Subskrybuj
dr literaturoznawstwa, krytyczka literacka. Autorka książki Ślady nieobecności. Poszukiwanie Ireny Szelburg (2014). Prowadzi zajęcia w Katedrze Krytyki Współczesnej przy Wydziale Polonistyki UJ. W miesięczniku zajmuje się rubryką Stacja: literatura.

O literaturze, czyli o manifestacjach wolności

Julio Cortázar wykonuje pracę u podstaw czy też: pracę od wewnątrz, uświadamiając swoim rozmówcom i rozmówczyniom ograniczenia i ślepotę wynikające z ich specjalnej pozycji: tyle jest światów poza ramą centrum,  tyle do czytania, tyle do zrobienia.

„Przez słowa »literatura« i »życie« rozumiem zawsze to samo” – czytamy w Ścieżkach pisarza, pierwszym z ośmiu wykładów składających się na książkę pamiątkę po gościnnych występach Julio Cortázara na uniwersytecie w Berkeley w 1980 r. (dla porządku należy tu wspomnieć także o dwóch dodatkach: tekstach Współczesna literatura latynoamerykańska i Rzeczywistość i literatura. Z pewnymi niezbędnymi przewartościowaniami oraz o wstępie Carlesa Álvareza Garrigi). Wykłady przerodziły się w rozmowy ze studentami i studentkami, a publikacja stanowi ich zapis; można zatem mówić nie tyle o napisanej, ile zapisanej książce, o uchwyconym opowiadaniu. Opowiadanie – jako czynność i jako gatunek literacki – wydaje się kluczem do tej lektury. Pełne życia O literaturze jest jednocześnie próbą (zbiorem prób udanych wyjątkowo, trzeba podkreślić) rozumienia literackiej teorii i praktyki, a może raczej: praktyki i teorii (w tej kolejności). Cortázar pyta poważnie, czyli wystawiając się na niespodziewane reakcje młodych ludzi o jakże odmiennych doświadczeniach i (co w sytuacji akademickiej równie ważne) kompetencjach: czym jest literatura, czyli życie? Jak się je robi, z czego składa, czy można się nauczyć pisać / żyć?

Miej świadomość

Wykładowca – słynny pisarz, autor kultowej Gry w klasy – podejmuje wyzwanie utrzymania pozycji pytającego, który nie sięga po ochraniacze łatwych, ukrytych pod pazuchą odpowiedzi. Opowiadając o literaturze (zarówno tej przez siebie stworzonej, jak i tej przeczytanej), opowiada o swoim życiu, o dojrzewania do radykalnych etycznych przemian, które najlepiej oddaje historia przechodzenia od fazy estetycznej, przez metafizyczną, aż do historycznej, od eskapizmu, przez indywidualizm, aż do zaangażowania. Spotkanie z młodymi, uprzywilejowanymi (politycznie i ekonomicznie), a tak słabo wykształconymi i mało świadomymi słuchaczami i słuchaczkami stało się dla Cortázara wyzwaniem do zrewidowania oczywistości, podważenia nie tylko kodu językowego, ale i kulturowego. Zapis rozmów z amerykańskimi studentami, dzieciakami przecież jeszcze, można czytać jak świadectwo fascynującego eksperymentu. Nagle role odwracają się: już nie Cortázar jest obcym w tym zasłużonym dla rewolucji lat 60. uniwersytecie, ale to studenci zdają się obcymi dla tradycji najnowszej kultury i literatury; pisarz wygnaniec oprowadza swoich rozmówców i rozmówczynie po ich własnym domu, wskazując (z wyczuciem i wyrozumiałością), na jak wiele jeszcze muszą się otworzyć, jak wiele nauczyć się widzieć. Próbuje nawiązać porozumienie, przywołując pamięć o sobie i swoich przyjaciołach z czasów młodości, zapatrzonych we wzorce „wyrafinowanej doskonałości”, a przez to (niespodzianka!) wyrzucających się na margines życia, historii i polityki. Czytając zapis tych spotkań, świadkujemy zaskakującej przewrotce: owszem, Stany Zjednoczone wydają się najbardziej „liczącym się” krajem na świecie, ale i umyślnie ślepawym, nieetycznym, wspierającym zbrodnicze dyktatury i pozbawiającym się niewygodnej pamięci. Autor Książki dla Manuela nie ma złudzeń, że zeszyt z przygodami Fantomasa Kultura w płomieniach (Cortázara uczyniono jednym z bohaterów – obok Susan Sontag, Alberto Moravii i Italo Calvino) oddaje gorzką prawdę: tylko pożar w amerykańskiej (czyli tej w Stanach Zjednoczonych, w Waszyngtonie) bibliotece jest istotny. Cała reszta świata (czyli przytłaczająca większość) może płonąć bez przeszkód, bo tylko centrum skupia uwagę i doczeka się interwencji. Cortázar wykonuje pracę u podstaw czy też: pracę od wewnątrz, uświadamiając swoim rozmówcom i rozmówczyniom (w miarę ich możliwości, rzecz jasna) ograniczenia i ślepotę wynikające z ich specjalnej pozycji: tyle jest światów poza ramą centrum, tyle do czytania, tyle do zrobienia. Wychodzi z tej próby zwycięsko, a wydawać się mogło, że nie sposób nawiązać relacji między ludźmi używających tak odmiennych kodów kulturowych (pisarz wątpił przecież, że można porozumieć się z ludźmi, którzy nie wiedzą, kim był Earl Hines czy Charlie Parker). Misja zakończyła się powodzeniem dzięki sile opowieści, czyli życia – literatury. Obie strony dialogu, nauczyciel oraz uczniowie i uczennice, okazują się przede wszystkim czytelnikami i czytelniczkami.

Tylko ta wspólnota, czyli wspólnota czytających, daje nadzieję na porozumienie ponad podziałami języków i interesów narodowych oraz politycznych.

Czytający, w rozumieniu Cortázara, to ludzie aktywni – czytanie polega na rezygnacji z bierności, czytający ma być odpowiedzialnym uczestnikiem świata literackiego, czyli świata w ogóle.

Oderwij się, wychyl się, ale nie fałszuj

W wykładzie trzecim Cortázar mówi: „W literaturze posługujemy się tą wspaniałą grą w kolorowe klocki, jaką jest alfabet, to z niej wywodzi się wszystko”, po czym dodaje, że zasadą, która ową grą rządzi, jest zasada nieoznaczoności (uwaga o znaczeniu zasady nieoznaczoności Heisenberga dla literatury pojawia się Grze w klasy). Dzięki temu wyzwoleniu tekst literacki (już nie instrukcja obsługi, już nie podanie urzędowe, już nie sportowe sprawozdanie, już nawet nie sprytna operacja na elementach składowych) może zdziałać cuda, z których najważniejsze jest porozumienie. W wykładzie piątym dodaje jeszcze: „proza literacka – w tym wypadku widzę siebie jako piszącego prozę literacką – może stanowić czystą komunikację i za pomocą doskonałego stylu, ale także pewnej struktury, pewnej budowy składniowej, pewnego doboru słów, pewnej kadencji może wprowadzać coś, co wewnętrzne ucho czytelnika rozpozna w mniej lub bardzo jasny sposób jako elementy o charakterze muzycznym”. Kompozycja tekstu przestaje znaczyć wyłącznie strukturalnie – to, co między, ponad i poza elementami składowymi tekstu zdaje się najważniejsze. I owego tajemniczego „czegoś” nijak znaleźć na sklepowych półkach, w magazynowych zasobach nie można. „Melodia tekstu” przestaje być wytartym frazesem; zresztą frazesy, związki frazeologiczne powycierane jak wysłużone klamki u drzwi to zdaniem Cortázara nasi najwięksi wrogowie, których należy strzec się przy każdym zdaniu, słowie, nawet znaku interpunkcyjnym.

Żeby nie ześlizgnąć się po…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dumni, silni, niepełnosprawni