Subskrybuj
Pisarka, prof. literaturoznawstwa, autorka książek prozatorskich Smaki i dotyki (2006, 2014), Bambino  (2007, 2015), Ku słońcu (2009, 2014), Na krótko (2012), Umarł mi. Notatnik żałoby (2013), W powietrzu (2014); Pięćdziesiątka (2015), monografii naukowych i krytycznoliterackich...

Zranieni miłością

Miłość, potraktowana jako widomy znak sukcesu, a zarazem oprawiona w ramę ironii i dystansu, powinna przestać kojarzyć się z zadaną wolnością.

Autorka Uczuć w dobie kapitalizmu oraz Hardkorowego romansu – wydanych niedawno w Polsce – stawia tym razem fundamentalne dla wielu z nas pytanie: „Dlaczego miłość rani?”. Pokazywana w sztuce jako stan szczęśliwości, wyczekiwana, obudowywana mitologią i marketingiem – okazuje się nieosiągalna, trudna, traumatyczna; rozczarowuje. Wydawnictwo Krytyki Politycznej przewrotnie dostarcza nam tę książkę w różowych okładkach, co było dla mnie pewnym kłopotem w podróży: starałam się dawać do zrozumienia współpasażerom, że nie czytam romansu, albowiem czytanie powieści z tego gatunku czy szerzej rzecz ujmując: cała kultura pink, wchodzi w konflikt z moim rozpoznaniem granic stosownej autoprezentacji. Oczywiście niepotrzebnie się martwiłam, albowiem nie ma nic bardziej powszechnego niż mówienie o miłości, roztrząsanie felerów związku (relacji – pisze Illouz, krytyczna wobec slangu naszych czasów), a nawet przesiąknięte osobistymi motywacjami teoretyzowanie na ten temat. Miłość zajmuje serce ponowoczesnego świata – niech ta (moja) tandetna fraza będzie wstępem do poważniejszej refleksji.

Studium Evy Illouz może okazać się dla wielu osób kłopotliwe z dwóch zasadniczych powodów, niewiele mających wspólnego z kolorem okładki. Pierwszy bierze się stąd, iż socjolożka – inaczej niż uważany za autora przełomowych rozpoznań kulturowych konstruktów miłości Anthony Giddens – nie postrzega obecnego etapu jako porewolucyjnego wyzwolenia. Idzie o to, iż zliberalizowane zasady małżeństw i romansów nie muszą być lepsze, bardziej demokratyczne, wyzwalające dla kobiet, także gdy rozważymy je z pozycji dalekich od konserwatyzmu, namawiającego nas z innych powodów do przywrócenia sprawdzonych zasad. Drugą konfuzję wzbudzi z pewnością krytyka kultury psychoterapeutycznej czy nawet kultury wglądu i autoanalizy, która zdaje się zarazem kamuflować i produkować problemy ludzi z miłością. Te dwie kwestie interesują mnie najbardziej. Pierwsza – jako literaturoznawczynię. Druga – jako pisarkę.

Romantyczno-kapitalistyczne schematy

Zapewne wielu ludzi podziela przekonanie, iż dzisiejsze związki mężczyzn i kobiet charakteryzuje przed wszystkim chaos. Pole seksualne – tego pojęcia za Pierre’em Bourdieu używa autorka – jest szerokie, zróżnicowane, pozornie otwarte, a zarazem w niepokojący i niedopowiedziany sposób zakleszczone, ograniczające, chaotyczne. Przywykliśmy sądzić, iż żyjemy w czasach większej autonomii jednostki dysponującej większymi możliwościami. Podstawowym naszym kapitałem miałaby być wolność, także seksualna. Przeszłość, znana przede wszystkim z narracji obecnych w kulturze, a więc powieści i filmów, dostarcza nam wielu przykładów zniewolenia przez normy społeczne, studzenia uczuć czy karania za próbę podążania za namiętnością. Dzisiejsza swoboda wyboru partnera wydaje się na tym tle wielkim postępem. Illouz pokazuje jednak, że takie myślenie nie uwzględnia wielu czynników przeszłych i obecnych gier matrymonialnych. Ograniczenie do własnej klasy, środowiska, aranżowanie małżeństw, traktowane jako obyczajowa i moralna norma, mogły dawać poczucie spełnienia i pomagały zachować równowagę, a przede wszystkim porządkowały pole społeczne, dając miejsce pojedynczym ekscesom – buntownikom, uosabianym przez wielkich kochanków, bohaterów literackich. Oczywiście współcześnie najlepiej pamiętamy te narracje, które opisują mezalianse i nieszczęścia. Gdyby lepiej wsłuchać się w głos pisarzy, niektóre opowieści można by przeczytać na nowo.

Próbuję z Anną Kareniną. Tołstoj opowiada o namiętności poczutej przez wydaną za dużo starszego mężczyznę piękną arystokratkę. Zdrada, której się dopuszcza, jest niewybaczalna – zostaje odsunięta od „towarzystwa”, Karenin odbiera jej syna. O samobójczej śmierci decyduje jednak nie zerwanie z dotychczasowym życiem, lecz niemożność odnalezienia się w nowym. Wroński nie potrafi, nie stara się Annie zastąpić świata. Ostatecznie ma więcej „defektów” niż legalny małżonek, albowiem nie potrafi żyć z ciężarem oczekiwania, iż miłość poza regułami mogłaby być lepsza od miłości legalnej.

Współczesność stoi po stronie prawa do namiętności, lecz nie daje wskazówek, co z tym prawem, wynikającym z rzekomego ustania przymusów, jednostki miałyby zrobić.

Myśląc o miłości między kobietami i mężczyznami, dochodziłam zwykle do wniosku, iż stan obecny jest rodzajem przekładańca. Spod świeżej warstwy ulepionej z zasad jako takiej równości partnerów prześwituje wieloskładnikowa masa starego porządku, zwanego w skrócie patriarchatem. Do tej starszej, nieco nieświeżej warstwy apeluje popkultura stowarzyszona na dziwnych zasadach z konserwatyzmem. W narracji o równości dochodzimy zwykle do punktu, w którym pojawia się ślubny rytuał pomyślany tak, by imitować najbardziej tradycyjne układy między osobami. Piszę te słowa w Rzeszowie. Cały dół wieżowca z lat 70. stojącego nieopodal hotelu zajmuje sklep pod nazwą „Salon ślubny”. Jest bardziej okazały od wszystkich pozostałych sklepów w tej okolicy. Właściwie bierze w nawias całą, dość liszajowatą, dzielnicę, z jej malutkimi warsztatami, Biedronkami i zasiedzeniem. Kultura matrymonialna tak właśnie wygląda, jakby jej opiekunkami były posłanki z Wenus, a nie sąsiedzi rodziców. Co z tego wynika? Na pewno dysonans. Illouz wyjaśnia jego działanie w spójny sposób: oto pole seksualne, którego część stanowi rynek matrymonialny, nie tyle rezonuje starymi zasadami, ile zostało na nowo ustrukturyzowane między ambiwalencjami i asymetriami, starymi i nowymi. Momentem przełomowym dla tej nowej sytuacji było wynalezienie seksapilu. Oczywiście romantyczni bohaterowie odczuwali nawzajem swą atrakcyjność o silnie genderowym zróżnicowaniu: piękno mężczyzny nie polegało na powabie fizycznym, lecz i urok kobiety nie sprowadzał się do atrybutów ciała. Seksapil, definiowany jako „to coś”, w pierwszym rzędzie rozmontowuje klasowy, a nawet rasowy układ. Atrakcyjność nie musi się wiązać z urodzeniem, wykształceniem, zawodem, statusem społecznym i finansowym. Prymat atrakcyjności przyczynia się jednak do powstania nowych podziałów, którym trudno sprostać. W dodatku replikuje różnice genderowe, których przezwyciężenie było rzekomym celem rewolucji seksualnej. Oto bowiem, ze względu na wpisaną…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dumni, silni, niepełnosprawni