Kontrowersji dodaje fakt, że zdania mieszkańców podzielone są zazwyczaj po równo pośród tych, którzy chcieliby zachować architektoniczne perełki z przeszłości w niezmienionym kształcie, i tych, dla których liczy się przede wszystkim dobra inwestycja finansowa.
W tym momencie ważą się losy dwóch warszawskich obiektów: „Syreniego śpiewu” i Rotundy PKO. Pierwszy, będący przykładem powojennego modernizmu, powstał w latach 70. Choć uwodzi piękną bryłą i oryginalną mozaiką, do tej pory nie został wpisany do rejestru zabytków. Powód jest prozaiczny – nazwiska architekta i autora mozaik nie są znane. Rotunda, wzniesiona w 1966 r. i przebudowana 13 lat później, dla wielu warszawiaków stała się ważnym symbolem miasta. Według badań przeprowadzonych w 2013 r. budzi „sentyment do czasów młodości”. Często kojarzy się jednak mieszkańcom z chaosem, szpetotą i prowizorką. Choć właściciel ma już pozwolenie na rozbiórkę, 3,5 tys. internautów protestuje przeciwko wyburzeniu budynku.
Te dwa przykłady dobrze ilustrują nie tylko, tak charakterystyczne dla Warszawy, dążenie do zmiany, ale także wyraźne rozwarstwienie między mieszkańcami stolicy. Dotykają również problemu podejścia do przeszłości i jej wytworów warunkującego stanowisko obierane w sporze o stare budynki i nowe inwestycje. Często kluczowa jest idealizacja obiektu wynikająca z przypisania go do starego, a więc lepszego, krajobrazu. Zjawisko to najczęściej zaobserwować można u ludzi młodych, którzy gotowi są walczyć o to, by miasto pozostało możliwie najdokładniej takie, jakim widzieli je ich rodzice i dziadkowie. W afektywnym podejściu nie ma oczywiście niczego złego. Trzeba jednak pamiętać, że architektoniczna historia Warszawy, przede wszystkim na skutek rozległych zniszczeń wojennych, przez długie lata była brązowiona i gloryfikowana.
Lekturą, która boleśnie weryfikuje wyobrażenie o dostojnej i nowoczesnej „perle Północy”, jest wstęp do …