W bazylice czterech koronatów w Rzymie w kaplicy św. Sylwestra znajduje się cykl malowideł przedstawiający życie Konstantyna Wielkiego w aspekcie, w jakim według legend przenikało się z historią papieża Sylwestra. Pośród fresków pochodzących z XIII w. szczególnie interesujące są dwie sceny nawiązujące do legendarnego officium stratoris cesarza Konstantyna. W pierwszej scenie przedstawiony został papież Sylwester: siedzi na tronie i w mitrze na głowie. Przed nim klęczy, bez nakrycia głowy, ale w pełnym cesarskim stroju, Konstantyn Wielki. Prawą ręką, zamiast odrzuconej przez Sylwestra korony cesarskiej, przekazuje papieżowi frygierz (frygium), inny rodzaj cesarskiego nakrycia głowy; w lewej dłoni dzierży uzdę białego konia, który w połowie znajduje się jeszcze w łukach pałacowej bramy. Zamieszczona inskrypcja opisuje pałac jako Capitolium. Druga scena ukazuje papieża siedzącego na białym koniu[1] i podjeżdżającego z prawej strony do bramy pałacu. Jego głowę zamiast mitry zdobi teraz frygierz. Towarzyszą mu niosący tarczę pedisequus i trzech biskupów na koniach. Konstantyn prowadzi papieskiego konia, na głowie ma teraz cesarską koronę, a w prawej ręce trzyma uzdę. Przed nim, jako otwierający procesję cursor, kroczy żołnierz niosący cesarski miecz.
Te dwie sceny wiernie ilustrują fragment Constitutum Constantini, dzieła, w którym pierwszy chrześcijański cesarz miał opisywać honory przyznane przez siebie papieżowi Sylwestrowi w dowód wdzięczności: „własnymi rękoma nakładamy na jego świętobliwą głowę frygierz, którego biały blask jest symbolem wspaniałego zmartwychwstania Pana i trzymając uzdę Jego konia, z czci dla św. Piotra spełniamy wobec Niego służbę masztalerza i postanawiamy, że wszyscy biskupi Jego następcy nosić będą podczas procesji taki sam frygierz naśladując naszą cesarską władzę”[2].
Fragment zdania z tego ustępu opisujący cesarską posługę w roli masztalerza nowsze badania uznają zazwyczaj za interpolację, a więc fałszerstwo w obrębie fałszerstwa, gdyż passus ten jest wtrąceniem w regulacje dotyczące frygierza i bardzo niezręcznie łączy się z drugą częścią ich opisu[3]. Wtrącenie to występuje jednak we wszystkich manuskryptach i, jak się wydaje, istnieją także inne powody, aby ze sceptycyzmem podchodzić do jednoznacznego uznania tego fragmentu za nieautentyczny.
Ordo Romanus IX Mabillona (według wyliczeń Andrieu Ordo XXXVI pozarzymskiego pochodzenia) powstało w wieku IX i w związku z tym z pewnością później niż Donacja Konstantyna[4]. W Ordo tym opisany został m.in. rytuał wprowadzenia na urząd papieża – uroczystość, która miała kończyć się triumfalnym pochodem z katedry św. Piotra na Lateran, niejako processus consularis nowego papieża. Przebieg pochodu opisano dosyć dokładnie. Po mszy papież udawał się do zakrystii, gdzie zajmował miejsce na sella apostolica[5]. Tron ten mógł znajdować się również na zewnątrz, na najniższych stopniach katedry. Tutaj papież odbierał hołd (laudes) składany przez patroni regionum w prostej formule tamtego czasu: Domnus Leo papa, quem sanctus Petrus elegit, in sua sedemultisannissedere[6]. Następnie przystępował prior stabuli, a więc wielki masztalerz papieski, i przed procesją nakładał papieżowi regnum. Papież dosiadał konia i przejeżdżał do swojego pałacu w eskorcie wyższych urzędników, iudices, pośród wiwa tujących tłumów[7]. Nie dowiadujemy się, czy ktoś prowadził papieskiego konia za uzdę. Jednak w nieco wcześniejszym Ordo XXXIX (według Andrieu) szczególnie zwraca się uwagę na fakt, że zarówno nowo wyświęcony w katedrze św. Piotra kapłan, jak i diakon są prowadzeni przez dwóch papieskich masztalerzy dzierżących uzdę konia[8]. Należy przyjąć, że także przy wprowadzaniu na urząd papieża koń papieski był prowadzony za uzdę przez masztalerzy; natomiast wyłącznie na podstawie Ordo Romanus I z VIII w. wiemy, że masztalerze świeccy prowadzili papieskiego konia, idąc po jego prawej i lewej stronie[9].
***
W każdym razie do funkcji papieskiego masztalerza należało najwyraźniej nakrycie głowy papieża przed rozpoczęciem procesji. Ten obyczaj papieskiego ceremoniału, który jest wyszczególniony w Ordo IX (u Andrieu – XXXVI), oczywiście, nie może mieć swojego początku w niczym innym, jak tylko w samej praktyce (usus), aby w czasie procesji prezentować właściwe papieżowi nakrycie głowy. Tę używaną podczas procesji ozdobę Ordo nazywa regnum, zaś Donacja Konstantyna – frygium. Procesyjne nakrycie głowy występowało jednak już wcześniej, przynajmniej od 710 r., gdy papież Konstantyn (708–715) przy swoim adventus do Konstantynopola był ozdobiony camelaucium ut solitus est Romae procedere. Donacja Konstantyna potwierdziła więc tylko (jak zresztą zdarzało się często i w innych sprawach) to, co od dawna było papieskim zwyczajem, a mianowicie własne nakrycie głowy papieża podczas procesji. W tym kontekście można uznać za rzecz obojętną, czy słowa regnum, frygium i calelaucium za każdym razem oznaczają jakiś inny czy też ten sam przedmiot. Ważne jest tutaj istnienie właściwego papieżowi nakrycia głowy, oznaki godności „noszonej podczas procesji dla naśladowania naszej cesarskiej władzy”, jak to ujmuje Donacja Konstantyna.
Według legendy cesarz Konstantyn miał więc, zarówno w duchu wydanego przez siebie dokumentu, jak i prawdopodobnie ze względu na istniejący już w Rzymie zwyczaj, wypełnić posługę masztalerza przez samo nałożenie papieżowi procesyjnych insygniów, zanim jeszcze przejął również kolejną funkcję, a mianowicie prowadzenie papieskiego konia przez przytrzymywanie go za uzdę.
Fragment Donacji Konstantyna wspominający o prowadzeniu konia niekoniecznie więc trzeba uważać za interpolację, jeśli rzeczywiście posługa masztalerza składała się z dwóch różnych funkcji: po pierwsze, z nałożenia procesyjnego nakrycia głowy jako przywileju prior stabuli czy też maior strator, a po drugie, z prowadzenia konia za uzdę.
Ta podwójna posługa mogła mieć miejsce oczywiście tylko wtedy, gdy papież nie miał już wcześniej na głowie frygierza. Według naszej wiedzy przez pierwsze cztery stulecia w ramach nadwornej posługi masztalerza nie nakładano papieskiego nakrycia głowy, a nawet nie było to możliwe ze względu na specyfikę papieskiego processus. Słusznie zauważono, że słowa processio w Donacji Konstantyna nie można rozumieć w sensie „procesji kościelnej”, lecz raczej w znaczeniu triumfalnego pochodu[10].
Do tej pory w zbyt małym stopniu, albo nawet w ogóle, nie doszło tu do głosu pewne ważne rozróżnienie. A mianowicie: przy jakiej okazji, lub przy jakich okazjach, konieczna była książęca lub cesarska posługa masztalerza? Odpowiedź brzmi: posługi tej wymagano w dwóch wypadkach. Po pierwsze, przy processus, uroczystym przybyciu, który tutaj może być określone jako „pochód triumfalny”, chociaż rzymski triumfator, także consul w przypadku processus consularis, nie siedział na koniu, ale jechał na rydwanie (biga); po drugie, przy papieskim adventus, a więc przy wprowadzaniu papieża, aby w uroczysty sposób przyjąć go podczas jego wizyty (ad papam suscipiendum)[11]. Adventus był już w czasach rzymskiego antyku do tego stopnia rozbudowany i upodobniony do tryumfalnego pochodu[12], że nie powinno dziwić, iż nie zawsze dostatecznie precyzyjnie rozróżniano obie procesje. Tutaj jednak jest to ważne o tyle, że podczas czterech pierwszych stuleci obowiązywania Donacji Konstantyna (ok. 750–1150) posługiwanie przez księcia w roli masztalerza zostało poświadczone jedynie w związku z papieskim adventus; także później większość przypadków takiej książęcej posługi jest związana z uroczystym wprowadzaniem papieża. Za prototyp może służyć eskortowanie papieża Stefana II przez króla Pepina w czasie spotkanie w Ponthion (rok 754). Pepin wyszedł na spotkanie odwiedzającego go papieża na odległość trzech mil. Gdy orszak papieski się przybliżył, król zeskoczył z konia, pokłonił się pokornie Stefanowi II i następnie prowadził jego konia przez pewien odcinek drogi, trzymając go za uzdę[13]. Podobnie było w kwietniu 858 r., gdy nowo wybrany papież Mikołaj I udał się do cesarskiego obozu Ludwika II z Quinto przy Via Flamina. Następnie z przypadkami adventus mamy do czynienia wtedy, gdy papież Urban II odwiedził młodego Konrada, syna cesarza Heinricha IV, w roku 1095 w Cremonie oraz gdy papież Innocenty II został przyjęty przez króla Lotara III z Supplinburga w roku 1131 w Liege. Oczywiście we wszystkich tych wypadkach papież miał procesyjne nakrycie głowy, zanim nastąpiła posługa masztalerza.
Triumfalny processus był z zasady powiązany z ustanowieniem papieża czy też z jego „uroczystą koronacją”. Wydarzenia te miały zazwyczaj miejsce podczas wielkich świąt kościelnych. Przy tych okazjach papieża należało finita missa ubrać we wszystkie insygnia. W późniejszych czasach, gdy Ordo IX przestało już być w użyciu, stało się to zadaniem archidiakona z katedry św. Piotra. Opisał to w XII w. Benedykt od św. Piotra[14]. Jednak w nieco późniejszym Ordo autorstwa Albino, biskupa Albano, całkiem żywe jest jeszcze wcześniejsze powiązanie z funkcjami masztalerza; zanim bowiem papież dosiada konia archidiaconus recipit frigium a majori stratori [sic!], de quo dominum papam coronat. Tak więc to wielki masztalerz podaje arcydiakonowi papieską ozdobę głowy, nawet jeśli nie on sam mu ją zakłada. Triumfalny pochód odbywał się także po koronacji cesarza, który zgodnie z zasadami kończył się przejazdem ulicami Rzymu z katedry św. Piotra na Lateran lub do któregoś z innych pałaców. Przy tej okazji nowo koronowany cesarz przez krótki odcinek dzierżył uzdę papieskiego wierzchowca, po czym sam dosiadał konia i kontynuował drogę wraz z papieżem[15]. Ta posługa masztalerza będąca naśladowaniem Konstantyna, a dokładniej: Konstantyna ze sfałszowanej Donacji…, weszła później do tzw. Cencius II (Liber Censuum), do XII-wiecznego Ordo koronacji cesarza, i znajduje się w większości późniejszych Ordines[16]. Dokumenty te nie wspominają o nakładaniu papieskich insygniów procesyjnych, ale z innych źródeł dowiadujemy się, że należało to do obowiązków pierwszego z kardynałów diakonów, chociaż i w późniejszych czasach obrzęd ten nazywany jest: recipit regnum de manum arescalchi majoris. Wydaje się prawie niemożliwym, aby papież otrzymywał tę ozdobę głowy z rąk cesarza; poza tym ta część książęcej posługi masztalerza popadła w zapomnienie podczas czterech stuleci, podczas których nie była wykonywana, gdyż królowie i cesarze sprawowali funkcję masztalerza jedynie przy papieskim adventus.
***
Wraz ze stwierdzeniem, że książęce czy cesarskie officium stratoris w większości przypadków związane było z papieskim adventus, pojawia się możliwość pewnego wglądu w historię tej ceremonii. Niezliczona liczba rzymskich monet pokazuje, że cesarz w trakcie swego adventus prowadzony był przez kroczącą przed nim skrzydlatą Victorię, która niekiedy trzyma także uzdę cesarskiego konia[17]. Chrześcijaństwo przekształciło ten motyw i zamiast Victorii pojawił się anioł, zresztą w ikonografii skrzydlata bogini zwycięstwa często przeobrażała się w anioła[18]. Ta zamiana nie tylko zaszła w sztuce, ale odzwierciedlała się przede wszystkim w tekstach. Wspomnijmy tu tylko jeden, który przy okazji adventus cesarza śpiewano jako antyfonę i który nadal można znaleźć we współczesnym Pontificale Romanum; tekst ten opiera się na wersie z Księgi Wyjścia 23, 20: Ecce ego mittam angelum meum, qui praecedat te…, bądź na prorockich lub ewangelicznych przekształceniach tego wersu[19]. Celebracja papieskiego adventus w cesarskich formach było czymś zwyczajnym już przed powstaniem Donacji Konstantyna[20]. Dopiero jednak Donacja… zastąpiła postacią cesarza kroczącą na przedzie boginię zwycięstwa lub anioła trzymającego konia za uzdę.
Robert Holtzmann, któremu zawdzięczamy najbardziej szczegółowe studium na temat cesarskiej posługi masztalerza, pokazał, że w późnym Bizancjum w niektórych wypadkach protostrator prowadził za uzdę cesarskiego konia i że we wcześniejszym okresie przy powozie cesarzowej w czasie procesji wielkanocnej kroczyło czterech patrycjuszy dzierżących konie za uzdę[21]. Można przytoczyć jeszcze wiele tego rodzaju przykładów[22]. Swetoniusz pisze np. o Neronie, że miał sen, w którym musiał prowadzić tensa Jupitera, a więc powóz z przedstawieniem postaci boga, najpierw do domu Wespazjana, a potem na teren Circus. Oznaczało to jednak tylko, że jechał lub szedł przed powozem, a nie, że trzymał konia za uzdę. Gdy zwyczaj ten stał się chrześcijańskim obyczajem, przyjęło się, że przy procesjach z relikwiami przed powozem kroczył bizantyjski cesarz, a patriarcha siedział w powozie, trzymając na kolanach relikwiarz; wiernie oddaje to słynna tablica z kości słoniowej z Trewiru[23]. Także i tutaj sam cesarz nie prowadził koni, lecz kierowano nimi z miejsca woźnicy, być może robił to jeden z dostojników wyższej rangi. Rodzi się natomiast pytanie, czy przy jakiejś okazji cesarz sam prowadził konia, trzymając go za uzdę, i w ten sposób występował w roli masztalerza.
Brązowe medale Kommodusa ukazują cesarza siedzącego na skale jako Jupiter iuvenis. Z prawej strony zbliża się do niego męska postać, jak się wydaje – masztalerz, prowadzący konia za uzdę. Nie był to oczywiście jakiś zwykły sługa, ale bóg, jeden z niebiańskich jeźdźców, jeden z Dioskurów, którzy byli czczeni jako Zbawcy (Soteres).
Dioskurowie, którzy na innym brązowym medalu Kommodusa zajmują miejsce po prawej i po lewej stronie tronu Jupitera, pojawiali się dosyć często w kontekście kultu cesarza[24]. Oznacza to dalszy krok w kierunku wykształcenia się tego kultu, gdyż w końcu poszczególni cesarze sami występowali równocześnie jako Dioskurowie. Po raz pierwszy ukazano ich tak na medalu Probusa, gdzie na awersie przedstawiono uzbrojonego cesarza, po lewej stronie tarczę osłaniającą cesarza od wrogów, a po prawej konia prowadzonego za uzdę[25]. Ten typ monety pojawi się jeszcze wiele razy. Na złotym medalionie Numeriana na awersie widnieje cesarz z lancą po lewej stronie i z koniem prowadzonym za uzdę po prawej, a na rewersie uhonorowana została VIRTUS AUGUSTORUM: dwóch cesarzy na koniach przebijających wrogów lancami, a nad nimi Victoria koronująca obydwu Augustów. Moneta głosi zarazem, że cesarski Dioskur był wodzem rzymskiego equitatus, gdyż właśnie Dioskurów uważano za patronów rzymskiego rycerstwa[26]. Ten sam typ przedstawienia odnajdziemy później na brązowym medalu Maksymiana: cesarz prawicą wiodący konia w lewej ręce trzyma tarczę z rzymską wilczycą i bliźniakami, a napis głosi: VIRTUS MAXIMIANI AUG. Srebrny medal Konstantyna Wielkiego dołącza do tej serii. W prawej ręce cesarz trzyma uzdę swojego konia; w lewej oprócz tarczy z wilczycą i bliźniakami dzierży berło w kształcie krzyża ukoronowane kulą. Zamiast wieńca ma na głowie hełm z piórami układającymi się w kształt korony. Umieszczony jest na nim chrystogram; tu po raz pierwszy ten znak Chrystusa pojawia się na monecie z wizerunkiem cesarza. Rewers ukazuje cesarza na suggestus (trybunie), trzymającego w ręku trofeum i ukoronowanego przez Victorię; całość opisana jest: SALUS REI PUBLICAE[27]. Moneta ta, datowana z pewnością na rok 315, stała się bardzo sławna ze względu na ten umieszczony na hełmie chrystogram.
Raz jeszcze wizerunek cesarza prowadzącego konia pojawia się na lyońskiej monecie Kryspusa (rok 320)[28]. Następnie ten typ przedstawienia znika z cesarskich monet, jednak żyje nadal poza nimi. Znajduje kontynuację w kontorniatach z IV i V w., na których cesarz zastępowany jest przez woźniców biorących udział w wyścigach[29]. Nie ma natomiast wątpliwości, że te „monety woźniców” naśladują cesarskie: wspólne kontorniatom i monetom zdecydowanie zbyt małe protomy koni, a na rewersie kontorniatów znajduje się często obraz cesarza triumfującego nad lwem. Pokrewieństwo z monetami cesarskimi nie zaniknęło całkowicie; oto jeden z kontorniatów otrzymał wprowadzający w błąd napis: DN GL C IOVIANIUS P F AUG, podczas gdy inny, z przedstawieniem woźnicy, jakkolwiek bez konia, otrzymał później podpis: DN CONSTANTINUS MAX AUG.
Monety z III i IV w. z przedstawieniem imperatora jako masztalerza prowadzącego własnego konia są oczywiście czymś niezwykłym, gdyż cesarz, jak każdy oficer, miał przecież do dyspozycji sługę zajmującego się koniem. Cesarskie monety były w istocie wzorowane na przedstawieniach Dioskurów, co straciło swoje znaczenie w czasach chrześcijańskich, ale mogło odnosić się jednak do cesarza jako wzorcowego EQUES ROMANUS. W końcu wszelkie przedstawienia cesarza prowadzącego konia znalazły przedłużenie w postaci kontorniatów, na których cesarz istotnie staje się „woźnicą”. Póki co nie da się stwierdzić, czy poza tymi przykładami można by było wskazać jeszcze jakąś inną kontynuację tego typu monety. Być może malowidła ścienne w kaplicy św. Petroneli w katedrze św. Piotra mogłyby…