Pamiętam natomiast spotkanie współautorów z fotografem na dziedzińcu krakowskiej kurii. Biskupi oficjalnie i w milczeniu pozowali do zdjęć. Wydawało mi się, że pierwsze próby były dosyć sztywne. Dopiero gdy zaczęli swobodnie rozmawiać (może bp Ryś rzucił jakąś anegdotę?), udało się złapać ujęcie, które ostatecznie trafiło na okładkę. „Ekumenizm rozpoczyna się od (…) rozmowy” (s. 29).
Na szczęście okładkowe zdjęcie koresponduje z treścią publikacji. Pierwszą obawą czytelnika może być bowiem spodziewany formalizm, gdyby książka okazała się sympatycznym przytakiwaniem i kurtuazyjną wymianą uprzejmości. Życzliwą, ale zbyt ostrożną ekumeniczną poprawnością, z której nic nie wynika. Dyplomacja może być przecież sprytną metodą ucieczki od faktycznego zaangażowania. Na szczęście Na początku był Chrystus nie jest zbiorem pustych formuł. To w ogóle nie jest seria zapewnień o „konieczności współpracy”, lecz poważna rozmowa o przeżywaniu chrześcijaństwa i doświadczeniu wiary. Rozmówcy spotkali się w Krakowie, zaproszeni przez bp. Rysia. Pretekstem był zbliżający się jubileusz 1050-lecia chrześcijaństwa na ziemiach polskich. Biorąc pod uwagę całą pompę nadchodzących uroczystości kościelnych i państwowych, trzeba było prawdziwie ekumenicznego zmysłu, aby zauważyć fakt tak oczywisty, że aż łatwy do przeoczenia: X w. to wciąż Kościół niepodzielony (przynajmniej formalnie), schizma roku 1054 dopiero się zbliża, reformacji nie widać jeszcze na horyzoncie. Nie znaczy to jednak, że chrześcijaństwo posiadało wtedy zunifikowaną tradycję. Bp Pańkowski wraca co jakiś czas do pytania o obrządek, w którym Mieszko przyjął chrzest. Przypomina, że dla prawosławnych łaciński charakter tego wydarzenia wcale nie jest oczywistym faktem, sugeruje, że władca mógł być związany z tradycją cyrylo-metodiańską. Na przykładzie tej spornej kwestii widać, że nieznajomość historii szkodzi, bo istotne detale mają swoje symboliczne znaczenie….