzie i organizacje”.

W tym roku stypendium zostanie przyznane po raz piąty. Może zostać przeznaczone na dowolny cel związany z rozwojem osobistym. „Zależało nam, żeby same laureatki mogły podjąć decyzję, jak wykorzystają te środki – tłumaczy Ania – w końcu to one wiedzą najlepiej, czego im trzeba”. Do tej pory zgłoszenia wysłało ponad 300 bibliotekarek, przyznano 6 nagród głównych i 18 wyróżnień. W kapitule zasiada od 10 do 12 osób. Czytają wszystkie odpowiedzi w formularzach, a później dyskutują bez końca. Ania przyznaje, że najbardziej lubi poznawać historie o drodze, jaka zaprowadziła bohaterki do biblioteki, choć ich marzenia i pomysły zagospodarowania wygranej też są niezwykłe.

 

*
W 2014 r. spotkałam się z Anią Rok. zbliżała się trzecia edycja Stypendium im. Olgi Rok i przy kawiarnianym stoliku zastanawiałyśmy się, jak połączyć moją pracę fotografki z promocją funduszu. W dwóch poprzednich edycjach konkursu stypendialnego przyznano dwie nagrody główne i dziesięć wyróżnień. Razem 12. Ania wpadła na pomysł wydania kalendarza z portretami wszystkich finalistek. Zgodnie z założeniami konkursu, pochodziły z niewielkich miejscowości: Łaziska, Kliczków Mały, Cieszanów – nazwy geograficzne, które nic mi nie mówiły. Nie wahałam się jednak długo, za bardzo chciałam poznać nasze bohaterki. Ruszyłam za nimi w podróż po całej Polsce. Niektóre nie dowierzały: „Naprawdę tłukłaś się tu przez pół kraju, żeby zrobić mi zdjęcie?”, powitała mnie Magda Turska z Kłodawy. Spotkania i rozmowy wynagradzały mi jednak długie godziny w pociągach, autobusach i minibusach. Od czasu moich podróży minęły prawie dwa lata, w międzyczasie w konkursie pojawił się podział na kategorie bibliotek jedno- i wieloosobowych, w latach 2014 i 2015 przyznano więc cztery nagrody główne. W 2016 r. znowu wsiadałam do pociągu, żeby poznać i sfotografować Magdalenę Kowalczyk z Radkowa i Karolinę Mendyk z Wrocławia. Poniżej przedstawiamy wszystkie sześć laureatek stypendium im. Olgi Rok.


_

Karolina Mendyk
Pracuje w Dolnośląskiej Bibliotece Publicznej we Wrocławiu, na stanowisku starszy bibliotekarz. Laureatka Stypendium im. Olgi Rok w 2015 r. w kategorii bibliotek wieloosobowych.

Przygodę z biblioteką zaczęła od rocznego wolontariatu w Dziale Pracy z Dziećmi, na pierwszym roku studium bibliotekarskiego, od razu po maturze. Do dziś jest wdzięczna swojemu ówczesnemu opiekunowi Jerzemu Kumiedze, że rzucił ją na głęboką wodę, a w razie potrzeby służył radą i wsparciem. „Stałam się bardziej otwarta, uśmiechnięta i zorganizowana. Musiałam przezwyciężyć nieśmiałość i nauczyć się mówić do dużej grupy ludzi – mówi pani Karolina. – Bardzo się zmieniłam. Mam odwagę robić rzeczy, których wcześniej bym się po sobie nie spodziewała”.
Pani Karolina pracuje w fonotece, ale jej rola nie ogranicza się do wypożyczania płyt. Najwięcej czasu poświęca dwóm inicjatywom. Współpracę ze stowarzyszeniem Otwarte Klatki rozpoczęła w 2015 r. Zajęcia dotyczące praw zwierząt i warsztaty gotowania wegańskich potraw cieszą się ogromnym zainteresowaniem, także wśród dzieci. Na spotkania regularnie przychodzi po 60–70 osób, w bibliotece zaczęły się pojawiać nawet psy. Wystawa Tydzień bez futra z bibliotecznej gabloty trafiła na Uniwersytet Śląski, a zebrana w ramach akcji charytatywnej karma – do fundacji Koci Zakątek. Drugie przedsięwzięcie wykracza poza mury biblioteki. Pod niewinną nazwą Dyskusyjny Klub Książkowy „Na Fiołkach” kryją się spotkania z osadzonymi z zakładu karnego przy ul. Fiołkowej. Karolina Mendyk podjęła się tego zadania jako pierwsza bibliotekarka w województwie. Więzienni wychowawcy szukali chętnych przez dwa lata.
To niełatwa praca – już samo wejście do więzienia obwarowane jest licznymi procedurami, do tego dochodzi stres. Każde zajęcia pani Karolina musi mieć dobrze przemyślane, więźniowie to wymagający czytelnicy. Sami przecież przychodzą na DKK przygotowani, są chętni do dyskusji, a historie z książek przekładają na swoje życie. Wielu z nich jest bardzo oczytanych, zwłaszcza w klasyce, lubią też fantastykę. Ale pani Karolina nie chce ograniczać się do jednego gatunku: „Wspólnie czytaliśmy Olgę Tokarczuk, powieść Kielonek Alaina Mabanckou, scenariusz Bergmana”. Doświadczenie na Fiołkowej sprawiło, że podjęła się prowadzenia podobnych zajęć także w areszcie śledczym. W obu instytucjach oprócz dyskusji o książkach są też warsztaty, m.in. dziennikarskie. „Te zajęcia to największe zawodowe wyzwanie w moim życiu. Jeśli poradziłam sobie z grupą recydywistów, to ze wszystkim sobie poradzę” – uśmiecha się.

_

Urszula Kopeć-ZaborniakDyrektorka Miejskiej Biblioteki Publicznej w Cieszanowie, poetka, laureatka Stypendium im. Olgi Rok w 2012 r. W Cieszanowie była „zajechana”, czyli przyjezdna, nietutejsza. Ale w bibliotece od razu poczuła się jak u siebie – do książek ciągnęło ją od dzieciństwa. W szkole podstawowej ciągle przesiadywała wśród regałów, pomagając wypisywać karty, oprawiać i ustawiać książki. Za namową bibliotekarki ukończyła polonistykę w Lublinie, a później studia podyplomowe w zakresie bibliotekoznawstwa i informacji naukowej oraz kurs pedagogiczny. W międzyczasie pracowała w sklepie z odzieżą używaną, na giełdzie samochodowej, opiekowała się dziećmi i projektowała ubrania z polaru. Każdą wolną chwilę spędzała natomiast w domu kultury, gdzie prowadziła teatrzyk dla najmłodszych. Gdy dostała propozycję pracy w bibliotece w rodzinnej wsi Majdan Królewski, nie wahała się ani chwili. W 2009 r. postanowiła jednak zamieszkać w rodzinnych stronach męża – w Cieszanowie – gdzie objęła stanowisko dyrektorki biblioteki. Początki nie były łatwe. Przyjechała obca i od razu chciała wprowadzać nowe porządki. Jej pomysły na pracę z dziećmi niepełnosprawnymi i ich integrację ze społecznością budziły sprzeciw. „Sama też się bałam, ale każda nowa inicjatywa, jak choćby wspólna wycieczka dzieci zdrowych i niepełnosprawnych, dawała mi ogromną satysfakcję” – opowiada pani Urszula. Z roku na rok takich zajęć było coraz więcej. Nieufność do nowej dyrektorki i jej pomysłów zniknęła, a wokół biblioteki zawiązała się koalicja na rzecz rozwoju miejscowości. W placówce utworzono cyfrowe archiwum poświęcone lokalnej historii, które zaprosiło do współpracy seniorów. Na miejscu powstał teatrzyk, zaczęto organizować gry i zabawy edukacyjne. Dzięki staraniom pani Urszuli biblioteka przeniosła się do nowej siedziby w dawnym budynku szkoły podstawowej. W dodatkowej sali powstała Bajkolandia – ściany zdobią malowane…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dusza w lepszej formie