Pamiętacie Antygonę Sofoklesa? tytułowa bohaterka tej tragedii – wbrew wyrokowi króla Kreona – dokonuje symbolicznego pochówku brata uznanego za zdrajcę ojczyzny. Sprzeciwia się w ten sposób prawu stanowionemu przez człowieka, które skazuje ciało zdrajcy na pohańbienie, i staje w obronie praw o wiele bardziej fundamentalnych: „boskich”. „Konflikt między Antygoną a Kreonem – komentuje znawca literatury antycznej Stanisław Stabryła – rozgrywa się więc przede wszystkim w płaszczyźnie moralno-religijnej: Kreon reprezentuje interesy władzy państwowej, (…) Antygona broni naturalnych praw jednostki”[1].
*
Trudno mi oprzeć się wrażeniu, że mamy dziś w Polsce do czynienia ze współczesną odsłoną antycznej tragedii. To w pewnym sensie Antygona a rebours: chodzi w niej nie tyle o prawo do pogrzebu, ile o niezgodę na ekshumację.
Oto bowiem polski Kreon (Prokuratura Krajowa, a szerzej: sprawujące władzę PiS) wydaje nakaz ekshumacji wszystkich nieskremowanych wcześniej ofiar katastrofy smoleńskiej. Decyzji tej – w imię szacunku dla zmarłych – przeciwstawiają się niektóre rodziny ofiar; dla potrzeb tego artykułu nazwę ów podmiot zbiorowy polską Antygoną[2].
Jakie racje w tym sporze kierują Kreonem, a jakie Antygoną? Dla prokuratury[3] racją nadrzędną jest konieczność rzetelnego przeprowadzenia sekcji zwłok, a ekshumacje mają naprawić „poważne błędy i zaniechania”, popełnione w roku 2010. Oczywiście nie chodzi tu jedynie o tzw. porządek w papierach, ale o to, iż „badania sekcyjne (…) będą miały istotne znaczenie dla określenia obrażeń ofiar i przyczyny ich śmierci, a także dla zrekonstruowania przebiegu katastrofy i jej przyczyn”. Innymi słowy: dzięki nim, być może, zweryfikowana (bądź sfalsyfikowana) zostanie hipoteza zamachu. Nieprzypadkowo przecież prokuratura powołuje się tu na art. 209. Kodeksu postępowania karnego, który mówi, że ekshumacji trzeba dokonać, jeśli zachodzi podejrzenie przestępnego spowodowania śmierci (podkreśl. moje).
Ta argumentacja domaga się komentarza. Po pierwsze, żadna z przeprowadzonych do tej pory ekshumacji nie dostarczyła dowodów potwierdzających hipotezę, jakoby 10 kwietnia 2010 r. doszło do przestępstwa. Dlaczego zatem jest ono wciąż zakładane? Po drugie – zdaniem specjalistów – na podstawie samej tylko sekcji zwłok ustalenie okoliczności katastrofy jest raczej niemożliwe[4]. Po trzecie, poza względami czysto politycznymi, według dużej części opinii publicznej nie ma podstaw do kwestionowania wcześniejszych ustaleń prokuratury i komisji Jerzego Millera. Na marginesie warto zauważyć, iż podawanie w wątpliwość prac tej komisji bezpowrotnie niszczy delikatną tkankę społecznego zaufania. W sytuacji kiedy premiera Tuska oskarża się nie o błąd, lecz o działania sprzeczne z polską racją stanu, trudno dziwić się wysuwanym przez część antypisowskiej opinii publicznej podejrzeniom, iż ekshumacji dokonuje się jedynie po to, by spreparować dowody świadczące o zamachu[5]. „Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę”, mówi Pismo. Wiele wskazuje na to, że najważniejszym skutkiem ekshumacji będzie skompletowana i uzupełniona dokumentacja. „To bardzo niewiele, jak na tak drastyczny (…) akt – mówi (w »Tygodniku Powszechnym«) Małgorzata Rybicka, wdowa po Aramie Rybickim. – To szaleństwo, żeby teraz badać, które narządy po kolei były miażdżone. Jak dokładnie wyglądał proces umierania”. Otwarcie grobów wydaje się niektórym konieczne również ze względu na ostateczną identyfikację ofiar. Jak bowiem przypomina prokuratura, w przypadku aż sześciu z dziewięciu osób, które ekshumowano w latach 2011–2012, doszło do pomyłek i zamiany ciał. To argument szczególnie istotny dla rodzin popierających decyzję prokuratury. Dobrze pokazują to słowa Marty Merty, wdowy po Tomaszu Mercie: „Zachodzi bardzo poważne domniemanie, że wdowa po (…) [chodzi tu o konkretną osobę protestującą przeciwko ekshumacji – przypis mój] niekoniecznie chroni w tym swoim grobie akurat swojego męża. Bardzo możliwe, że chroni mojego. A do tego nie ma prawa. Jeżeli Tomek spoczywa w cudzym grobie, to ja nie uszanuję żadnego oporu przed otwieraniem grobu. Tomek ma wrócić do naszego rodzinnego grobu, i tyle” (wypowiedź dla RMF FM). To rzeczywiście niebagatelny argument, można jednak zapytać: czy nie wystarczyłoby dokonać ekshumacji jedynie tych osób, których rodziny mają wątpliwości co do ich tożsamości – i wyraźnie o taką weryfikację proszą? Niektórzy, domagając się otwarcia grobów, deklarują chęć zapewnienia swym bliskim naprawdę godnego pochówku. Tak twierdzi np. Piotr Walentynowicz, wnuk Anny (ekshumowanej w 2012 r.), który mówi, że w Rosji dochodziło do bezczeszczenia zwłok: „Gasili niedopałki papierosów w ciałach naszych bliskich. Te ciała potem zaszywali wraz z gałęziami, z niedopałkami papierosów. Teraz, po tych ekshumacjach, ciała (…) zostały obmyte i oczyszczone (…)” (wypowiedź dla TV Republika). Trudno z tym polemizować. Źle się stało, że trumien nie otwarto w roku 2010, tuż po ich przywiezieniu do Polski. Dziś, po tylu latach, na oczyszczenie ciał może być już za późno. * Konflikt między Antygoną i Kreonem rozgrywał się, jak pamiętamy, głównie na płaszczyźnie moralno-religijnej. Znamy już chłodną (i w przekonaniu Kreona racjonalną) argumentację ludzi władzy. Przyjrzyjmy się zatem racjom moralnym przyświecającym stronie określonej tu mianem Antygony. Za jej przedstawicielkę można uznać cytowaną już wcześniej Małgorzatę Rybicką, autorkę listu otwartego do rzecznika praw obywatelskich. Podnosi ona argument, iż „przymusowa ekshumacja to naruszenie tabu obowiązującego w naszej kulturze [a] dotyczącego szacunku dla ciał zmarłych”. O tym szacunku jako fundamencie…