W tym świetle obiecujący może się wydawać zapowiedziany przez ministra Jarosława Gowina projekt oddolnej reformy ustawy o szkolnictwie wyższym, której tworzeniem miałyby się zająć niezależne zespoły naukowców, przyjmując za priorytet zasadę autonomii uczelni i promowanie związków nauki z gospodarką.
Książka Krystiana Szadkowskiego (filozofa, redaktora naczelnego czasopisma „Praktyka Teoretyczna”) Uniwersytet jako dobro wspólne każe jednak zrewidować potoczne opinie krążące w dyskusjach nad statusem nauki i akademii. Szadkowski wnikliwie analizuje podstawowe pojęcia, które nie tylko opisują, ale również kształtują szkolnictwo wyższe, i pokazuje przy tym, że spór o akademię toczy się dziś nie tam, gdzie powinien. Przechodzenie od gospodarki towarowej do gospodarki opartej na wiedzy sprawia, że od dostępu do środków produkcji ważniejsze staje się obecnie wytwarzanie innowacji, a badania naukowe okazują się najcenniejszą wartością rynkową. Postępująca komercjalizacja nauki – w Polsce wprowadzona za sprawą reform Barbary Kudryckiej – spotyka się z krytyką, która podnosi kwestie publicznego znaczenia uniwersytetów. Szadkowski twierdzi jednak, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, a oba te porządki nieustannie się przeplatają. Publiczny status akademii jest na rękę rynkowi, który chętnie prywatyzuje produkowaną w jej ramach wiedzę, natomiast to, co publiczne w akademii, poddawane jest rosnącej presji urynkowienia. Szadkowski analizuje rolę, jaką w tym procesie odgrywają m.in. globalne rankingi uczelni oraz naukowy przemysł wydawniczy. Szczególnie działanie tego ostatniego jest przykładem cynicznego zawłaszczania pracy naukowej. Owoce badań, finansowanych ze środków publicznych, trafiają w ręce wydawców, którzy każą sobie słono płacić za dostęp do nich. Ale to tylko najbardziej wyrazisty…