Ma w niej trochę ubrań na zmianę („to jednak bywa mokra robota”), lusterko, puder, jakieś szczotki, gumowe rękawiczki. Do tego kilkanaście świętych obrazków, które wybiera z książeczek do nabożeństwa starym ludziom, kiedy już do niej trafią. Po dojściu do celu Maria Zet walizkę stawia na szklanym blacie tuż obok windy, niedaleko starej sceny. Będzie tak stała do końca jej pracy, czyli do południa. Odkąd Maria Zet zaczęła tracić wzrok, uczy się innego z ludźmi obcowania. Nie pamięta twarzy. Pamięta „rekwizyty”, które po nich zostają. („Bo coś jednak zostaje”). I choć nigdy nie trafiły do niej ogrody wygodne, obronne twierdze, cienisty las, łąka usiana kwiatami, chmura przeszyta piorunem, nie trafiła żadna butelka błyskawicy, żadna para wąsów baszów wschodnich, żaden „płaszcz purpurowy, dla Semiramidy zrobiony”, ani jeden „wóz tryumfalny złocony, dwoma smokami zaprzężony”, i choć nie znalazła wśród należących do nich przedmiotów pióra zrobionego do hełmu Dziewicy Orleańskiej, chustki do kieszeni Otella, flaszeczki z winnym spirytusem, „przydatnej do wprowadzania duchów”, urwisk skał wypchanych włosiem końskim, łańcuchów z blachy, „wydających brzęk straszny i łatwo przerażający”, czy nawet głowy lwa albo sztyletu, „na którego ostrzu zastygła kropla krwi”, Maria Zet jest pewna, że i tak mogłaby urządzić, podobnie jak kiedyś dyrektor „w sławnym mieście N.”, „wyprzedaż teatru”….
Autorka opowieści reporterskich Marlene, Papusza, Stryjeńska. Diabli nadali, współautorka książki Krótka historia o długiej miłości.