Subskrybuj
Prozaik, autor powieści, m.in. Xavras Wyżryn (1997), Inne pieśni (2003), Lód (2007) oraz zbiorów opowiadań. Ostatnio opublikował powieść Wroniec (2009). Laureat Nagrody im. Kościelskich oraz Europejskiej Nagrody Literackiej.

Czy nadejście idei postępu było przejawem postępu?

Zrazu „postęp”, a tym bardziej „postęp moralny”, może się zdawać tematem publicystycznie niewinnym, bezpiecznie wyniesionym w filozoficzno-pięknoduchowskie rejony – akurat dla stu siedemnastu krakowskich intelektualistów i geriatrycznych lóż bezzębnej dziś warszawki. Lecz przyłóż ucho do piersi Molocha – tu, tu bije serce polityki. Otwórz mapy globalnej podświadomości – tędy przebiega linia frontu wojen kulturowych.

Zmiana powszechnego smaku jest ważniejsza niż zmiana poglądów; poglądy, ze wszystkimi dowodami, kontrargumentami i całą intelektualną maskaradą, są tylko objawami zmiany smaku, a na pewno nie tym, za co się je wciąż często uważa, przyczynami. Jak zmienia się powszechny smak? Wskutek tego, że jednostki, możne, wpływowe i nieznające wstydu, wydadzą wyrok: hoc est ridiculum, hoc est absurdum – czyli sąd smaku i odrazy – i po tyrańsku ten wyrok przeforsują; licznym ludziom narzucają w ten sposób przymus, który stopniowo staje się nawykiem jeszcze liczniejszych, a ostatecznie potrzebą wszystkich. Jeżeli zaś owe jednostki inaczej czują i „smakują”, wynika to zazwyczaj z ich szczególnego sposobu życia, pożywienia, trawienia, może z większej albo mniejszej zawartości nieorganicznych soli w ich krwi i mózgu, krótko mówiąc, z ich physis; mają jednak odwagę przyznawać się do swej physis i wsłuchiwać się w jej żądania, nawet najbardziej subtelne – ich sądy estetyczne i moralne to właśnie owe „najbardziej subtelne odgłosy” physis.

 

Fryderyk Nietzsche, Radosna wiedza,

tłum. Małgorzata Łukasiewicz

1. „Wszyscy się zgadzają, że życie jest lepsze niż śmierć, zdrowie lepsze niż choroba, dobrobyt lepszy niż nędza, wolność lepsza od tyranii, pokój lepszy od wojny. Każdą z tych rzeczy da się zmierzyć, a rezultat przedstawić na wykresie w skali czasu. Linia pnie się w górę – oto postęp”.

Tak twierdzi Steven Pinker w polemice prasowej z Johnem Grayem dokoła książki Pinkera The Better Angels of Our Nature: Why Violence Has Declined (tytuł polskiego wydania to: Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury). Steven Pinker jest może najdonośniejszym, ale z pewnością nie jedynym głosicielem triumfu progresu moralnego: The Most Good You Can Do: How Effective Altruism Is Changing Ideas About Living Ethically Petera Singera (2015), Winning the War on War: The Decline of Armed Conflict Worldwide Joshui S. Goldsteina (2011), i tak aż od Retreat from Doomsday: The Obsolescence of Major War Johna Muellera (1989) – trend narastał od pomyślnego zakończenia zimnej wojny. I w odróżnieniu od ujęć konserwatywnych, w tym ikonicznego Końca historii Fukuyamy, z panoramicznych fotografii ludzkości sporządzanych przez postępowców wyłania się obraz owej stopniowej poprawy jako rezultatu urabiania przez człowieka samych idei, jako skutku PRACY NAD WARTOŚCIAMI.

Ciąg skojarzeń i argumentów Pinkera wygląda, w wielkim skrócie, tak:

(a) ilość i rozmach zbrojnych konfliktów (obrazowanych wykresami liczby zabitych w ciągu roku) zmniejsza się;

(b) zmniejszenie wojennej przemocy to objaw ogólnej poprawy natury człowieka („Najbardziej obiecujące wyjaśnienie, jest, jak sądzę, takie, że to owe składniki ludzkiego umysłu, które odpowiadają za powstrzymywanie się od przemocy – a które Abraham Lincoln nazwał „aniołami lepszej strony natury człowieka” – przeważyły w wewnętrznych zmaganiach”);

(c) poprawa następuje dzięki sukcesywnemu wprowadzaniu w życie ideałów Oświecenia;

(d) oznaką i współprzyczyną postępu moralnego jest m.in. ateizacja, wzrost roli państwa, poszerzenie praw kobiet, mniejszości etnicznych i seksualnych, praw zwierząt.

Logika wywodów Pinkera została podważona m.in. przez Pasqualego Cirilla i Nassima Nicholasa Taleba (The Decline of Violent Conflicts: What Do The Data Really Say?), którzy zakwestionowali matematykę analiz statystycznych Pinkera, głównie z uwagi na specyficzną metodologię wymaganą do badań rozkładów o „cięższych” ekstremach, w odróżnieniu od rozkładów normalnych (w krzywej Gaussa). Analiza przeprowadzona według metodologii Cirilla i Taleba nie wykazała żadnych zmian w częstości i skali przemocy w XX w.: ani spadku, ani przyrostu.

Dla mnie jednakowoż interesujące jest tu nie to, co zależy od przygodnej zgodności z faktami, lecz konstrukcja i dynamika argumentu, swoista metaideologia postępu moralnego.

2. Zrazu „postęp”, a tym bardziej „postęp moralny”, może się zdawać tematem publicystycznie niewinnym, bezpiecznie wyniesionym w filozoficzno-pięknoduchowskie rejony – akurat dla 117 krakowskich intelektualistów i geriatrycznych lóż bezzębnej dziś warszawki.

Lecz przyłóż ucho do piersi Molocha – tu, tu bije serce polityki. Otwórz mapy globalnej podświadomości – tędy przebiega linia frontu wojen kulturowych.

W debatach politycznych Zachodu „postępowość” stanowi oczywisty korelat, jeśli nie wręcz synonim, lewicowości; w nas jeszcze ten obyczaj językowy nie zapadł głęboko, gdyż modernizacja Polski po zapóźnieniach PRL-u uchodzi za projekt ponadpolityczny i w tej prowincji Imperium „postęp” nadal ma coś z bezpłciowej ergonomii, ze sprawności harcerza.

Lecz jeśli wartością absolutną jest długość bezpiecznego życia maksymalnej liczby ludzi, naszym celem powinna być globalna farma z miliardami Homo sapiens hodowanymi od poczęcia w stuprocentowo bezpiecznych kojcach-izolatkach (dopuszczenie do swobodnego kontaktu z innym człowiekiem – o, to już ryzyko).

Wzdrygasz się na tę wizję. Dlaczego? Bo: „Co to za życie!”. Poszedłbyś więc na wojnę przeciwko Huxleyowskim utopiom gwarantowanej chemicznie szczęśliwości i panopticonowego bezpieczeństwa? Zabijałbyś? Ryzykowałbyś, że zabiją ciebie?

Co chwila natykamy się na sytuacje takich nierozstrzygalnych konfliktów wartości w codziennej praktyce politycznej – począwszy od sporu o prawo do aborcji czy eutanazji (a więc życie nie zawsze i nie dla każdego jest lepsze niż śmierć!), na kwestii wyboru modelu gospodarczego skończywszy. Co uznajemy za ważniejsze: globalny rozwój („fala unosząca wszystkie łódki”) czy zmniejszanie nierówności ekonomicznych? Jak duże obniżenie współczynnika Giniego usprawiedliwi spowolnienie przyrostu PKB, i o ile procent? Itd., itp.

„Życie lepsze niż śmierć” – i dopóki w tej walucie nie wycenimy każdej innej wartości, twierdzenie o postępie moralnym oparte na malejącej liczbie ofiar wojennych da się obrócić w twierdzenie o moralnej zapaści (np. tak: „Niczego już wyżej nie cenią – byle tylko przeżyć! Zwierzęta, nie ludzie!”); i mogą one funkcjonować obok siebie, przeciwko sobie. Funkcjonują. Funkcjonowały. Niemal każda epoka była ogłaszana Złotym Wiekiem czegoś i zarazem Czasem Ostatecznego Upadku czegoś innego.

Nawet więc założywszy, że dałoby się zebrać potrzebne dane i że nie zostaną one podważone metodologicznie ani merytorycznie, to żeby móc wydać sąd o postępie w stylu Pinkera, musielibyśmy wpierw sprowadzić te wartości do wspólnego mianownika.

Oraz otrzymać gwarancję, iż ten mianownik nigdy się nie zmieni (nie będzie przedmiotem postępu); że przyszłe pokolenia nie wypracują nowej moralności. Inaczej nie byłby on już „wspólny” – nie z naszymi dziećmi, wnukami.

Czy to w ogóle możliwe? Skoro właśnie ustanowienie jednego mianownika byłoby aktem wartościowania skierowanym wprost przeciwko wartościom takim jak wolność sumienia czy wyznania. Negowałoby też samą istotę człowieczeństwa tak jak rozumiał je np. Dostojewski (Steven Pinker w dialogu z Człowiekiem z Podziemia nie przeszedłby testu Turinga, jawiąc się rozmówcy raczej toporną maszyną do obliczania, co jest dla każdego człowieka najlepsze, aniżeli istotą poruszaną tajemnymi żywiołami ducha). Sprzeciw podniosą także indywidualiści-postmoderniści: czymże jest wolność wyboru płci, paszportu czy języka bez wolności wyboru moralności?

Lecz przede wszystkim: w jaki sposób w praktyce można by doprowadzić do powszechnej zgody – i to zgody serc, nie rozumów – co jest tym wspólnym mianownikiem? Jak PRZEWARTOŚCIOWAĆ WARTOŚCI?

Ba, na tym przecież polega istota wojny kulturowej, do której kanonad i salw budzimy się i zasypiamy.

3.Cofnijmy się jeszcze dwa kroki.

Zachodzi zmiana. Ale czy zachodzi postęp? Właściwie w jaki sposób gramy w tę grę językową?

Funkcjonują tu (lub funkcjonowały) trzy sploty intuicji.

I. Nieuchronność historyczna. Której nikt już nie bierze serio. Niemniej wówczas da się obronić sens „postępu” – gdy drogowskazy Historii i człowieczeństwa zasadziła przed nami ręka Boga czy inna ponadludzka matematyka idei.

Wtedy moralność można co najwyżej dopasowywać do kierunku marszu, ale żadne nasze przekonania etyczne nie obrócą samego drogowskazu.

Na dobre czy na złe, opuściliśmy wszakże jasno oświetlone autostrady dziejów.

II. Organiczny rozwój. Nie ma on sankcji nieuchronności, nie aspiruje do bezwyjątkowej normy. Nie każdy organizm rozwinie się tak samo – to jego własna struktura opowiada nam drogę jednostkowego postępu.

Tutaj w ostatecznym rozrachunku decyduje nie zimny rozum, nie wyczucie moralne – lecz zmysł estetyczny, pewność dopełnienia formy.

Trudno mi znaleźć we współczesnej kulturze Zachodu żywe konteksty dla takiego pojmowania postępu. Bo na Wschodzie – owszem. Na powyższym rozumieniu postępu opiera się m.in. azjatycki model kapitalizmu.

Do Kartezjusza i Bacona w takich kontekstach mogła działać nauka (filozofia); dziś nauka zasiada pośrodku ławy oskarżonych w procesach pokazowych postępu moralnego. Lęk przed technologią czyniącą człowieka coraz bardziej nieludzkim i zbędnym skłania wręcz ku luddystycznym odwróceniom wizji rozwoju, tak na prawicy, jak i na lewicy. Także „kapitalizm świętego przyrostu PKB” bardziej zaczyna nam na Zachodzie wyglądać na rozrost nowotworu, koniec końców, zabijający nosiciela, aniżeli na zdrowy rozwój organizmu.

III. Słuszność moralna. Na czym oparta? Na metodzie definiowania podmiotu etycznego i narzucania myślenia kategoriami wynikającymi z nowego porządku serca.

W tę grę gramy na co dzień, wypracowując (wywalczając) nowe mianowniki etyki. Po to Pinker rozwija swoje wykresy i tabele oraz całą magię liczb. Czy zwierzęta mają prawa jak ludzie? Które zwierzęta? Które prawa? Czy płód człowieka to człowiek? Czy małżeństwo jest funkcją biologicznej płci? Czy szkoda wyrządzona przyrodzie (ekosystemowi) jest szkodą tylko dlatego, że w konsekwencji szkodzi człowiekowi? Czy kultura jako kod tożsamości jest wartością suwerenną? Itd., itp.

Drogowskaz wskazuje kierunek marszu. Postępujesz naprzód czy się cofasz? (A może właśnie czaisz się w krzakach z nożem naostrzonym na stawiaczy drogowskazów).

4. Zachodzi zmiana. zachodzi przyrost (lub regres, tj. przyrost z odwróconym znakiem). Ażeby więc ujrzeć w nim teraz postęp, trzeba mieć gotową skalę wartości do przyłożenia z zewnątrz; trzeba mieć to Pinkerowe „wszyscy się zgadzają, że X jest lepsze od -X” jako linijkę do pomiaru każdego czynu i skutku.

Z zewnątrz – ach!, czyli taką, która sama nie podlega postępowi; która nie jest jego funkcją w żadnym sensie.

Czy to w ogóle możliwe?

Czy warunkiem istnienia postępu trzeciego rodzaju jako pojęcia logicznie spójnego nie jest właśnie wykluczenie możliwości postępu w wartościach?

Gdy zeskrobać z nich retorykę gazetową i kontekst aktualnej polityki, taki kościec ukaże się w większości, jeśli nie we wszystkich, manifestach konserwatyzmu przeciwko zmianom przeprowadzanym pod hasłami POSTĘPU MORALNEGO. Cofając się po łańcuchu implikacji, zazwyczaj zatrzymujemy się na którymś poziomie sporu wartości (aksjomat vs aksjomat), gdzie konserwatysta argumentuje za wartościami tradycyjnymi przeciwko nowym. Lecz to oczywiście nie może być poziom zero, bo wciąż da się tam zakwestionować samą skalę wartości, do której przykłada on tę zmianę; to nadal jest „moje dobro i zło” kontra „twoje dobro i zło”.

Poziom zero byłby poziomem czystego paradoksu logicznego: dezintegracji „postępu moralnego” jako pojęcia.

5. Także na gruncie religijnym sprzeciw wobec samego konceptu „postępu” zaczyna się od powyższej konstatacji – taki jest sens owego passusu z Centesimus annus Jana Pawła II, powtarzanego jak zaklęcie przez polityków siłujących się na wartości:

„Dziś zwykło się twierdzić, że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm, ci zaś, którzy żywią przekonanie, że znają prawdę, i zdecydowanie za nią idą, nie są, z demokratycznego punktu widzenia, godni zaufania, nie godzą się bowiem z tym, że o prawdzie decyduje większość, czy też, że prawda się zmienia w zależności od zmiennej równowagi politycznej. W związku z tym należy zauważyć, że w sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm”.

Zmieniamy wartości, zmieniamy widzialne manifestacje prawd etycznych i estetycznych. Jak? W demokratycznych głosowaniach. A co sprawia, że ludzie głosują za nowymi wartościami? Jaka SIŁA przemalowała im wcześniej te wartości w głowach? Jakie jest źródło tej SIŁY i kto nią włada?

Patrząc z perspektywy pokoleń, a nie kadencji parlamentów, jej charakter nie ma tak dużego znaczenia – czy jest to brute force prawa egzekwowanego przemocą państwową czy soft power kultury reżyserującej nam sny i kompleksy.

Prawo wpływa na świadomość, świadomość wpływa na stanowione prawo, a tak czy owak chodzi o wybicie naszych oczywistości ponad wasze oczywistości.

6. Przewijając film w zwolnionym tempie: Kiedyś uważaliśmy, że X jest złe, teraz uważamy, że X jest dobre. (Poziom wartościowania).

Kiedyś X występowało, teraz X nie występuje. (Poziom faktów).

Zatem:

Kiedyś powyższa zmiana stanowiłaby postęp (przejście od stanu wartościowanego negatywnie do stanu wartościowanego pozytywnie). Dzisiaj stanowi regres (przejście od stanu wartościowanego pozytywnie do stanu wartościowanego negatywnie).

Ale wartościowania wyrażane i egzekwowane w świecie także należą do poziomu faktów. Każde zdanie typu „X jest złe” można ująć jako: „Panuje sąd -X”.

Tworzymy linijkę, odmierzając ją od linijki, którą stworzyliśmy, odmierzając ją od linijki, którą stworzyliśmy…

Itd., itd., ad infinitum.

Ów paradoks jest autentyczny i sprzeciw konserwatyzmu zrozumiały. Lecz przecież nie otwiera on żadnej drogi wyjścia z klinczu – bo wartości stare tak samo są tu nie do obrony logiką (sankcja „nakazów Bożych” odwołuje się do wiary, nie do rozumu), tak samo trzeba używać siły do ich utrzymania.

Co faktycznie zmienia się w sposób nieodwracalny – kumulując się, rafinując – to nasza wiedza o naturze owego procesu, nasza znajomość anatomii mordu i reprodukcji wartości.

Jeśli więc waży coś ten tekst, to też nie dlatego, że takie nowości tu wymyślam, lecz co najwyżej – że odsłaniam,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak postępuje moralność