Kognitywiści wciąż na nowo podejmują metafizyczny problem wolnej woli człowieka[1]. Można odnieść wrażenie, że jest ona kolejnym bastionem, który broni się przed oblężeniem ze strony odkryć neuronaukowców i wyników dociekań naturalistycznie zorientowanych filozofów. Skrajni obrońcy wolnej woli powołują się na wyjątkowość natury ludzkiej, w której istotne miejsce zajmuje zdolność do dokonywania świadomych wyborów i potoczne doświadczenie wolności decyzji. Z kolei ich przeciwnicy, traktujący wolną wolę jako relikt, taki jak stoicka pneuma, cieplik czy eter, chętnie odwołują się do deterministycznych interpretacji teorii fizycznych czy rezultatów neuronauki, wskazujących na przedświadome mózgowe determinanty ludzkich zachowań. Istnieją oczywiście próby kompromisowe, w których proponuje się połączenie ludzkiej woli i zdeterminowanych procesów, wskazując nawet konieczność tych ostatnich dla możliwości stwierdzenia faktycznego sprawstwa określonego czynu przez podmiot. Być może temperaturę dyskusji obniżyłoby zwrócenie większej uwagi na trzy kwestie. Po pierwsze, automatyczna strona natury ludzkiej nie musi być wcale stroną mroczną; właśnie ona może być odpowiedzialna za wypracowanie nawyków, które stanowią bramę do kształtowania się cnót. Po drugie, trzeba pamiętać, że gdy przedstawiciele nauk kognitywnych piszą o wolnej woli, dokonują wówczas de facto filozoficznej interpretacji wyników swojej dyscypliny. A wyniki te wskazują, że nasze zachowania są rezultatem złożonej gry między niższymi zautomatyzowanymi procesami umysłowymi i wyższymi procesami kontrolnymi. Być może więc, to trzecia kwestia, owocną strategią dla filozofii okazać się może operacjonizacja wolnej woli jako samokontroli[2]. Owocność strategii przejawia się m.in. w tym, że kategoria samokontroli – podobnie jak wolna wola – bliska jest dyskusjom na temat natury moralności.
Homo angustus
W kognitywistyce umysł traktowany jest najczęściej jako system przetwarzający informacje analogicznie do komputera. Jego rozmaite struktury kodują bodźce docierające z zewnętrznego świata za pośrednictwem zmysłów, a następnie na różne sposoby manipulują uzyskanymi informacjami. Wyodrębnianie poszczególnych działań umysłu i ich eksperymentalne badanie okazuje się możliwe w szczególności dzięki temu, że procesy umysłowe przebiegają w czasie. W każdym momencie ludzki umysł dosłownie bombardowany jest zalewem informacji, których jednoczesne przetwarzanie przekracza obliczeniowe możliwości naszego wewnętrznego komputera. Konkretna sytuacja, w której znajduje się jednostka, wymaga rozsądnego gospodarowania ludzkimi skąpymi zasobami poznawczymi.
Kognitywiści przyjmują więc założenie o ekonomii przebiegu procesów poznawczych. Mówi o tym zaproponowana w latach 90. przez Susan Fiske i Shelley Taylor metafora człowieka jako skąpca poznawczego (cognitive miser)[3]. Oznacza ona, że umysł broni się przed przeciążeniem nadmiarem danych, a także zachowuje część zasobów „na zapas”, dokonując nieustannej selekcji informacji ze względu na przyjęte cele. Kluczową rolę odgrywa w tym mechanizm uwagi. Po dekadach sporów na temat umiejscowienia uwagi w strukturze poznawczej (czy informacje są selekcjonowane jeszcze przed rozpoznaniem znaczenia bodźca, czy raczej gdy informacja jest już zinterpretowana?) współcześnie sądzi się, że mechanizm ten jest bardzo plastyczny i adaptuje organizm do bieżących warunków poprzez selekcję informacji na różnych poziomach ich przetwarzania[4]. Co więcej, psychologia poznawcza odeszła od potocznego pojmowania uwagi jako jednolitego mechanizmu, wyróżniając niezależne, ale wchodzące ze sobą w interakcje systemy – np. uwagę wykonawczą, która należy do mechanizmów ludzkiej samokontroli[5].
Ważną strategią sprzyjającą poznawczej ekonomii jest uczenie się. Znajdując się wielokrotnie w podobnych sytuacjach, umysł tworzy i utrwala w pamięci programy poznawcze, które później zwrotnie wpływają na przetwarzanie kolejnych danych.
Pamięć – podobnie jak uwaga – nie jest monolitem, nie przypomina tylko magazynu wiedzy.
Zapamiętywanie i przywoływanie informacji wykorzystuje pamięć roboczą. Ta ostatnia przypomina zdaniem niektórych badaczy sprawujący kontrolę nad innymi procesami poznawczymi procesor naszego umysłu[6]. Gdy znajdujemy się w typowych warunkach, a nie w nieoczekiwanych okolicznościach, skąpiec poznawczy pracuje w trybie automatycznym, wykorzystując dostępne schematy wiedzy, sądy i przekonania.
Maszyneria ta niekiedy podatna jest na błędy. Łatwiej wydobyć nam informację o tragicznej katastrofie lotniczej, która pochłonęła wiele ofiar i przez długi czas była tematem pierwszych stron gazet, niż o mniej medialnym, ale, niestety, należącym do codzienności, wypadku samochodowym, w efekcie czego błędnie przeszacowujemy ryzyko katastrofy lotniczej, zaniżając ryzyko drogowej kraksy. Pomimo błędów poznawczych, skrupulatnie badanych przez wiele lat m.in. przez Daniela Kahnemana i Amosa Tversky’ego, w toku ewolucji umysłu automatyzacja okazała się zwycięską strategią, umożliwiającą sprawne działanie w świecie bogatym w bodźce.
O wolnej woli inaczej: między automatyzacją a kontrolą
Wyobraźmy sobie następującą sytuację: stojąc na baczność, zarzucamy na siebie specjalny płaszcz z rozcięciami z tyłu, które umożliwiają stojącej za nami osobie włożenie ramion do rękawów. Od osoby tej jesteśmy przedzieleni parawanem (również w nim znajdują się odpowiednie wycięcia). Stoimy przed lustrem i widzimy samych siebie poruszających rękami skrytymi pod płaszczem. Ręce te nie są jednak nasze – należą do osoby chowającej się za parawanem. Możliwe są dwa warianty: po prostu obserwujemy ruchy ramion albo przed nastąpieniem każdego ruchu słyszymy w słuchawkach jego opis. Eksperyment taki przeprowadził rzeczywiście zespół Daniela Wegnera[7]. Osoby badane składały szczegółowe raporty na temat odczuć towarzyszących sytuacji eksperymentalnej. Okazało się, że w drugim wariancie uczestnicy badania mieli wrażenie kontroli nad ruchami de facto cudzych rąk. W pierwszym wariancie wrażenie takie nie występowało wcale albo było słabsze.
Daniel Wegner interpretuje wyniki tego eksperymentu w kategoriach iluzoryczności świadomego sprawstwa[8]. Pomijając realistyczność całej sytuacji, możemy zauważyć, że raporty osób badanych układają się w serię. Na jednym jego krańcu mamy przeświadczenie o byciu sprawcą działań, na drugim przekonanie, że ruchy ramion wykonywane są „poza nami”. Mamy do czynienia z kontinuum, bowiem przeświadczenie o tym, że działania „są nasze”, nie funkcjonuje na zasadzie wszystko–albo–nic, ale jest stopniowalne.
Opisany wyżej eksperyment uczy nas również, że nie trzeba odwoływać się do procesów mózgowych poprzedzających świadomą intencję, aby wykazać, że nasze sprawstwo bywa iluzoryczne. Innego przykładu tej prawidłowości dostarczają badania przeprowadzone pod koniec lat 70. przez Lauren Alloy i Lyn Abramson[9]. Do udziału zrekrutowano dwie grupy – pierwsza składała się z osób depresyjnych, a druga niedepresyjnych. Zadaniem osób badanych było naciskanie przycisku zgodnie ze swoją wolą oraz obserwacja rozbłysków kolorowego światełka. W każdej próbie możliwa była jedna z kilku sytuacji: po pierwsze, mogło zdarzyć się, że osoba nacisnęła przycisk i kolorowa lampka rozświetliła się; po drugie, nie nacisnęła przycisku, ale lampka mimo to się rozświetliła; po trzecie, uczestnik nacisnął przycisk i lampka nie rozświetliła się. Po kilku seriach złożonych z wielu prób badacze poprosili uczestników o ocenę swojego wpływu na rozbłysk światełka.
W warunku, gdy rozbłysk lampki rzeczywiście zależał od wciśnięcia przycisku, osoby badane – zarówno depresyjne, jak i niedepresyjne – trafnie oceniały własny wpływ na zdarzenie jako wysoki. W drugim warunku, gdy w rzeczywistości wciśnięcie guzika i rozbłysk lampki nie były powiązane, osoby depresyjne oceniały swój wpływ na zdarzenie trafnie jako żaden lub niewielki, osoby niedepresyjne zdecydowanie przeszacowywały swój wpływ. Badaczki określiły zaobserwowane zjawisko mianem „iluzji kontroli”.
Wyniki Wegnera oraz Lauren Alloy i Lyn Abramson nie stanowią jednak ostatecznego dowodu, że kontrola nad własnym zachowaniem jest fikcją. Rozważmy następujący przykład. Niewprawny kierowca musi świadomie kontrolować jednocześnie sytuację na drodze oraz wiele mechanizmów: układ kierowniczy, skrzynię biegów, sprzęgło itd. To bardzo kosztowne, jednak nabywanie wprawy odciąża systemy poznawcze – jazda wprawnego kierowcy jest bardziej płynna i bezpieczna, ze względu na automatyzację obsługi samochodu. Pomiędzy mistrzem szosy – obsługującym intuicyjnie wszystkie mechanizmy, a na dodatek zwracającym podczas jazdy uwagę na nawigację satelitarną, zmieniającym płyty w odtwarzaczu i angażującym się w rozmowę z pasażerami – a świeżo upieczonym kierowcą istnieje kontinuum możliwych relacji automatyzmu i kontroli. Dotyczy to każdej umiejętności, gdy w wyniku treningu nabywamy wprawę, przesuwając się z jednego krańca serii ku drugiemu[10].
Co do zasady, nabywanie wprawy (mówiąc bardziej fachowo: wiedzy proceduralnej) prowadzi do automatyzacji, zmniejszając konieczność świadomej kontroli nawet nad bardzo skomplikowanymi czynnościami. W ten sposób uwolnione zostają zasoby poznawcze. Nie oznacza to jednak całkowitej eliminacji kontroli nad własnym zachowaniem. Zaoszczędzone zasoby mogą zostać przeznaczone albo do jednoczesnego wykonania innej czynności (jak w powyższym przykładzie), albo do monitorowania sytuacji. W ostatnim wypadku, w razie zajścia nieprzewidywanych zdarzeń, jesteśmy zdolni do korekty zachowania, utrzymując obrany przez nas uprzednio cel.
Automatyzm nie powinien być więc przeciwstawiany intencjonalności i celowości zachowania – w wielu wypadkach stanowi on wręcz narzędzie pozwalające skutecznie osiągać postawione świadomie cele. Ta ostatnia zdolność wiąże się z samokontrolą, która – powołując się na psychologiczną definicję Adama Chuderskiego – polega na tym, że „(…) człowiek potrafi wbrew sygnałom płynącym z otoczenia i narzucającym się schematom działania zmieniać przebieg swoich procesów poznawczych i zachowania dla realizacji celów, które bez udziału samokontroli nie zostałyby osiągnięte”[11]. Co ciekawe, wyjaśnienie to łudząco przypomina niektóre filozoficzne definicje wolnej woli. Przykładowo, Łukasz Kurek pisze, że „wolna wola jest to zdolność podmiotu do samodzielnego wyboru oraz realizacji założonych przez siebie celów”[12]. Skoro nauki kognitywne z powodzeniem łączą automatyzację i celowość zachowania, jest to wskazówka, że również filozoficzne podejście do wolnej woli powinno dopuszczać taką możliwość.
Samokontrola i nawyki
Wśród psychologów poznawczych toczy się spór o to, jakie kognitywne mechanizmy konstytuują samokontrolę, przejawiającą się w różnych kontekstach i zachowaniach. Należy do nich wspomniana wcześniej uwaga wykonawcza, jednak mówi się również o elementarnych funkcjach wykonawczych, których liczbę szacuje się rozmaicie w zależności od przyjętego modelu teoretycznego[13].
Jedną z takich funkcji jest hamowanie, które polega na przerwaniu zachodzącego aktualnie procesu poznawczego.
Co do zasady, automatyczne procesy poznawcze mają balistyczną naturę, co oznacza, że raz uruchomione, dążą aż do końca przebiegu. Mechanizm hamowania pozwala natomiast zatrzymać proces.
Wyobrazić można to sobie znów na przykładzie drogowym – wprawny kierowca działa w…