Subskrybuj
Dr historii, socjolog, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego, komentator przemian polityczno-gospodarczych globalnego Południa, recenzent literatur orientalnych. Prowadzi blog www.afrykanista.pl.

Wyspa zwierciadlanych miraży

Krzysztof Jacek Hinz w reportażu <i>Kuba. Syndrom wyspy</i> wciela się w rolę przewodnika po skansenie rewolucji, ostatnim – i nieco już zmurszałym – bastionie komunizmu.

Obwieszczony przez Francisa Fukuyamę koniec historii dla mieszkańców Kuby brzmi jak ponury żart. Życie na dotkniętej totalitaryzmem, hermetycznie odizolowanej od reszty świata wyspie wciąż toczy się dwutorowo. Z jednej strony władze karmią obywateli złudzeniami o samowystarczalności, z trudem usiłując dostosować ideologię socjalizmu do realiów kapitalistycznych. Z drugiej strony zaś przeminął nastrój wojennej mobilizacji, rodzi się wolny rynek, znika cenzura, a opozycja coraz śmielej artykułuje swoje żądania.

Przedsiębiorczy Kubańczycy radzą sobie z grą przedstawień serwowanych im przez władze najlepiej, jak potrafią. W ciągu dekad wykształcili przemyślne strategie adaptacji do warunków wiecznego niedoboru. Dawny entuzjazm wobec „rewolucyjnych zaklęć” (s. 27) zastąpił zwykły pragmatyzm, który najłatwiej dostrzec w ekspansji sektora drobnych przedsiębiorstw w stolicy.

Realizm magiczny

System zaprojektowany przez Fidela Castro trzeszczy w szwach. Tropikalna wersja komunizmu okazała się utopią. W hegemonistyczną retorykę, zainicjowaną w okresie zimnowojennym, wierzą już tylko nieliczni. „Perła Antyli”, jak nazywano Kubę, traci swój blask. Nadal ma jednak wiele magii, nieustannie wabi i urzeka. Hawana w książce Kuba. Syndrom wyspy przywodzić może na myśl Macondo ze Stu lat samotności Gabriela Garcíi Márqueza. Opowieść o losach Kubańczyków nasycona została różnymi – często skrajnymi – emocjami, dyskursem magiczno-realistycznym, w którym aż roi się od odniesień do wyobraźni kulturowej autochtonów. Przez meandry surrealistycznej rzeczywistości czytelnik prowadzony jest przez Krzysztofa Jacka Hinza z wprawą i smakiem.

Autor zna Kubę doskonale. Oswajał tę przestrzeń na różne sposoby. Hinz rozpoczął swoją przygodę z wyspą w 1977 r. Poznawał Kubę jako student iberystyki, korespondent PAP (1991–1997), dziennikarz współpracujący z „Gazetą Wyborczą”, „Wprost”, „Polityką”, Radiem Wolna Europa, a także tłumacz. Ostatecznie porzucił dziennikarstwo na rzecz dyplomacji. Był zastępcą ambasadora RP w Hawanie, następnie pełnił funkcję ambasadora w Brazylii i Wenezueli. Wydając Kubę. Syndrom wyspy, Hinz w znakomitym stylu wraca do dziennikarstwa reportażowego.

Archipelag złudzeń

Autor był świadkiem kilku rewolucji kubańskich. Widział zarówno umacnianie się rządów castrystów, jak i powolną erozję systemu. Dostrzegał przemiany polityczne, kolejne fale prześladowań i amnestii dla opozycjonistów, z którymi spędzał na rozmowach długie godziny. Obserwował także zmiany obyczajowe – choćby ewolucję stosunku do homoseksualistów. Dawniej represjonowano ich jako szerzycieli nieobyczajności i nieprawomyślności, wrogów systemu, żywe dowody, do czego doprowadzić może „zgnilizna świata kapitalistycznego” (s. 50) – dziś toleruje się ich obecność na ulicach Hawany. Kult męskości (machismo) przestaje być uzasadnieniem stygmatyzacji politycznej. Zmienia się wrażliwość społeczna i kulturowa.

Hinz wciela się w rolę rejestratora życia na Kubie i losu Kubańczyków. Nie sili się jednak na pokorę, bezstronność i dyplomatyczną poprawność polityczną, którą musiał zachowywać, będąc na etacie MSZ czy PAP. Brutalnie ocenia skutki kolejnych megalomańskich decyzji Loco (szalonego), jak nazywano Castro. Piętnuje obłudę rządzących, którzy na przemian przykręcali i luzowali śrubę, utrzymując społeczeństwo w stanie permanentnego wyczekiwania na sanację. Ze zmian tych korzystała de facto jedynie wąska elita partyjna, która miała dostęp do sklepów „za żółtymi firankami” i strefy dolarowej (área dólar). Jak gorzko wspomina Hinz, „był to doskonale zorganizowany system segregacji. »Dostęp« dawał iluzję życia w lepszym świecie” (s. 43). W zamieszczonych w książce starych depeszach PAP-owskich reportażysta przedstawia pełną gamę fantazyjnych projektów, które – zamiast innowacyjnie budować PKB kraju – pogrążały go w nowych stadiach recesji. Przykładowo, w ramach tzw. rolnictwa miejskiego każdy skrawek ziemi…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dumni, silni, niepełnosprawni